Na wspomnienie gangu, Morpheus zmarszczył zabawnie nos. Jeśli kogoś tutaj zamurowano, wolałby zdecydowanie, aby były to porachunki jakichś pomniejszych czarnomagów, niż takiego jednego konkretnego. Nie tylko przez wzgląd na powagę sytuacji, ale dlatego, że wtedy mógłby pożegnać się z posiadłością, bo zostałaby zaanektowana na czas śledztwa przez Biuro Autorów, a on już wiedział, jakie oni mają tempo działania. Zwłaszcza po ostatnim...
— I przejście do wieży. Na pewno trzeba będzie to rozebrać.
Zalśniły pięknie padły wilk (albo inny psowaty, Morpheus nie kojarzył czy w Anglii jeszcze jakieś zostały, musiałby zapytać Samuela), zalśnił gnijący szczur, od którego Morpheus się odsunął z obrzydzeniem na twarzy. Robactwo już zasiedliło jego ciało i czarodziejowi zrobiło się niedobrze. Zalsnili też oni, żyjący. Przez ścianę błysnęła mysz, która zaraz zniknęła z pola widzenia, poza zasięg zaklęcia. Żadnych trupów, martwych zwierząt, czarodziejów czy innych istot, które mogłyby ich zaatakować. Na duchy i zjawy ściany zaś nie działały i nie należało się ich obawiać.
Longbottom wyglądał na niemal zawiedzionego tym faktem. Oczywiście kluczowe było stwierdzenie: prawie. Niesamowicie bawiły go dokumenty posiadłości, jej historii, które przygotował Anthony, ale nie chciał żadnego aktywnego śledztwa. Niechaj historia pozostanie w tle, jako groteskowa ciekawostka. Czy wiecie, że trzeci właściciel właśnie w tej sali zjadł swojego kuzyna? brzmiało dużo lepiej, gdy miało paść podczas wystawnej kolacji, niż jako odpowiedź na pytanie: Czy znał pan historię posiadłości? podczas przesłuchania w BUM-ie odnośnie okoliczności odkrycia zwłok.
Zanim wyciągnął różdżkę i potencjalnie skompromitował się, jak na czarodzieja czystej krwi wcale tak dobrze nie czarował, nagły podmuch wiatru zatrzasnął drzwi, a gdy Morpheus ponownie sięgnął do klamki, ta nie chciała ustalić.
— Neil, mógłbyś mi pomóc? — zapytał, wyrzucając peta na ziemię, depcząc go obcasem, aby zwolnić swoje ręce. Zamierzał dostać się do środka tamtego pomieszczenia z uporem typowym dla jego rodu. Jak nie subtelną magią, to taranem. Postanowione.