29.03.2024, 21:41 ✶
Oczywiście, że się nie zgubiła. Nie byłaby sobą, gdyby nie dotarła w zamierzone miejsce. Zawiodłem się...? Nie, raczej poczułem odrobinę bardziej bezpiecznie, skoro bywały rzeczy w tym leśnym mroku, które byliśmy w stanie kontrolować. Z drugiej strony, co będzie jeśli oboje się rozdzielimy i pogubimy w lesie. Właściwie, to kiedy sam się zgubię w lesie. Bez niej. Czy wtedy Kimi będzie w stanie mnie odnaleźć z tym swoim szóstym kompasowym zmysłem? Albo... Czy prędzej ja ją odnajdę,bo mi zacznie pachnieć późną kolacją?
To drugie było, rzecz jasna, przypierdoleniem się do mojego aktualnego stanu. Może martwy byłem i musiałem pić krew, ale za wiele profitów z tego nie miałem. Chyba żadnych, oprócz wiecznej młodości... Ale skoro nie mogłem za bardzo szaleć, to co mi było po tej wiecznej młodości? Kim zakazała polowań, mój tateł to już w ogóle, a ja to wszystko na dobrą sprawę pieczętowałem po stokroć, więc miałem z tego jedynie same niedogodności. I cholernie dużo czasu, kiedy nie mogłem zasnąć.
Odrzuciłem konar na razie na bok. Najpierw może niech Kim coś zje, bo z reguły za mało jadała, a ja, cóż, mogłem poczekać z głupimi zabawami o północy. Konary nagle nie dostanę nóg i nam nie zwieją, więc wskazałem na jej rzeczy nieeleganckim paluchem.
- Najpierw piknik, a potem pomyślimy o baseballu. Znowu migasz się od jedzenia, a jednak musisz coś jeść, żeby mieć siłę aby odbijać i łapać piłkę - zauważyłem, choć sam już nie byłem pewien, czy lepiej zostawać tu dłużej niż to warte. Miałem złe przeczucia, poza tym Kimi znowu głupio się upierała przy tym pikniku, jakby serio myślała, że mogę żyć jak normalny człowiek. Żyć! Phi, dobre sobie. Nic nie zrewanżuje mi meczu baseballu z chłopakami ze Stanów, a nasze bezpieczeństwo... A przynajmniej bezpieczeństwo Kim było priorytetem. Może właśnie dlatego mój wzrok co chwila czujnie przeczesywał okolicę. Można by pomyśleć, że łowca zawsze był na służbie, ale to było aktualnie moje przewrażliwienie.
- A czy jak zaczarujemy kamień w piłkę, to nie nabijemy sobie guzów? - zapytałem głupkowato, żeby jednak po raz kolejny wyluzować atmosferę panującą w moim wnętrzu. To może podchodziło już pod lekką panikę, mimo że przecież Kim potrafiła pierdolnąć lepiej niż ja, jeśli zachodziła taka potrzeba... Ale z kolei wiedzieliśmy oboje, że bywała miliard razy bardziej nieostrożna niż ja. Przynajmniej ostatnimi czasy, odkąd natychmiastowo wydoroślałem i przestałem - powiedzmy, że przestałem - robić głupie rzeczy.
- Czasami... nachodzi mnie taka myśl, że on znowu wychyli się zza jakiejś ściany albo krzewów i mnie dorwie po raz drugi - przyznałem zamyślony nieco, patrząc przed siebie. Zaraz jednak zacisnąłem wargi i wziąłem torbę od Kim. Niech rozkłada ten piknik.
To drugie było, rzecz jasna, przypierdoleniem się do mojego aktualnego stanu. Może martwy byłem i musiałem pić krew, ale za wiele profitów z tego nie miałem. Chyba żadnych, oprócz wiecznej młodości... Ale skoro nie mogłem za bardzo szaleć, to co mi było po tej wiecznej młodości? Kim zakazała polowań, mój tateł to już w ogóle, a ja to wszystko na dobrą sprawę pieczętowałem po stokroć, więc miałem z tego jedynie same niedogodności. I cholernie dużo czasu, kiedy nie mogłem zasnąć.
Odrzuciłem konar na razie na bok. Najpierw może niech Kim coś zje, bo z reguły za mało jadała, a ja, cóż, mogłem poczekać z głupimi zabawami o północy. Konary nagle nie dostanę nóg i nam nie zwieją, więc wskazałem na jej rzeczy nieeleganckim paluchem.
- Najpierw piknik, a potem pomyślimy o baseballu. Znowu migasz się od jedzenia, a jednak musisz coś jeść, żeby mieć siłę aby odbijać i łapać piłkę - zauważyłem, choć sam już nie byłem pewien, czy lepiej zostawać tu dłużej niż to warte. Miałem złe przeczucia, poza tym Kimi znowu głupio się upierała przy tym pikniku, jakby serio myślała, że mogę żyć jak normalny człowiek. Żyć! Phi, dobre sobie. Nic nie zrewanżuje mi meczu baseballu z chłopakami ze Stanów, a nasze bezpieczeństwo... A przynajmniej bezpieczeństwo Kim było priorytetem. Może właśnie dlatego mój wzrok co chwila czujnie przeczesywał okolicę. Można by pomyśleć, że łowca zawsze był na służbie, ale to było aktualnie moje przewrażliwienie.
- A czy jak zaczarujemy kamień w piłkę, to nie nabijemy sobie guzów? - zapytałem głupkowato, żeby jednak po raz kolejny wyluzować atmosferę panującą w moim wnętrzu. To może podchodziło już pod lekką panikę, mimo że przecież Kim potrafiła pierdolnąć lepiej niż ja, jeśli zachodziła taka potrzeba... Ale z kolei wiedzieliśmy oboje, że bywała miliard razy bardziej nieostrożna niż ja. Przynajmniej ostatnimi czasy, odkąd natychmiastowo wydoroślałem i przestałem - powiedzmy, że przestałem - robić głupie rzeczy.
- Czasami... nachodzi mnie taka myśl, że on znowu wychyli się zza jakiejś ściany albo krzewów i mnie dorwie po raz drugi - przyznałem zamyślony nieco, patrząc przed siebie. Zaraz jednak zacisnąłem wargi i wziąłem torbę od Kim. Niech rozkłada ten piknik.