• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[1954] I draw the Fool. Yeah, makes sense.

[1954] I draw the Fool. Yeah, makes sense.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#3
01.04.2024, 02:15  ✶  
Cokolwiek oni tam z Murtaghem robili, ona nie zwracała na to uwagi. Nauczyła się, że cokolwiek to nie było - zwykle sprowadzało się do czegoś absolutnie durnego i bez jakiegokolwiek sensu, jakby bicie się było jedyną formą rozrywki w ich mniemaniu. Kiedy natomiast Mulciber nikogo nie szturchał, popychał, czy zabierał spod nich krzeseł, był denerwujący w zupełnie inny, ale równie intensywny sposób. Był zwyczajnie nadgorliwy i tak jak McKinnon lubiła ludzi, którzy potrafili używać mózgu, tak on robił to z obrzydliwą manierą kogoś, kto był dobry w tylko dwóch rzeczach; 1. opanowywania interesujących go tematów do podręcznikowej perfekcji, która często sprowadzała się do wypluwania z siebie wyuczonych formułek bez zastanowienia, 2. byciu irytującym we wszystkim co robił.

Nie raz obydwoje podnosili dłonie ku górze, bo z jakiegoś powodu wróżbiarstwo było jedyną dziedziną, która faktycznie ich interesowała. Ona spokojnie, z pewnym rozleniwieniem, a on jakby jutra miało nie być. Często też, w ogóle na nic nie czekał, tylko gadał te swoje sztywne formułki i nawet nie w rozbudowanej formie, tylko tej skondensowanej i jak najprostszej, jakby w jego głowie na przód wyrywała się zasada; im szybciej tym lepiej.

Często też, ich droga nauczycielka wróżbiarstwa, patrzyła na niego wtedy zniesmaczona i odprawiała go bez słowa, wskazując do odpowiedzi ją, a Rosie wtedy z właściwą dla siebie manierą znużonej zrachowaniami chłopców dziewczyny, rozbudowywała te wszystkie jego instrukcje, przekładając je dodatkowo na ludzki język. Tak, żeby każdy siedzący w sali je rozumiał.

Jej zielone spojrzenie umknęło w bok tylko na chwilę, kiedy szedł w jej stronę, akurat w momencie gdy wsunął Dianie do dłoni tajemniczy liścik. Nie pierwszy raz widziała jak to robił i mimo że kusiło ją, by zapytać koleżankę o co właściwie chodziło, jakaś jej część zapierała się przed tym. Cokolwiek knuł Mulciber, absolutnie jej nie obchodziło.

Wydała z siebie pełne niezadowolenia burknięcie, kiedy odezwał się do niej, ostentacyjnie odwracając głowę w bok, byle dalej spojrzeniem od niego, ale Alexander miał własne plany na tę ich posiadówkę, zamiast zająć się zadaniem wyznaczonym przez nauczycielkę.

Spojrzała w dół, na jego łokieć, który sunąć po ławce, przekraczał właśnie niewidzialną granicę, która dzieliła blat na równe połowy. Powoli też zbliżał się do końca strefy neutralnej, bo w głowie Rosie całe to biurko podzieliła właśnie na trzy części; jej, jego i znajdującą się pośrodku, gdzie ewentualnie któreś z nich z jakichś powodów mogło się znaleźć, ale nie mogło jej absolutnie przekroczyć. Cóż, Mulciber robił sobie z jej wyimaginowanych granic absolutnie nic. Nie pierwszy, nie ostatni raz.

Rosie podniosła spojrzenie z jego łokcia, który właśnie dźgał ją w jej własny, spoglądając Alexandrowi w te jego głupie, niebieskie oczy. Poruszyła piórem między palcami, a potem zamachnęła się, wbijając jego końcówkę w natrętny łokieć chłopaka, zaciskając przy tym na moment zęby, ale oprócz tego nawet na moment nie zmieniając obojętnego wyrazu twarzy i niezadowolonego spojrzenia.

- McKinnon! Co wy tam robicie na Merlina! - obruszyła się nauczycielka, spoglądając na nich, kiedy gdzieś nad szeptami omawianego zadania, podniósł się głuchy dźwięk jaka wydała ławka przez uderzenie w jego łokieć, bo w gruncie rzeczy Rosie wcale nie zrobiła tego lekko.

- Przepraszam pani profesor! Jakaś okropnie natrętna mucha nam tutaj latała! - odpowiedziała najsłodszym głosikiem, uśmiechając się do kobiety przepraszająco, ale kiedy tylko jej spojrzenie wróciło na siedzącego z nią chłopaka, znowu spoważniała.

- Nie mam na to czasu. To wystarczy? Może byś się tak zajął zadaniem, co?


she was a gentle
sort of horror
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (1566), Ambrosia McKinnon (865)




Wiadomości w tym wątku
[1954] I draw the Fool. Yeah, makes sense. - przez Ambrosia McKinnon - 31.03.2024, 21:19
RE: [1954] I draw the Fool. Yeah, makes sense. - przez Alexander Mulciber - 01.04.2024, 00:03
RE: [1954] I draw the Fool. Yeah, makes sense. - przez Ambrosia McKinnon - 01.04.2024, 02:15
RE: [1954] I draw the Fool. Yeah, makes sense. - przez Alexander Mulciber - 17.11.2025, 08:47

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa