Avelina nie była w stanie wyobrazić sobie tego, co on czuł, co o niej myślał i jak bardzo chciał się chronić przed tym, co ich łączyło. Oboje byli w patowej sytuacji. Augustus nigdy nie przestanie być w jej oczach egoistą, nigdy nie będzie w stanie spojrzeć na niego w inny sposób. Gdyby ją kochał to by jej nigdy tego nie uczynił. Nigdy nie sprawiłby żeby go pokochała i łudziła się na wspólną przyszłość. Gdyby ją kochał nie zgodziłby się na ślub z tamtą kobietą, nie spłodziłby tylu dzieci, a walczyłby o nią, prawda? Nie pozwoliłby jej na to, aby go odtrąciła z powodu głupiego strachu.
Czekała na jego kolejny ruch, ta gra odrobinę wyglądała jak ich wspólna walka o uczucia. Augustus próbował być delikatny, ale cholernie rozproszony, niezdecydowany, a Avelina chciała go pokonać, aby nie mógł jej kochać, aby pozwolić mu żyć tak jak chciał – w blasku reflektorów. Nigdy nie sądziła, że da się tak łatwo usidlić, czy też zmusić do takiej sytuacji w jakiej postawił go jego ojciec. Myślała, że był silniejszy, a on tylko grał pozory. Tak bardzo chciałaby móc mu pomóc, ale on był na straconej pozycji, a ona nie miała siły i odwagi o niego walczyć.
– Nie jesteś Ślizgonem już około dwanaście lat, więc przestań chodzić za tymi szkolnymi, głupimi stereotypami, bucu – odparła mu i na jego ruch przesunęła gońca na pole C4. Zaczęła nerwowo poruszać nogą czując jak wzbiera się w niej złość na jego słowa, ataki i głupie teksty. – Spotkałam się z tobą, zaproponowałam ci grę, bo chce spróbować rozumiesz? Nie, nie będę twoją kochanką, nie pójdę z tobą do łóżka, bo nie jestem taka. Masz rodzinę i tego się trzymaj, ale może… myślałam… – nie wiedziała jak ubrać swoje myśli w słowa – chciałam po prostu spróbować tego, czy możemy normalnie egzystować obok siebie, Augustusie – odparła szeptem zagryzając wargę i wpatrując się w planszę. Jego słowa na temat jej pracy zignorowała. Przemilczała jak to miała w zwyczaju.