— Jeżeli jeszcze ich nie ma, to chętnie podzielę się przepisem z panią Norą, bo umiejętności kucharskie mam żadne. Ale często patrzyłam, jak robi je mamka.
Przystanęła obok Brenny i spojrzała na wskazany lokal. Ilość różowego była przytłaczająca, jak na gust Reginy, ale nadal kawiarnia i piekarnia w jednym prezentowały się zachęcająco.
— Dziękuję. — oderwała miodowe oczy od witryny klubokawiarni i spojrzała na brygadzistkę. — Za pomoc z tym gagatkiem, odpuszczenie mandatu i polecenie tego miejsca.
Na wzmiankę o smoczogniku sięgnęła do Cymbała i podrapała go po grzbiecie. Przyjęła ostrzeżenie z lekkim uśmiechem i zapewniła Brennę, że nie musi się niczego obawiać. Cymbał miał resztki instynktu samozachowawczego i w tłocznych miejscach zostawał za jej kołnierzem, więc szansa na jego spotkanie z kotem była nikła.
— Mam nadzieję, że będę mogła jakoś się odwdzięczyć. I wiem, wiem, że nie uważasz, żebym miała za co, ale żyjemy w takich czasach, że dobre uczynki nie są wcale takie oczywiste i częste, więc powinny być doceniane.
Skinęła głową na pożegnanie, nie chcąc dłużej zatrzymywać brygadzistki, która miała swoje sprawy do załatwienia. Nim się rozstały, Regina rzuciła jeszcze „do zobaczenia” i zwróciła się w kierunku Nory Nory.