29.03.2024, 09:35 ✶
Felix zamrugał, jakby nie do końca rozumiejąc, co dziewczyna ma na myśli. Martwy? Przecież chodził, mówił i chyba oddychał? Dla pewności położył wolną dłoń na swojej klatce piersiowej. Czy to był odruch, czy może naprawdę napełniał płuca powietrzem? Nie, nie mógł być martwy. Był sobą, był Felixem, a obok miał swoją ukochaną Elaine i ściskał jej dłoń, żeby mu się nie zgubiła w nieznanym środowisku.
Czy gdyby był martwy, to czułby stające powoli dęba włoski na karku? Czy czułby w ogóle cokolwiek? Chłód, miłość, potrzebę opiekowania się dziewczyną? Nie, nie mógł być martwy. Odmawiał uznania słów Lisicy - nie mógł być martwy. Nie i koniec. Nie wierzył jej, ale nie czuł gniewu na fakt, że w jego opinii go okłamała. Po prostu się pomyliła. On też pewnie by się pomylił, w końcu był taki blady i czuł takie potworne zimno. Chciał już otworzyć usta, by zaprzeczyć, ale nagle Elaine zmieniła temat. Ktoś się zbliża. Też to czuł. Dał się więc pociągnąć w stronę korytarza. Zostawił już tę cholerną walizkę, nie będzie przecież z nią biegł. Miał tylko wrażenie, że ich kroki i głosy odbijały się okropnie głośnym echem w pustym hallu lotniska.
- Może powinniśmy zapytać tego kogoś o to, co tu się dzieje? - szepnął, przyciskając plecy do ściany. Korytarz był cholernie długi i nie miał żadnych drzwi, za którymi mogli się skryć, ale były za to ustawione jedna na drugiej walizki. Spoczywały spokojnie na wózku z kółkami, zupełnie tak, jakby ktoś przed chwilą go pchał, bo chciał wydostać się z kraju. Kiwnął głową w tamtym kierunku i lekko popchnął dziewczynę, dając znać, by kucnęła za walizkami. Sam miał zamiar robić to samo. Skoro wolała się ukryć, to nie będzie oponował. Wierzył w jej instynkt bardziej niż w swój. Zwłaszcza, że kroki które słyszeli, były dziwne. Jakby szurające. Jakby ktoś powoli powłóczył stopami. I się zbliżały - ostrożnie, metodycznie, w ich stronę. Felix wstrzymał oddech i zdał sobie sprawę, że wcale nie musiał go wstrzymywać. Może naprawdę był martwy?
Czy gdyby był martwy, to czułby stające powoli dęba włoski na karku? Czy czułby w ogóle cokolwiek? Chłód, miłość, potrzebę opiekowania się dziewczyną? Nie, nie mógł być martwy. Odmawiał uznania słów Lisicy - nie mógł być martwy. Nie i koniec. Nie wierzył jej, ale nie czuł gniewu na fakt, że w jego opinii go okłamała. Po prostu się pomyliła. On też pewnie by się pomylił, w końcu był taki blady i czuł takie potworne zimno. Chciał już otworzyć usta, by zaprzeczyć, ale nagle Elaine zmieniła temat. Ktoś się zbliża. Też to czuł. Dał się więc pociągnąć w stronę korytarza. Zostawił już tę cholerną walizkę, nie będzie przecież z nią biegł. Miał tylko wrażenie, że ich kroki i głosy odbijały się okropnie głośnym echem w pustym hallu lotniska.
- Może powinniśmy zapytać tego kogoś o to, co tu się dzieje? - szepnął, przyciskając plecy do ściany. Korytarz był cholernie długi i nie miał żadnych drzwi, za którymi mogli się skryć, ale były za to ustawione jedna na drugiej walizki. Spoczywały spokojnie na wózku z kółkami, zupełnie tak, jakby ktoś przed chwilą go pchał, bo chciał wydostać się z kraju. Kiwnął głową w tamtym kierunku i lekko popchnął dziewczynę, dając znać, by kucnęła za walizkami. Sam miał zamiar robić to samo. Skoro wolała się ukryć, to nie będzie oponował. Wierzył w jej instynkt bardziej niż w swój. Zwłaszcza, że kroki które słyszeli, były dziwne. Jakby szurające. Jakby ktoś powoli powłóczył stopami. I się zbliżały - ostrożnie, metodycznie, w ich stronę. Felix wstrzymał oddech i zdał sobie sprawę, że wcale nie musiał go wstrzymywać. Może naprawdę był martwy?