31.03.2024, 18:38 ✶
Dwie minuty. Dosłownie dwie minuty minęly od momentu, kiedy powiedział Icarusowi, że cieszy się, że w końcu będzie mógł spędzić jakieś popołudnie w spokoju, zwłaszcza że ostatnie kilka dni w pracy miał naprawdę bardzo zajęte. I dokładnie dwie minuty po tym, ktoś zaczął krzyczeć jego imię, a Cerber, ich niewielki czarny pudel, zerwał się ze swojego honorowego miejsca na kanapie, by zacząć szczekać w korytarzu jak oszalały. Basilius na te dźwięki westchnął jedynie, rzucił bratu wymowne spojrzenie i szybko wstał z wygodnego fotela, by dziarskim krokiem ruszyć do wejściowych drzwi kamienicy. Coś podpowiadało mu, że sprawa mogła być poważna, nawet jeśli miał szczerą nadzieję, że tak nie było. Otworzył drzwi i… Westchnął i nie zdążył się powstrzymać przed rzuceniem bardzo cichego znowu?
Naprawdę był cierpliwy wobec swoich pacjentów. I naprawdę starał się nie komentować ile razy ktoś robił sobie krzywdę. Wypadki się zdarzały, niektórym nawet częściej, niż innym. Ale Laurent naprawdę chyba próbował pobić w tej dziedzinie jakiś głupi rekord. Poza tym, był jego kuzynem, a dla przyjaciół i rodziny pozwalał sobie na bycie nieco bardziej złośliwym.
– Co się stało? – spytał, szybko dopadając do Laurenta, by pomóc mu zejść z wierzchowca. Prawdę mówiąc nie wiedział do kogo z ich dwójki skierował to pytanie, chociaż podejrzewał, że w tym momencie to abraksan da radę udzielić mu sensowniejszej odpowiedzi. – Icarus! Chodź tutaj i pomóż mi go przenieść! – krzyknął do brata, chociaż na całe szczęście Laurent nie był nadzwyczajnie ciężki. Prawdę mówiąc to wręcz przeciwnie. Cerber szczęśliwie nie wybiegł poza dom, próbując przywitać gościa, najwyraźniej wyczuwając powagę sytuacji.
Naprawdę był cierpliwy wobec swoich pacjentów. I naprawdę starał się nie komentować ile razy ktoś robił sobie krzywdę. Wypadki się zdarzały, niektórym nawet częściej, niż innym. Ale Laurent naprawdę chyba próbował pobić w tej dziedzinie jakiś głupi rekord. Poza tym, był jego kuzynem, a dla przyjaciół i rodziny pozwalał sobie na bycie nieco bardziej złośliwym.
– Co się stało? – spytał, szybko dopadając do Laurenta, by pomóc mu zejść z wierzchowca. Prawdę mówiąc nie wiedział do kogo z ich dwójki skierował to pytanie, chociaż podejrzewał, że w tym momencie to abraksan da radę udzielić mu sensowniejszej odpowiedzi. – Icarus! Chodź tutaj i pomóż mi go przenieść! – krzyknął do brata, chociaż na całe szczęście Laurent nie był nadzwyczajnie ciężki. Prawdę mówiąc to wręcz przeciwnie. Cerber szczęśliwie nie wybiegł poza dom, próbując przywitać gościa, najwyraźniej wyczuwając powagę sytuacji.