29.03.2024, 01:06 ✶
Będąc najbardziej poszukiwanym czarnoksiężnikiem Wielkiej Brytanii, Voldemort musiał nauczyć się nieco lepszego planowania następnych ruchów - nie dostrzegał więc w tym, że nie miał dla ciebie żadnego zadania niczego ciekawego ani poruszającego. No bo przecież gdyby istniała tutaj przestrzeń, w której mógł wykazać się ktokolwiek poza nim, to nie przyszedłby tutaj sam. Twoja obecność była dziełem czystego przypadku - może to los zechciał dać ci szansę ujrzenia go sam na sam poza Kromlechem, co miało uczynić go w twoich oczach bardziej ludzkim? Nie miało przecież większego znaczenia, że krążył tu w jakiejś ciemności i wykonywał bliżej nieokreślone rzeczy - był tu i coś robił, spędzał czas, istniał. Nie był jedynie spowitą czarną mgłą legendą, tylko kimś namacalnym, realizującym cele tak samo jak jego poplecznicy.
Głośno odetchnął.
- Adres, Bellatrix. Chodziło mi o odległość - powiedział spokojnie, ale po wyrazie jego twarzy dało się domyślić, że nie miało to już znaczenia - kiedy przeszliście kilkanaście kroków, trafiliście na ścianę z wyrytymi nań, omszałymi runami, których nie potrafiłaś odczytać. Ich treść musiała być o wiele bardziej interesująca niż twoje zwierzenie wypowiedziane drżącym od emocji głosem, bo zamilkł. Spojrzał się tylko na ciebie krzywo, kiedy trzymałaś latarenkę zbyt nisko i nie mógł odczytać najwyższego z napisów. Dopiero po przejechaniu po nim palcami odwrócił się w twoim kierunku i dodał:
- To za daleko, żebym cię tam odstawił. - Czyli musiał wiedzieć, gdzie mieszkał Rodolphus. Skąd? Nie wiedziałaś. Przecież nikt nie kazał wam wypełniać żadnych kartek z adresami... I czy to znaczyło, że miałaś wrócić tam sama? Teraz? Później?
...kiedy?
- Podnieś ją wyżej - poinstruował cię, przerywając ewentualny ciąg myśli, jaki cię mógł w tym momencie nawiedzić. Chwycił za różdżkę i uniósł ją do góry. Runy wyryte na kamiennej płycie poruszyły się, a później zaczęły po niej przesuwać. Najwyraźniej Czarny Pan próbował ułożyć z nich jakiś napis.
Głośno odetchnął.
- Adres, Bellatrix. Chodziło mi o odległość - powiedział spokojnie, ale po wyrazie jego twarzy dało się domyślić, że nie miało to już znaczenia - kiedy przeszliście kilkanaście kroków, trafiliście na ścianę z wyrytymi nań, omszałymi runami, których nie potrafiłaś odczytać. Ich treść musiała być o wiele bardziej interesująca niż twoje zwierzenie wypowiedziane drżącym od emocji głosem, bo zamilkł. Spojrzał się tylko na ciebie krzywo, kiedy trzymałaś latarenkę zbyt nisko i nie mógł odczytać najwyższego z napisów. Dopiero po przejechaniu po nim palcami odwrócił się w twoim kierunku i dodał:
- To za daleko, żebym cię tam odstawił. - Czyli musiał wiedzieć, gdzie mieszkał Rodolphus. Skąd? Nie wiedziałaś. Przecież nikt nie kazał wam wypełniać żadnych kartek z adresami... I czy to znaczyło, że miałaś wrócić tam sama? Teraz? Później?
...kiedy?
- Podnieś ją wyżej - poinstruował cię, przerywając ewentualny ciąg myśli, jaki cię mógł w tym momencie nawiedzić. Chwycił za różdżkę i uniósł ją do góry. Runy wyryte na kamiennej płycie poruszyły się, a później zaczęły po niej przesuwać. Najwyraźniej Czarny Pan próbował ułożyć z nich jakiś napis.
Post: Eutierria. @Bellatrix Black