Być może nie do końca zrozumiała o co Richardowi chodziło. Być może udałoby się pogodzić jej pracę u Blacka z rodzinnym interesem. Ale nie kiedy ona z marszu, po szkole już zakłada biznes. Za plecami ojca ucząc się ważenia alkoholu. Istniała też obawa, co sobie inni o niej pomyślą? Nawet, jeżeli wyrobi sobie reputację, zdawała sobie sprawę z tego, że mogą zdarzyć się sytuacje, gdzie ktoś będzie chciał rozmawiać z jej rodzicem, a ten nie ma pojęcia o tym, co ona wyczynia? Może i z Robertem byli wychowani inaczej względem kobiet. Uświadamiać, czym powinny się zajmować. Ale tutaj. Pozwolono Sophie na samowolkę?
Potrzebowała pieniędzy. To najczęstszy problem młodych ludzi po szkole. Dlatego lepiej gdzieś na początek się zatrudnić, zarobić, zebrać doświadczenie a potem myśleć o własnym biznesie.
Ta biedna mała ruda dusza nie zdawała sobie widocznie sprawy, w jakim zagrożeniu społecznym przyszło jej żyć. W okresie wojny, trzymana od tego z daleka.
- Robert to oceni.Zakończył dyskusję tymi słowa. Nie miał już sił na to. Wychodząc z pokoju, zaszedł jeszcze do siebie po dokumenty potwierdzające finalizację umowy i zapłatę za zlecenie od Delacour. Dopiero wtedy zszedł i skierował się do gabinetu brata. Nie pukał. Znany był już w tym domu z tego, że jak jest u siebie, nie musi tracić na to czasu. A skoro zastał brata za biurkiem, bliźniak mógł dostrzec, że był z czegoś niezadowolony.
Richard podszedł do biurka i po prostu rzucił dwiema teczkami na to, nad czym pracował obecnie Robert. O ile siedział za nim nadal.
- Umowa sfinalizowana. W drugiej teczce znajdziesz to, czym zajmuje się Twoja córka. Radzę mieć nad tym kontrolę, skoro chce zawierać umowy. Ponoć, wspomniała Ci o biznesie.Pierw, poinformował o sprawie, w jakiej był dzisiaj przed południem, a następnie przeszedł do sprawy Sophie. W jej teczce były podobno jakieś umowy na zakup przedmiotów do produkcji cytrynówki. A także umowa na jej sprzedaż, pewnie też i dokumenty w celu zarejestrowania swojej firmy.
Richard obejrzał się jeszcze w stronę, drzwi, jakby może oczekiwał, że dziecko za nim podąży. No chyba, że wolała zająć się sprzątaniem pokoju. Będzie im na rękę.
Od tych nerwów, aż wyjął w końcu papierośnicę, z niej papierosa i po prostu zapalił. Mdłości z poprzedniej wizyty z francuską klientką mu jeszcze nie minęły, ale czy się tym przejmował? Później pójdzie odpocząć.