Potrzebowała usłyszeć tych słów od kogoś innego. Mówienie sobie samej o tym, że to się nie uda było jak rozmowa ze ścianą. W końcu jej serce zawsze znalazłoby drobną lukę, aby jednak zaprzeczyć rozsądkowi. Była mądrą dziewczyną, nie bez powodu w końcu trafiła do Krukonów, nie? Ogarniała wiele sytuacji, czytała ogrom książek naukowych, ale też romansów, które zawsze kończyły się happy endem, ale rzeczywistość nie była bajką o wieśniaczce, która poślubi księcia. Tu wchodziła presja społeczności, prawo, spojrzenia innych osób, presja rodziny takiego księcia. Nie potrafiła też myśleć źle o Augustusie nawet jeśli czasami bywał okrutny. Była zmanipulowana przez uczucia, więc nic dziwnego, że potrzebowała rozsądnej Brenny, która nie lgnęła w ramiona mężczyzn. Longbottom w oczach Paxton była odpowiednią osobą do takiej rozmowy.
Myślała, że płakać już nie da rady, ale myliła się. Gdy Brenna wyciągnęła do niej ręce wpadła w jej ramiona bez chwili zawahania. Objęła ją i zamknęła mocno oczy powstrzymując łzy w oczach. To było słabe i nie chciała płakać. Dzisiejszy dzień był okropny, statek wykończył ją psychicznie, wspomnienie młodej dziewczyny z tamtego miejsca również ją zmaltretowało. Miłość, albo pieniądze. Miłość, albo gniew rodziny. Rozsądek i ten Augustus obiecujący cuda na kiju. Na samą myśl robiło się jej niedobrze, było jej ciepło, ale nie odsunęła się od Brenny. Wręcz zaciskała na niej ramiona odrobinę za mocno, ale nie zdawała sobie z tego sprawy. Drżała nadal próbując nie płakać. Nie chciała płakać, chciała być silna.
– Ja już nie mam siły na nic – szepnęła drżącym z emocji głosem, przerywanym ciężkim wciąganiem powietrza, aby uspokoić rozedrgane uczucia. – Wiem, że nie możesz, ale ja naprawdę nie wiem, co robić. Nie sądziłam, że… że to tak… myślałam, że odcięłam się od tego – była zmęczona, śpiąca, potrzebowała swojego łóżka. – Ch-chodźmy już – przetarła twarz i odsunęła się od swojej przyjaciółki. – Przepraszam cię Brenn – spuściła głowę.