31.03.2024, 21:38 ✶
Nie do końca to miałem na myśli, ale niech będzie, pomyślał, kiwając powoli na tłumaczenia Stewarda. Jako ''czyste'' duchy miał na myśli standardowe zjawy, które po prostu krążyły po świecie bez większego celu, nie mogąc pogodzić się z tym, że ich czas już dawno przeminął.
— Rozmowa raczej nie zaszkodzi? — Uniósł lekko brew. Zamilkł na chwilę, bijąc się z myślami, co też poradzić przyjacielowi w kwestii de Berkeleya. — Cóż, asysta egzorcysty nie zaszkodzi. Może mi się uda przemówić mu do rozsądku.
Dokładnie! Dobrze, że chociaż Steward rozumiał powagę sytuacji i jak niebezpieczne było to, aby po prostu pozwolić duchom na przejmowanie kolejnych ciał.
— Moim zdaniem tak — powiedział po dłuższej chwili zamyślenia. Nie mógł mówić za innych specjalistów z dziedziny egzorcyzmów. Mógł co najwyżej bazować na własnym doświadczeniu i wysnutych w ciągu lat wnioskach. — Wychodzę z założenia, że ciało może się zużyć, gdy o kontrolę nad nim walczy opętany i duch. To tak jakby upchnąć dwie dusze w jednym ludzkim naczyniu. To coś nienaturalnego. — Chrząknął cicho. — Jeśli duch kompletnie przejmie kontrolę, to może pozostać przy danym ciele. Kto wie, może nawet przeskoczyć do innego, gdy nadarzy się okazja. A jeśli ciało nie wytrzyma walki dwóch dusz... Tutaj ciężko powiedzieć. Obopólne zniszczenie? Nosiciel kompletnie umiera i staje przed wyborem Limbo czy pozostanie na ziemi, a duch, który zaatakował, leci szukać nowego naczynia?
Macmillan skrzywił się na słowa Neila, patrząc na niego spode łba. W przeciwieństwie do Stewarda nie był już taki miły i zdecydował się dosyć dosadnie pokazać, co myśli na temat ''genialnego'' pomysłu młodszego kolegi. Może brak mu było wyczucia, ale gdzie miał go nabyć, skoro w ostatnim czasie do grona najbliższych zaczął zaliczać ludzi pokroju Longbottom? Ta to dopiero nie miała filtra i waliła prosto z mostu.
— Jesteś jak dziecko, które musi wsadzić rękę do wrzątku, żeby sprawdzić, czy faktycznie się oparzy, wiesz? — sapnął Sebastian, poruszając z rozczarowaniem głową. Brak wiedzy? Doświadczenia życiowego? A może była to próba romantyzowania zaświatów i życia po życiu? Cóż, najwyraźniej niektórych nie dało się ocalić przed ich własną głupotą. — Mogę cię zapewnić, że byłaby to dla ciebie przede wszystkim nieustanna walka o utrzymanie swojej własnej świadomości w jednym kawałku.
Temat duchów i egzorcyzmów zgłębiał od lat. Obcował z zawiłościami zaświatów zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Jako historyk, powinien słuchać obu stron, próbować znaleźć neutralny grunt, który pozwoli na wzięcie pod uwagę kilku punktów widzenia. A jednak słowa Neila zadziałały na niego jak płachta na byka. Na Matkę i wszystkie inne bóstwa, z kim on się zadawał? Banda doświadczonych czarodziejów z Brygady Uderzeniowej wskakuje w Limbo bez żadnego przygotowania, a teraz jakiś młodzik uważa, że opętanie ułatwiłoby mu życie. Co się porobiło z tymi ludźmi?
Kolejna kwestia, jaką trzeba będzie poruszyć w kowenie, pomyślał z przekąsem. Eh, jakby organizacja nie miała wystarczająco dużej ilości problemów, to teraz jeszcze zaczynał się czuć zobowiązany do tego, aby pouczyć paru kapłanów, żeby faktycznie zaczęli opowiadać podczas obrządków o tym, czym może się skończyć taka zabawa z niespokojnymi duchami. Takiego Enfera może to nie ocali, skoro stronił od kowenu, ale kto wie, może uratuje to skórę komuś bardziej wierzącemu?
— Nisko oceniam szansę, że duch miałby pomóc komuś, kogo decyduje się opętać — sprecyzował z wahaniem, nie wiedząc, czy w ogóle warto to było chłopakowi tłumaczyć, skoro poprzednie monologi Macmillana nie pokazały, że opętanie było okropnym losem. — Zepchnie cię na samo dno twojego własnego umysłu, a sam skorzysta z okazji, żeby się gdzieś zaszyć lub uciec, żeby przypadkiem twoi bliscy nie zauważyli różnicy w zachowaniu. Dzięki temu zyska więcej czasu na przejęcie kontroli, a ty będziesz pozbawiony zewnętrznej pomocy.
— Rozmowa raczej nie zaszkodzi? — Uniósł lekko brew. Zamilkł na chwilę, bijąc się z myślami, co też poradzić przyjacielowi w kwestii de Berkeleya. — Cóż, asysta egzorcysty nie zaszkodzi. Może mi się uda przemówić mu do rozsądku.
Dokładnie! Dobrze, że chociaż Steward rozumiał powagę sytuacji i jak niebezpieczne było to, aby po prostu pozwolić duchom na przejmowanie kolejnych ciał.
— Moim zdaniem tak — powiedział po dłuższej chwili zamyślenia. Nie mógł mówić za innych specjalistów z dziedziny egzorcyzmów. Mógł co najwyżej bazować na własnym doświadczeniu i wysnutych w ciągu lat wnioskach. — Wychodzę z założenia, że ciało może się zużyć, gdy o kontrolę nad nim walczy opętany i duch. To tak jakby upchnąć dwie dusze w jednym ludzkim naczyniu. To coś nienaturalnego. — Chrząknął cicho. — Jeśli duch kompletnie przejmie kontrolę, to może pozostać przy danym ciele. Kto wie, może nawet przeskoczyć do innego, gdy nadarzy się okazja. A jeśli ciało nie wytrzyma walki dwóch dusz... Tutaj ciężko powiedzieć. Obopólne zniszczenie? Nosiciel kompletnie umiera i staje przed wyborem Limbo czy pozostanie na ziemi, a duch, który zaatakował, leci szukać nowego naczynia?
Macmillan skrzywił się na słowa Neila, patrząc na niego spode łba. W przeciwieństwie do Stewarda nie był już taki miły i zdecydował się dosyć dosadnie pokazać, co myśli na temat ''genialnego'' pomysłu młodszego kolegi. Może brak mu było wyczucia, ale gdzie miał go nabyć, skoro w ostatnim czasie do grona najbliższych zaczął zaliczać ludzi pokroju Longbottom? Ta to dopiero nie miała filtra i waliła prosto z mostu.
— Jesteś jak dziecko, które musi wsadzić rękę do wrzątku, żeby sprawdzić, czy faktycznie się oparzy, wiesz? — sapnął Sebastian, poruszając z rozczarowaniem głową. Brak wiedzy? Doświadczenia życiowego? A może była to próba romantyzowania zaświatów i życia po życiu? Cóż, najwyraźniej niektórych nie dało się ocalić przed ich własną głupotą. — Mogę cię zapewnić, że byłaby to dla ciebie przede wszystkim nieustanna walka o utrzymanie swojej własnej świadomości w jednym kawałku.
Temat duchów i egzorcyzmów zgłębiał od lat. Obcował z zawiłościami zaświatów zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Jako historyk, powinien słuchać obu stron, próbować znaleźć neutralny grunt, który pozwoli na wzięcie pod uwagę kilku punktów widzenia. A jednak słowa Neila zadziałały na niego jak płachta na byka. Na Matkę i wszystkie inne bóstwa, z kim on się zadawał? Banda doświadczonych czarodziejów z Brygady Uderzeniowej wskakuje w Limbo bez żadnego przygotowania, a teraz jakiś młodzik uważa, że opętanie ułatwiłoby mu życie. Co się porobiło z tymi ludźmi?
Kolejna kwestia, jaką trzeba będzie poruszyć w kowenie, pomyślał z przekąsem. Eh, jakby organizacja nie miała wystarczająco dużej ilości problemów, to teraz jeszcze zaczynał się czuć zobowiązany do tego, aby pouczyć paru kapłanów, żeby faktycznie zaczęli opowiadać podczas obrządków o tym, czym może się skończyć taka zabawa z niespokojnymi duchami. Takiego Enfera może to nie ocali, skoro stronił od kowenu, ale kto wie, może uratuje to skórę komuś bardziej wierzącemu?
— Nisko oceniam szansę, że duch miałby pomóc komuś, kogo decyduje się opętać — sprecyzował z wahaniem, nie wiedząc, czy w ogóle warto to było chłopakowi tłumaczyć, skoro poprzednie monologi Macmillana nie pokazały, że opętanie było okropnym losem. — Zepchnie cię na samo dno twojego własnego umysłu, a sam skorzysta z okazji, żeby się gdzieś zaszyć lub uciec, żeby przypadkiem twoi bliscy nie zauważyli różnicy w zachowaniu. Dzięki temu zyska więcej czasu na przejęcie kontroli, a ty będziesz pozbawiony zewnętrznej pomocy.