31.03.2024, 22:33 ✶
Chciałbym, żeby tak było, skomentował bezgłośnie, uśmiechając się tylko niejasno do przyjaciela. Na pewno miał dobre intencje, po prostu nie do końca wiedział, jak teraz wyglądały sprawy. Ludzie rozdmuchali fakt, że przytulił Norę na pożegnanie po jej urodzinach w klubokawiarni, a mieliby zignorować fakt, że przyszedł z kaktusem na głowie do roboty?
Jeśli pracownicy Ministerstwa Magii nie podejmą tematu, to zrobią to media.
Zaraz okaże się, że nieświadomie propaguje jakąś dziwną modę. O albo wykorzystają ten incydent do tego, aby przyczepić się do sklepu Potterów. W końcu był z nimi spokrewniony, więc może jakiś ich specyfik wywołał taki efekt? Eh, ciężkie było życie młodego i przystojnego celebryty, który nie siedział na co dzień zamknięty w czterech ścianach. Mógł tylko liczyć, że nie będzie się z tego tłumaczyć przez następnego tygodnia, a wieść ucichnie po kilku dniach.
— Skoro tutaj jesteśmy, to nie wszystko stracone — rzucił do Thomasa. — Przyjęliśmy zgłoszenie, zjawiliśmy się na miejscu, najszybciej jak się dało. Jeśli nie rozwiążemy sprawy, to przynajmniej będziemy mieli informacje z miejsca zdarzenia.
Chociaż same ślady ognia były zastanwiające, tak zdolni technicy Ministerstwa Magii na pewno byliby w stanie wyciągnąć z tego miejsca jeszcze więcej. Kto wie, może udałoby im się nawet dotrzeć do jakiegoś widma ostatnich zdarzeń, które nakierowałoby ich na jakiś lepszy trop? Gdy Hardwick zaczął schodzić po drabinie, Erik stanął na klapie włazu, jakby liczył, że waga jego ciała zablokuje lub przynajmniej utrudni działanie ewentualnym zabezpieczeniom.
— Dobra, ale bądź ostrożny. I w razie czego krzycz. Albo rzuć jakimś naprawdę głośnym zaklęciem — podniósł głos, zerkając nieufnie w dziurę. Nawet rzucone przez Thomasa Lumos nie sprawiało, że piwniczka wyglądała przytulniej. — Sprawdzę to zaplecze...
Zszedł powoli z klapy, jednak nie udał się od razu na tyły sklepu. Zamiast tego przystanął przy włazie, jakby oczekiwał, że ten nieoczekiwanie się zamknie. Tak się jednak nie stało, toteż Longbottom ruszył w stronę magazynu. Kto wie, może tam na coś wpadnie?
Jeśli pracownicy Ministerstwa Magii nie podejmą tematu, to zrobią to media.
Zaraz okaże się, że nieświadomie propaguje jakąś dziwną modę. O albo wykorzystają ten incydent do tego, aby przyczepić się do sklepu Potterów. W końcu był z nimi spokrewniony, więc może jakiś ich specyfik wywołał taki efekt? Eh, ciężkie było życie młodego i przystojnego celebryty, który nie siedział na co dzień zamknięty w czterech ścianach. Mógł tylko liczyć, że nie będzie się z tego tłumaczyć przez następnego tygodnia, a wieść ucichnie po kilku dniach.
— Skoro tutaj jesteśmy, to nie wszystko stracone — rzucił do Thomasa. — Przyjęliśmy zgłoszenie, zjawiliśmy się na miejscu, najszybciej jak się dało. Jeśli nie rozwiążemy sprawy, to przynajmniej będziemy mieli informacje z miejsca zdarzenia.
Chociaż same ślady ognia były zastanwiające, tak zdolni technicy Ministerstwa Magii na pewno byliby w stanie wyciągnąć z tego miejsca jeszcze więcej. Kto wie, może udałoby im się nawet dotrzeć do jakiegoś widma ostatnich zdarzeń, które nakierowałoby ich na jakiś lepszy trop? Gdy Hardwick zaczął schodzić po drabinie, Erik stanął na klapie włazu, jakby liczył, że waga jego ciała zablokuje lub przynajmniej utrudni działanie ewentualnym zabezpieczeniom.
— Dobra, ale bądź ostrożny. I w razie czego krzycz. Albo rzuć jakimś naprawdę głośnym zaklęciem — podniósł głos, zerkając nieufnie w dziurę. Nawet rzucone przez Thomasa Lumos nie sprawiało, że piwniczka wyglądała przytulniej. — Sprawdzę to zaplecze...
Zszedł powoli z klapy, jednak nie udał się od razu na tyły sklepu. Zamiast tego przystanął przy włazie, jakby oczekiwał, że ten nieoczekiwanie się zamknie. Tak się jednak nie stało, toteż Longbottom ruszył w stronę magazynu. Kto wie, może tam na coś wpadnie?
Prowizoryczny łom nie zdołał pomóc ci w otwarciu skrzyni, jednak zdecydowanie wywołał reakcję czegoś, co zostało w niej ukryte. Thomasie, gdy wsunąłeś płaskownik pod wieko i nacisnąłeś... Momentalnie odskoczyłeś w tył, upuszczając swoje narzędzie.
Wstrząs przeszył opuszki twoich palców, a ramię drgnęło w konwulsji, jakbyś został kopnięty przez prąd z mugolskiego gniazdka. Wyczułeś na opuszkach palców mrowienie, delikatny taniec nieznanego ładunku magicznego, a uczucie pięło się w górę, mijając twoją dłoń i przedramię, zatrzymując się dopiero w okolicy barku. Może energia szukała ujścia, ale nie znalazła go dostatecznie szybko?
Wtedy ponownie przeszył się wstrząs. Na chwilę cię zamroczyło, a piwnica, jaką przed chwilą miałeś przed oczami, została zastąpiona kalejdoskopem kolorów - żywymi błękitami, ognistymi czerwieniami i połyskującymi odcieniami złota. Nie straciłeś przytomności, jednak gdy rozchyliłeś powieki, dalej migały ci przed oczami wielokolorowe plamki, jakbyś spojrzał prosto w słońce w czasie upalnego lata.
Kolejną niespodzianką było to, że... Twoja ręka przestała się ruszać i zwisała jak kończyna marionetki. Kompletnie odmówiła ci posłuszeństwa, a jeśli naprawdę skupiłeś się na tym, aby nią poruszyć, mogłeś co najwyżej wyczuć, że masz minimalną władzę nad opuszkami palców. Sprytny mechanizm zabezpieczający, a może zaklęcie mające chronić właściciela przybytku przed obcymi o niecnych zamiarach?
Wstrząs przeszył opuszki twoich palców, a ramię drgnęło w konwulsji, jakbyś został kopnięty przez prąd z mugolskiego gniazdka. Wyczułeś na opuszkach palców mrowienie, delikatny taniec nieznanego ładunku magicznego, a uczucie pięło się w górę, mijając twoją dłoń i przedramię, zatrzymując się dopiero w okolicy barku. Może energia szukała ujścia, ale nie znalazła go dostatecznie szybko?
Wtedy ponownie przeszył się wstrząs. Na chwilę cię zamroczyło, a piwnica, jaką przed chwilą miałeś przed oczami, została zastąpiona kalejdoskopem kolorów - żywymi błękitami, ognistymi czerwieniami i połyskującymi odcieniami złota. Nie straciłeś przytomności, jednak gdy rozchyliłeś powieki, dalej migały ci przed oczami wielokolorowe plamki, jakbyś spojrzał prosto w słońce w czasie upalnego lata.
Kolejną niespodzianką było to, że... Twoja ręka przestała się ruszać i zwisała jak kończyna marionetki. Kompletnie odmówiła ci posłuszeństwa, a jeśli naprawdę skupiłeś się na tym, aby nią poruszyć, mogłeś co najwyżej wyczuć, że masz minimalną władzę nad opuszkami palców. Sprytny mechanizm zabezpieczający, a może zaklęcie mające chronić właściciela przybytku przed obcymi o niecnych zamiarach?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞