14.12.2022, 18:50 ✶
- Takie jest życie. Obok bohaterów są złoczyńcy. Obok geniuszy głupcy. W każdej dziedzinie można zasłynąć…- wzruszył ramionami. Mogliby rozmawiać o tym dobre kilka godzin bo czuł, że mają inne spojrzenie na tę kwestię. Erik wydawał się mieć złote ideologie, a to coś nietypowego jak na osobę zniewoloną klątwą. Tak bardzo chciałby wypytać go jaki był w latach bez wilkołactwa. Czy to pamięta, co się zmieniło w odczuwaniu, co czuje przed pełnią i po pełni, co myśli, o czym śni… obsesyjnie potrzebował tej wiedzy i powstrzymywały go resztki skrępowania jego osobą. Przeszkadzała mu jego popularność choć nie potrafił tego wyjaśnić. Wolałby aby nie był tak sławny i uważany przez niektóre kręgi za "dobrego". Nie miał pojęcia dlaczego w ten sposób myśli jednak to w pewien sposób hamowało potrzebę obsesyjnego przesłuchiwania. Czasami miał ochotę wejść w jego skórę, poczuć to co on, zauważyć różnice między dniem a ciężką pełnią.
Pokiwał głową na znak, że muszą być dobrej myśli względem pomniejszej klątwy, którą mają pod kontrolą. Nie chciało mu się już o tym rozmawiać. Wyczerpali ten temat, miał wszystko na papierze. Zainteresowania Castiela były bardzo wybiórcze. Lubił zajmować się różnego rodzaju klątwami ale miał bardzo krótką listę głównych, którym chętnie poświęcał prawie cały swój wolny czas. Erik miał tą, którą chciał znać od podszewki, testować, badać, eksperymentować. Ach.
Zwilżył zimną wodą usta i nie odrywał infensywnego wzroku od Erika. Musiał postępować ostrożnie aby go nie wystraszyć.
- Od czegoś trzeba zacząć. Bez odpowiednich badań i materiałów badawczych problem likantropii nie zmaleje. Ba, jestem pewien, że będzie narastać. Nikt nie jest w stanie podać gotowego rozwiązania problemu.- podsuwał złote słowa z którymi każdy powinien się zgodzić. To jedna ze sztuczek psychologicznych. Podpierając rozmowę wieloma zgodami obu stron można w późniejszym etapie uzyskać większą przychylność przy trudniejszych częściach rozmowy.
- Sęk w tym, Eriku, że te badania nie są uzależnione od pełni. Owszem, sama ta noc przyniesie najwięcej informacji jeśli wcześniej będzie wiadomo czego dokładnie szukamy. Cieszę się, że rozumiesz ile to pracy. Nie tylko fizycznej ale i umysłowej. - coraz bardziej się ekscytował i utrzymanie normalnego tonu głosu robiło się coraz trudniejsze.
- Likantropia należy do bardzo silnych klątw. Nie sądzę aby uzależnienie miało wpływać na świadomość wilkołaka. W końcu są na świecie wilkołaki-alkoholicy, którzy w trakcie pełni są jeszcze bardziej krwiożerczy. Owszem, ich równowaga jest zaburzona ale żądza krwi zwiększona. Jeśli znaleźć odpowiednie stężenie papaver somniferum, dobrane indywidualnie do konkretnego wilkołaka… znaczy do konkretnej grupy krwi to istnieje szansa, że z czasem przyniesie to nowych informacji. Wyobraź sobie maść z tym głównym składnikiem, który po regularnym wcieraniu mógłby pochłaniać światło księżyca, które chce paść na skórę wilkołaka. To wszystko… ja jestem przekonany, że to ma sens. - jego niebieskoszare oczy płonęły fascynacją, teraz już kierowaną stricte na Erika. Wiedział, że zapamięta te spotkanie na lata, tak bardzo wrył mu się w pamięć obraz jego teraźniejszego wyrazu twarzy.
- W tamtych czasach nie było eliksiru tojadowego i czarodzieje bali się ingerować w wilkołactwo. Poza tym ten dziennik nie był w całości, dopiero ja postanowiłem poszukać jego zagubionych części i po siedmiu latach zebrałem go w całość. Nawet nie wyobrażasz sobie ile musiałem za tym biegać, jeździć i podpisywać formularzy. - miał nadzieję, że taka odpowiedź będzie mu odpowiadać. Poprawił się w fotelu a energia go po prostu rozpierała. Gdyby teraz dotknął swojej różdżki to prawdopodobnie zaczęłaby pluć iskrami z dużego natężenia jego emocji i wyczekiwania.
- Mówię ci o tym bo potrzebuję pewnego rodzaju pomocy. Jesteś jedynym wilkołakiem, którego znam osobiście i który jest w kręgu moich znajomych. Nie pójdę z tym do byle kogo. Zastanawiałem się nad tym bardzo długi czas zanim postanowiłem ci o tym wspomnieć. - dodał szczerze, mając nadzieję, że Erik zrozumie powagę sytuacji. W pewnym sensie podarował mu kredyt zaufania, którym rzadko kogokolwiek obdarzał. Nie poszedł wszak prosto do Lupinów tylko "wybrał" Erika. Uważał go za zdecydowanie lepszą jednostkę do tej sprawy niż wieloletnich wilkołaków z innych rodów.
Pokiwał głową na znak, że muszą być dobrej myśli względem pomniejszej klątwy, którą mają pod kontrolą. Nie chciało mu się już o tym rozmawiać. Wyczerpali ten temat, miał wszystko na papierze. Zainteresowania Castiela były bardzo wybiórcze. Lubił zajmować się różnego rodzaju klątwami ale miał bardzo krótką listę głównych, którym chętnie poświęcał prawie cały swój wolny czas. Erik miał tą, którą chciał znać od podszewki, testować, badać, eksperymentować. Ach.
Zwilżył zimną wodą usta i nie odrywał infensywnego wzroku od Erika. Musiał postępować ostrożnie aby go nie wystraszyć.
- Od czegoś trzeba zacząć. Bez odpowiednich badań i materiałów badawczych problem likantropii nie zmaleje. Ba, jestem pewien, że będzie narastać. Nikt nie jest w stanie podać gotowego rozwiązania problemu.- podsuwał złote słowa z którymi każdy powinien się zgodzić. To jedna ze sztuczek psychologicznych. Podpierając rozmowę wieloma zgodami obu stron można w późniejszym etapie uzyskać większą przychylność przy trudniejszych częściach rozmowy.
- Sęk w tym, Eriku, że te badania nie są uzależnione od pełni. Owszem, sama ta noc przyniesie najwięcej informacji jeśli wcześniej będzie wiadomo czego dokładnie szukamy. Cieszę się, że rozumiesz ile to pracy. Nie tylko fizycznej ale i umysłowej. - coraz bardziej się ekscytował i utrzymanie normalnego tonu głosu robiło się coraz trudniejsze.
- Likantropia należy do bardzo silnych klątw. Nie sądzę aby uzależnienie miało wpływać na świadomość wilkołaka. W końcu są na świecie wilkołaki-alkoholicy, którzy w trakcie pełni są jeszcze bardziej krwiożerczy. Owszem, ich równowaga jest zaburzona ale żądza krwi zwiększona. Jeśli znaleźć odpowiednie stężenie papaver somniferum, dobrane indywidualnie do konkretnego wilkołaka… znaczy do konkretnej grupy krwi to istnieje szansa, że z czasem przyniesie to nowych informacji. Wyobraź sobie maść z tym głównym składnikiem, który po regularnym wcieraniu mógłby pochłaniać światło księżyca, które chce paść na skórę wilkołaka. To wszystko… ja jestem przekonany, że to ma sens. - jego niebieskoszare oczy płonęły fascynacją, teraz już kierowaną stricte na Erika. Wiedział, że zapamięta te spotkanie na lata, tak bardzo wrył mu się w pamięć obraz jego teraźniejszego wyrazu twarzy.
- W tamtych czasach nie było eliksiru tojadowego i czarodzieje bali się ingerować w wilkołactwo. Poza tym ten dziennik nie był w całości, dopiero ja postanowiłem poszukać jego zagubionych części i po siedmiu latach zebrałem go w całość. Nawet nie wyobrażasz sobie ile musiałem za tym biegać, jeździć i podpisywać formularzy. - miał nadzieję, że taka odpowiedź będzie mu odpowiadać. Poprawił się w fotelu a energia go po prostu rozpierała. Gdyby teraz dotknął swojej różdżki to prawdopodobnie zaczęłaby pluć iskrami z dużego natężenia jego emocji i wyczekiwania.
- Mówię ci o tym bo potrzebuję pewnego rodzaju pomocy. Jesteś jedynym wilkołakiem, którego znam osobiście i który jest w kręgu moich znajomych. Nie pójdę z tym do byle kogo. Zastanawiałem się nad tym bardzo długi czas zanim postanowiłem ci o tym wspomnieć. - dodał szczerze, mając nadzieję, że Erik zrozumie powagę sytuacji. W pewnym sensie podarował mu kredyt zaufania, którym rzadko kogokolwiek obdarzał. Nie poszedł wszak prosto do Lupinów tylko "wybrał" Erika. Uważał go za zdecydowanie lepszą jednostkę do tej sprawy niż wieloletnich wilkołaków z innych rodów.