01.04.2024, 16:54 ✶
Nie umiałby ich magią zaprowadzić na ląd. Nie umiał czarować tak dobrze, jakby chciał. Zamknął się w swojej małej pasji ziół, maści i oczarowań transmutowanych przez siebie istot, że wszystko inne napawało go niepokojem, szczególnie gdy miał to robić przed kimś innym niż własne odbicie w lustrze. Dlatego schował się z butelką wody, w razie niepowodzenia dając sobie szanse na ponowną próbę i uspokojenie miny pełnej stresu. Nie było jednak takiej potrzeby, bo przemiana wody w wino nastąpiła za pierwszym razem i może wino najwyższej jakości nie będzie, tak będzie miało to co najważniejsze, czyli procenty.
Spojrzał na nią lekko unosząc zaczepnie brew.
-To nahet lefiej.-skomentował jej stanikowe przygody. Ciekawa fiszbina, ale kto co lubi. A i niech wie, że w tej chwili boga się nie boi, cycki, nie cycki, równie dobrze mogliby się ze sobą teraz przespać i nie poruszyłoby go to zbyt specjalnie. Wiedział też, że nie poruszyłoby to tez osoby po jakiej oczekiwał poruszenia licząc młodym umysłem, że cokolwiek dla niego znaczy. Jak bardzo był zapatrzony w siebie? Mówił o sobie czy o nim?
Zaśmiał się na jej słowa.
-Tak, co najmniej trzy razy przy barze...-ona była szalenie wylewna, szczególnie kiedy porównywał jej zachowanie do swoich nowych standardów. Kiedyś było inaczej. Kiedyś był głupi, a teraz? Teraz dalej był głupi, ale nieco mniej naiwny, tak przynajmniej chciał sobie wmawiać.
Patrzył, jak wielki łyk jest połykany przez dziewczynę i nie mógł się nie uśmiechnąć bo czego innego się po niej spodziewał? Zaraz odebrał butelkę i po chwili wahania sam upił kilka łyków. Chciał nie pić, chciał wrócić do domu, ale koniec końców, czemu nie? W razie kłopotów będzie łatwiej się wytłumaczyć, choć liczył, że kłopotów nie będzie, bo w końcu jest noc i może trochę nahałasowali, ale może nikt tego nie widział.
Usiadł wygodniej, dając łodzi płynąc do przodu, czasami znosiło ją na boki, czasami przekręcała się lekko, nie płynąc idealnie przodem. Nie było to ważne.
-Mam.-zawahał się, bo jego życzenie nie powinno być wymawiane na głos i to nie tylko dlatego, że się nie spełni, po prostu było średnio miłe.-Życzę takiej jednej nieszczęścia, obojętnie jakiego, nie będę wybrzydzać.-oddał jej butelkę.-A ty?-czy ona będzie to w ogóle pamiętać? Może rano wyda się jej, że to był tylko sen, co sobie tutaj powiedzą?
Spojrzał na nią lekko unosząc zaczepnie brew.
-To nahet lefiej.-skomentował jej stanikowe przygody. Ciekawa fiszbina, ale kto co lubi. A i niech wie, że w tej chwili boga się nie boi, cycki, nie cycki, równie dobrze mogliby się ze sobą teraz przespać i nie poruszyłoby go to zbyt specjalnie. Wiedział też, że nie poruszyłoby to tez osoby po jakiej oczekiwał poruszenia licząc młodym umysłem, że cokolwiek dla niego znaczy. Jak bardzo był zapatrzony w siebie? Mówił o sobie czy o nim?
Zaśmiał się na jej słowa.
-Tak, co najmniej trzy razy przy barze...-ona była szalenie wylewna, szczególnie kiedy porównywał jej zachowanie do swoich nowych standardów. Kiedyś było inaczej. Kiedyś był głupi, a teraz? Teraz dalej był głupi, ale nieco mniej naiwny, tak przynajmniej chciał sobie wmawiać.
Patrzył, jak wielki łyk jest połykany przez dziewczynę i nie mógł się nie uśmiechnąć bo czego innego się po niej spodziewał? Zaraz odebrał butelkę i po chwili wahania sam upił kilka łyków. Chciał nie pić, chciał wrócić do domu, ale koniec końców, czemu nie? W razie kłopotów będzie łatwiej się wytłumaczyć, choć liczył, że kłopotów nie będzie, bo w końcu jest noc i może trochę nahałasowali, ale może nikt tego nie widział.
Usiadł wygodniej, dając łodzi płynąc do przodu, czasami znosiło ją na boki, czasami przekręcała się lekko, nie płynąc idealnie przodem. Nie było to ważne.
-Mam.-zawahał się, bo jego życzenie nie powinno być wymawiane na głos i to nie tylko dlatego, że się nie spełni, po prostu było średnio miłe.-Życzę takiej jednej nieszczęścia, obojętnie jakiego, nie będę wybrzydzać.-oddał jej butelkę.-A ty?-czy ona będzie to w ogóle pamiętać? Może rano wyda się jej, że to był tylko sen, co sobie tutaj powiedzą?