30.03.2024, 21:23 ✶
– Wiem, Geraldine – odparła Florence, trochę łagodniej, kiedy ta wspomniała, że nie podważyłaby jej diagnozy. Tak naprawdę komentarz Bulstrode miał na celu głównie ucięcie jej zapewnień, że nie jest – wcale – tak – źle i uświadomienie pannie Yaxley, że owszem, jest dość marnie. I naprawdę, ale to naprawdę potrzebuje tego odpoczynku. – Zimną krew, czy może miał pan więcej szczęścia, panie Longbottom? Na przyszłość oboje powinniście być ostrożniejsi. Chwila.
Bulstrode podeszła do biurka, by ze swojej torby wyjąć pudełeczko, w którym trzymała sześć starannie posegregowanych fiolek oraz niewielkie pudełeczko. Podręczny zestaw, jaki nosiła ze sobą „na wszelki wypadek” – gdy coś się wyczerpywało, dokupywała brakującą miksturę w aptece Lupinów. Teraz wyciągnęła eliksir wiggenowy i podała go Geraldine.
– Porcja za dwie godziny – przypomniała. – Jeśli by nie wystarczyła, kolejna jutro rano, ale to nie powinno być konieczne. Pamiętaj zgłosić się, gdyby twój stan się nie pogarszał lub nie daj Matko Księżyca, zaczął się pogarszać – ostrzegła. Diagnostyka wprawdzie nie wskazywała na żadne guzy, obrzęki albo krwiaki, ale Florence ufała samej sobie bardziej jeśli szło o klątwy, poza tym w przypadku mózgu stan łatwo mógł się pogorszyć, gdyby doszło do czegoś nieprzewidzianego.
Erik zaintrygował ją nieco, kiedy poprosił Geraldine, aby poczekała przy wejściu. Nijak nie dała jednak tego po sobie poznać: czekała na wyjaśnienie cierpliwie, z tą samą, niewiele wyrażającą miną. A kiedy Longbottom zapytał o majowy rytuał, na twarzy Florence wciąż nie drgnął choćby jeden mięsień i nie zmienił się wyraz jej jasnych oczu.
– Proszę się umówić w recepcji na wizytę – poinstruowała krótko. W takich wypadkach nie oceniała i nie wnikała w żadne szczegóły. – Najlepiej obie osoby, które brały udział w rytuale, choć nie jest to absolutnie konieczne. W tej chwili, przy udziale obojga partnerów, gwarantuję dziewięćdziesięcioprocentową skuteczność i brak poważnych efektów ubocznych – oświadczyła. Był już sierpień: Florence miała trzy miesiące na zebrane informacji, przestudiowanie podobnych przypadków, kilka prób przełamania więzi i zorientowanie się, co zrobić, aby uniknąć przykrych skutków ubocznych czy nawrotu. – Tymczasem… do widzenia, panie Longbottom.
Zerknęła na zegar na ścianie: dyżur skończyła kilka minut temu, a musiała jeszcze uporządkować dokumentację…
@Erik Longbottom @Geraldine Yaxley
Bulstrode podeszła do biurka, by ze swojej torby wyjąć pudełeczko, w którym trzymała sześć starannie posegregowanych fiolek oraz niewielkie pudełeczko. Podręczny zestaw, jaki nosiła ze sobą „na wszelki wypadek” – gdy coś się wyczerpywało, dokupywała brakującą miksturę w aptece Lupinów. Teraz wyciągnęła eliksir wiggenowy i podała go Geraldine.
– Porcja za dwie godziny – przypomniała. – Jeśli by nie wystarczyła, kolejna jutro rano, ale to nie powinno być konieczne. Pamiętaj zgłosić się, gdyby twój stan się nie pogarszał lub nie daj Matko Księżyca, zaczął się pogarszać – ostrzegła. Diagnostyka wprawdzie nie wskazywała na żadne guzy, obrzęki albo krwiaki, ale Florence ufała samej sobie bardziej jeśli szło o klątwy, poza tym w przypadku mózgu stan łatwo mógł się pogorszyć, gdyby doszło do czegoś nieprzewidzianego.
Erik zaintrygował ją nieco, kiedy poprosił Geraldine, aby poczekała przy wejściu. Nijak nie dała jednak tego po sobie poznać: czekała na wyjaśnienie cierpliwie, z tą samą, niewiele wyrażającą miną. A kiedy Longbottom zapytał o majowy rytuał, na twarzy Florence wciąż nie drgnął choćby jeden mięsień i nie zmienił się wyraz jej jasnych oczu.
– Proszę się umówić w recepcji na wizytę – poinstruowała krótko. W takich wypadkach nie oceniała i nie wnikała w żadne szczegóły. – Najlepiej obie osoby, które brały udział w rytuale, choć nie jest to absolutnie konieczne. W tej chwili, przy udziale obojga partnerów, gwarantuję dziewięćdziesięcioprocentową skuteczność i brak poważnych efektów ubocznych – oświadczyła. Był już sierpień: Florence miała trzy miesiące na zebrane informacji, przestudiowanie podobnych przypadków, kilka prób przełamania więzi i zorientowanie się, co zrobić, aby uniknąć przykrych skutków ubocznych czy nawrotu. – Tymczasem… do widzenia, panie Longbottom.
Zerknęła na zegar na ścianie: dyżur skończyła kilka minut temu, a musiała jeszcze uporządkować dokumentację…
Koniec sesji
@Erik Longbottom @Geraldine Yaxley