29.03.2024, 03:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2024, 03:11 przez Erik Longbottom.)
Skinął powoli głową. W pierwszej chwili chciał przerwać monolog Antoniego krótkim, acz dosyć aroganckim ''właśnie o to mi chodziło'', jednak zasznurował usta, zanim powiedział coś, czego mógłby pożałować. Zamiast tego pozwolił mężczyźnie mówić, słuchając go z coraz większym zaangażowaniem, zwłaszcza gdy zaczął wplatać w swoje zdania coraz to ciekawsze informacje. Mimowolnie wstrzymał oddech, jakby obawiał się, że nawet drobne westchnienie mogłoby wybić go z rytmu. Zazdrościł mu tego, z jaką łatwością się wypowiadał. Odnosił wręcz wrażenie, że nie testował metaforycznych wód przed kolejnymi monologami, a po prostu rzucał się na głęboką wodę, pozwalając, aby umysł przejął stery.
— A więc to tego cię uczono na kursach do pracy w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów? Teorii muzyki i krytyki różnych dzieł sztuki? — spytał żartobliwie bez cienia sarkazmu w głosie. Wystarczyło jedno spojrzenie na twarz Longbottoma, aby zorientować się, że był kompletnie oczarowany. Shafiq mógł równie dobrze opowiadać o reformie rolnej, a i tak słuchałby go z podobnym zaangażowaniem. — Nic dziwnego, że potem departament wnioskuje o nagłe wsparcie od najlepszych Brygadzistów w kraju.
Śmiech mężczyzny nieco go zaskoczył, jednak nie wiedział, jak powinien to odebrać. Jego usta wygięły się w niepewnym uśmiechu.
— Miej litość! — sarknął, opuszczając głowę, aby wbić spojrzenie w taflę basenu. — Nawet nie wiedziałem, że nas tutaj przyprowadzą po tym masażu. Poza tym, skoro tak chętnie wszedłeś do wody, to znaczy, że ryzyko utopienia się jest tutaj raczej niskie. — Zmrużył oczy, zerkając podejrzliwie na starszego czarodzieja. Gdy wycelował w niego dłonią, mimowolnie podpłynął bliżej, jeszcze bardziej skracając dzielącą ich przestrzeń. — Doświadczysz go żywym, już moja w tym głowa. Nie wyglądałoby to zbyt dobrze w papierach, gdybym wrócił do Londynu z dyplomatą w trumnie. Zrobię co w mojej mocy, aby ten scenariusz się nie ziścił.
Swoboda wybrzmiewająca w jego słowach nie przełożyła się na jego mimikę; nachmurzył się dosłownie chwilę po tym, jak ot, tak rzucił tym komentarzem. Nie powinien tak żartować. Bardzo poważnie traktował tę sprawę i to nie tylko z uwagi na to, że mógłby dostać burę od szefostwa za to, że wystarczyła jedna delegacja z jego udziałem, aby pozbawić życia wieloletniego pracownika Ministerstwa Magii. Nie chciał, aby komukolwiek stała się krzywda, a żartowanie o tym... Cóż, mogło przynieść pecha. Morfeusz pewnie już miałby gotowe kilka wróżb na ten temat, gdyby był tu teraz z nimi.
— Zawsze mi się wydawało, że historia Persefony miała służyć jako przestroga dla młodych kobiet, aby przypadkiem nie wpadło im do głowy, aby uciekać z rodzinnego domu przez pierwszego mężczyznę, który się napatoczy — odparł Erik, przypominając sobie niezliczone historie, jakimi raczył go niegdyś Morfeusz. Wiele z nich już dawno zaginęły pośród innych wspomnień, jednak niektóre pozostały i pamiętał je zaskakująco dobrze. — Ostateczne rozwiązanie nie okazało się dla niej zbyt fortunne, czyż nie? Nikt tak naprawdę nie spytał jej o zdanie, a koniec końców posłużyła za element ugody między Hadesem a Demeter, aby każde z nich mogło się nią cieszyć przez określoną część roku.
Chociaż w układzie między Korą a Hadesem trudno było mówić o zaaranżowanym związku, tak Erikowi mimowolnie przyszły na myśl wielkie układy między starymi rodami czarodziejów. Dopasowywanie pięknych dam do odpowiednich dżentelmenów, posługując się młodymi, jakby byli walutą, którą można było wymienić na wpływ, worki galeonów aż po realną władzę. Czyż Persefona nie wylądowała w podobnej sytuacji? Bądź co bądź, jej los był nieodzownie związany z działaniami jej matki, która mogłaby doprowadzić niezliczone pola do upadku z rozpaczy po stracie córki.
A kto wie, do czego mógłby posunąć się władca podziemnego świata, gdyby inni bogowie odebrali mu żonę na zawsze? Czystokrwista rodzina, która wydawała córkę za mąż, też zapewne nie chciała stracić kompletnej kontroli nad nią, a jednocześnie walczyła o uzyskanie odpowiednich benefitów ze związku swojej pociechy. Jak zjeść jabłko i chcieć je dalej mieć, pomyślał przelotnie. Och, jakże się cieszył, że rodzice nie szukali mu i jego siostrze drugich połówek, aby dobić jakichś ważnych interesów. Miał dziwne wrażenie, że skończyłoby się to pierwszą poważną od lat kłótnią przy rodzinnym stole.
— Kolejny test? — rzucił równie figlarnym tonem, nachylając się ku Anthony'emu. — Ciekawe, ile jeszcze masz takich w zanadrzu.
Mógł sięgnąć po owoc, wyswobodzić go z objęć smukłych palców Shafiqa, jednak zamiast tego... Rozchylił usta i wbił pewnym ruchem zęby w pojedynczą figę, odgryzając mniej więcej połowę owocu. Uderzyła go soczystość miąższy, który niemalże rozpłynął mu się w ustach, aby zaraz zaatakować wrażliwe kubki smakowe na języku. Smak był intensywny, jednak Erik nie potrafił określić, czy to niedawny masaż wyciszający potęgował obecnie tak proste z pozoru doznania, czy to lokalne owoce były tak zaskakująco świeże w porównaniu z tymi, jakie znał z Anglii.
— Nie ma tu siarki, to na pewno — poinformował, zlizując końcówką języka resztki miąższu z kącika ust. Uśmiechnął się niewinnie, przecierając parokrotnie wargi kostkami kostkami palców prawej dłoni. — Ale proszę, sprawdź sam. Chętnie się dowiem, co ty wyczujesz. — Wskazał lekkim skinieniem głowy na drugą połowę figi, jaka została w jego dłoni. — Może to ja jestem jakiś wybrakowany.
— A więc to tego cię uczono na kursach do pracy w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów? Teorii muzyki i krytyki różnych dzieł sztuki? — spytał żartobliwie bez cienia sarkazmu w głosie. Wystarczyło jedno spojrzenie na twarz Longbottoma, aby zorientować się, że był kompletnie oczarowany. Shafiq mógł równie dobrze opowiadać o reformie rolnej, a i tak słuchałby go z podobnym zaangażowaniem. — Nic dziwnego, że potem departament wnioskuje o nagłe wsparcie od najlepszych Brygadzistów w kraju.
Śmiech mężczyzny nieco go zaskoczył, jednak nie wiedział, jak powinien to odebrać. Jego usta wygięły się w niepewnym uśmiechu.
— Miej litość! — sarknął, opuszczając głowę, aby wbić spojrzenie w taflę basenu. — Nawet nie wiedziałem, że nas tutaj przyprowadzą po tym masażu. Poza tym, skoro tak chętnie wszedłeś do wody, to znaczy, że ryzyko utopienia się jest tutaj raczej niskie. — Zmrużył oczy, zerkając podejrzliwie na starszego czarodzieja. Gdy wycelował w niego dłonią, mimowolnie podpłynął bliżej, jeszcze bardziej skracając dzielącą ich przestrzeń. — Doświadczysz go żywym, już moja w tym głowa. Nie wyglądałoby to zbyt dobrze w papierach, gdybym wrócił do Londynu z dyplomatą w trumnie. Zrobię co w mojej mocy, aby ten scenariusz się nie ziścił.
Swoboda wybrzmiewająca w jego słowach nie przełożyła się na jego mimikę; nachmurzył się dosłownie chwilę po tym, jak ot, tak rzucił tym komentarzem. Nie powinien tak żartować. Bardzo poważnie traktował tę sprawę i to nie tylko z uwagi na to, że mógłby dostać burę od szefostwa za to, że wystarczyła jedna delegacja z jego udziałem, aby pozbawić życia wieloletniego pracownika Ministerstwa Magii. Nie chciał, aby komukolwiek stała się krzywda, a żartowanie o tym... Cóż, mogło przynieść pecha. Morfeusz pewnie już miałby gotowe kilka wróżb na ten temat, gdyby był tu teraz z nimi.
— Zawsze mi się wydawało, że historia Persefony miała służyć jako przestroga dla młodych kobiet, aby przypadkiem nie wpadło im do głowy, aby uciekać z rodzinnego domu przez pierwszego mężczyznę, który się napatoczy — odparł Erik, przypominając sobie niezliczone historie, jakimi raczył go niegdyś Morfeusz. Wiele z nich już dawno zaginęły pośród innych wspomnień, jednak niektóre pozostały i pamiętał je zaskakująco dobrze. — Ostateczne rozwiązanie nie okazało się dla niej zbyt fortunne, czyż nie? Nikt tak naprawdę nie spytał jej o zdanie, a koniec końców posłużyła za element ugody między Hadesem a Demeter, aby każde z nich mogło się nią cieszyć przez określoną część roku.
Chociaż w układzie między Korą a Hadesem trudno było mówić o zaaranżowanym związku, tak Erikowi mimowolnie przyszły na myśl wielkie układy między starymi rodami czarodziejów. Dopasowywanie pięknych dam do odpowiednich dżentelmenów, posługując się młodymi, jakby byli walutą, którą można było wymienić na wpływ, worki galeonów aż po realną władzę. Czyż Persefona nie wylądowała w podobnej sytuacji? Bądź co bądź, jej los był nieodzownie związany z działaniami jej matki, która mogłaby doprowadzić niezliczone pola do upadku z rozpaczy po stracie córki.
A kto wie, do czego mógłby posunąć się władca podziemnego świata, gdyby inni bogowie odebrali mu żonę na zawsze? Czystokrwista rodzina, która wydawała córkę za mąż, też zapewne nie chciała stracić kompletnej kontroli nad nią, a jednocześnie walczyła o uzyskanie odpowiednich benefitów ze związku swojej pociechy. Jak zjeść jabłko i chcieć je dalej mieć, pomyślał przelotnie. Och, jakże się cieszył, że rodzice nie szukali mu i jego siostrze drugich połówek, aby dobić jakichś ważnych interesów. Miał dziwne wrażenie, że skończyłoby się to pierwszą poważną od lat kłótnią przy rodzinnym stole.
— Kolejny test? — rzucił równie figlarnym tonem, nachylając się ku Anthony'emu. — Ciekawe, ile jeszcze masz takich w zanadrzu.
Mógł sięgnąć po owoc, wyswobodzić go z objęć smukłych palców Shafiqa, jednak zamiast tego... Rozchylił usta i wbił pewnym ruchem zęby w pojedynczą figę, odgryzając mniej więcej połowę owocu. Uderzyła go soczystość miąższy, który niemalże rozpłynął mu się w ustach, aby zaraz zaatakować wrażliwe kubki smakowe na języku. Smak był intensywny, jednak Erik nie potrafił określić, czy to niedawny masaż wyciszający potęgował obecnie tak proste z pozoru doznania, czy to lokalne owoce były tak zaskakująco świeże w porównaniu z tymi, jakie znał z Anglii.
— Nie ma tu siarki, to na pewno — poinformował, zlizując końcówką języka resztki miąższu z kącika ust. Uśmiechnął się niewinnie, przecierając parokrotnie wargi kostkami kostkami palców prawej dłoni. — Ale proszę, sprawdź sam. Chętnie się dowiem, co ty wyczujesz. — Wskazał lekkim skinieniem głowy na drugą połowę figi, jaka została w jego dłoni. — Może to ja jestem jakiś wybrakowany.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞