Nie musiał nic mówić. Wystarczyło, że poświęci odpowiedni dla siebie czas, żeby zapoznać z zawartością jednej, ważniejszej teczki. W której znajdowały się działania jego córki. Być może to czas, aby zacząć skupić na nią większą uwagę? Mieć lepszą kontrolę? Gdyby sytuacja była zwyczajna, nie wymagająca natychmiastowej interwencji, najpewniej Richard nie zawracałby bratu głowę. A zostawił co najwyżej temat na odpowiedni moment. Przy posiłku? Albo i jak będą w innym pomieszczeniu, niż gabinet.
Sophie jednak postanowiła iść za nim. Ale nie weszła. On sam nie zapraszał jej, pozostawiając to decyzji bratu. Pozwalając mu tym samym w milczeniu i skupieniu na spokojnie się zapoznać z zawartością materiałów. Mieli przecież czas.
O ile sam Richard wyczytał z dokumentów i dowiedział od Sophie, znajdowała się tam podpisana umowa z Icarusem Prewettem. Na jakieś ponad dwadzieścia butelek? Co więcej. Miała przygotowane dokumenty na zarejestrowanie swojej działalności, ale nie dokonała tego jeszcze. Nie było pieczęci czy podpisu? Nie było dokumentu potwierdzającego, że ów działalność założyła? Nie mógł niczego przeoczyć, jak przeglądał papiery. Sama mu powiedziała, że chce iść jutro tego dokonać.
Czekając na jakiekolwiek słowa Roberta, Richard palił sobie papierosa. Aż usłyszał pytanie. Co znaczyło, że brat zapoznał się zawartością teczki.
- Być może nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby nie to, że robi to w ciemno. Nie mając doświadczenia. Jest młoda i łatwo mogą ją wykorzystać. Co więcej...Westchnął. Mówiąc to, patrzył na brata. Dzięki tytoniowi, opanował swoje nerwy i mówił spokojniejszym tonem.
- W pokoju ma produkcję. Co według mnie nie jest bezpieczne warzenie alkoholu. W takiej ilości. Coś pójdzie nie tak i stracimy wszystko.
Spojrzał na Sophie, która może weszła do środka gabinetu, albo jeszcze tego nie zrobiła. Spojrzał na nią krótko. Ale poważnie. Może badał jej reakcję? Zachowanie? Bała się? Wrócił spojrzeniem na oblicze brata.
- Czeka na list od Perseusza Blacka. Chce się u niego zatrudnić jako asystentka. Jak mi to wyjaśniła. Potrzebuje pieniędzy na swój lokal aby móc prowadzić swój biznes. Zakładam, że o tym też nie wiedziałeś?
Dodał, zadając przy tym pytanie. Kolejna rzecz, o której powinien wiedzieć Robert, jeżeli i o tym nie miał pojęcia. Od niego w sumie zależała decyzja, czy na którekolwiek z jej działań, wyrazi zgodę. Richard nie wspominał nic o tym, że przecież chciała im pomagać i uczyć się tutejszego, rodzinnego biznesu. Czy w taki wypadku, ma to jakikolwiek sens?