Bycie samotnym rodzicem jest trudne, nawet jeśli dzieci dawno dorosły i częściowo wyfrunęły z rodzinnego gniazda. Z biegiem lat nie staje się to łatwiejsze. Niebagatelną rolę odegrało w tym odejście jego żony oraz nowe wyzwania, z którymi on musiał się zmierzyć. Za swojego życia jego żona była dla niego ogromnym wsparciem. Także w rodzicielskich sprawach. Przez to, że nie żyła od dziesięciu lat nie mogła widzieć tego kim... czym się stał. Nie widziała krwi na jego dłoniach i nie mogła się sprzeciwić moralnemu upadkowi swojego męża. Nie był to głos bezlitośnie stłamszonego sumienia ani chwila refleksji nad swoim życiem. Nie żałował dokonania tych wszystkich zbrodni.
Przedwczesna śmierć ukochanej kobiety uchroniła go przed prawdopodobną koniecznością ukrywania swojego udziału w rewolcie zainicjowanej przez Czarnego Pana i zapobiegła następstwom odkrycia przez nią jego roli w tym przedsięwzięciu, jakim mogło być nawet to, że jego żona byłaby gotowa wydać go władzom, zabicia czarownicy po to aby zapobiec narażeniu reszty rodziny i organizacji. Jego dzieci tego aktu mogłyby tego nie zrozumieć, gdyby musiało do tego dojść. Jednocześnie nie przekona się o tym, czy jego żona wspierałaby go w próbach położenia fundamentów pod nowy ład. Lepszy, czystokrwisty świat, w którym będą ich dzieci, wnuki i kolejne pokolenia Rookwoodów.
Ostatecznie znalezienie odpowiedzi na pytanie Gdzie popełnił błąd? stanowiło naprawdę złożony problem, którego zidentyfikowaniu zajmie mu więcej czasu. Rozwiązać może być go znacznie trudniej. Augustus jest już dorosłym, w pełni ukształtowanym czarodziejem. Na naprawienie wszystkich błędów wychowawczych w jego mniemaniu było już za późno. Zawsze stał za swoimi dziećmi i zawsze pilnował aby były jak najlepsze, aby sprostały jego oczekiwaniom. Jednocześnie wiedział, że ambicja to cecha, którą nie wszyscy posiadali. Augustusowi, nawet jak ten nie był prawdziwą porażką i ofiarą losu, naprawdę doskonale wychodziło samobiczowanie się. Powinien wreszcie się otrząsnąć i zdobyć należną sobie pozycje. Jako ojciec mógłby go popchnąć ku temu, jednak zdobytą pozycję należy jeszcze utrzymać. A tego nie może zrobić za żadne ze swoich dzieci.
Zdawał się cierpliwie czekać na to, aż jakiekolwiek słowa opuszczą usta jego młodszego syna. Kiedy to już miało miejsce to słyszał w jego głosie niepewność. Zdołał powstrzymać się od wygłoszenia uwagi odnośnie ledwo słyszalnego tonu jego głosu.
— Odbyło się spotkanie, o którego przebiegu nie poinformowałeś mnie od razu, tylko z dużym opóźnieniem. A to niezwykle ważne informacje, zważywszy na to, że znam prawdziwą tożsamość Apisa i ostatnio... zakończyliśmy naszą współpracę. Apis stał się moim wrogiem. — Pierwsza część jego wypowiedzi była ściśle związana z tym, że Chester nie lubił nie wiedzieć. W tym przypadku jeszcze bardziej, bo chodziło o Roberta Mulcibera. Tego rodzaju informacje powinien otrzymać od razu. Do rozważania pozostało to, czy powinien powiedzieć swojemu drugiemu synowi o tym, kim naprawdę jest Apis. Podczas rozmowy z Ulyssesem miało to ogromne znaczenie.
— Widocznie Czarny Pan uznał, że Apis okaże się dla niego przydatny przez co napiętnował go zamiast zabić. — Ktoś na jego miejscu nazwałby to łaskawością ze strony ich Mistrza, choć niewątpliwie byłby to ładny eufemizm. Nie należało mylić tego ze słabością. On wolał nazywać rzeczy po imieniu. Potęga Czarnego Pana nawet i na nim robiła wrażenie, budziła zarówno zachwyt i skrzętnie maskowaną trwogę oraz pragnienie stania się znacznie potężniejszym czarodziejem.