Philip nie pamiętał, kiedy ostatnio miały miejsce jakiekolwiek problemy z jego rozliczeniem podatkowym. Od lat zajmował się tym jego księgowy i przez to miał podstawy sądzić, że zaszła jakaś pomyłka. Innego wyjaśnienia w tym momencie nie potrafił znaleźć. Zabrał ze sobą otrzymany list. Skorzystał z wejścia dla interesantów, wchodząc do jednej z londyńskich budek telefonicznych i wybierając kombinację cyfr 62442 na tarczy telefonu. Podał swoje personalia oraz cel przybycia, co umożliwiło mu uzyskanie przepustki i uruchomiło zainstalowaną w budce windę. Zawiozła go ona na poziom B8. Po opuszczeniu windy i znalezieniu się w Atrium spojrzał na Fontannę Magicznego Braterstwa. Postanowił podejść bliżej i wrzucił do niej jednego galeona, który opadł na jej wnętrze obok syklów i knutów. Pieniądze z dna fontanny zostawały przeznaczone na rzecz Szpital Św. Munga.
Po załatwieniu sprawy, która go ściągnęła do gmachu Ministerstwa Magii, postanowił odwiedzić swojego kuzyna oraz siostrę. Francis pracował w Departamencie Magicznych Gier i Sportów na stanowisku kierowniczym, natomiast siostra została sekretarką w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Niestety, w tym pierwszym wydziale pracował również ich ojciec i Philip żywił nadzieję, że zdoła uniknąć z nim spotkania. Skierował swoje kroki ku windom. Musiał dostać się do Departamentu Skarbu, w którym mieściło się Biuro Kontaktu z Podatnikami. Liczył, że tam nie będzie takich kolejek jak zwykle. Jednocześnie musiał liczyć się z tym, że w oczekiwaniu na zostanie obsłużeniu spędzi w tym biurze większość swojego dnia.
Zmierzając wciąż w stronę wind zauważył stojącego przed jedną z nich mężczyznę. Postanowił skorzystać na tym, że on oczekiwał na zjeżdżającą do Atrium windę. Zamierzał pojechać tą samą, jak już zjedzie. Widział jak czarodziej wchodzi do środka, dlatego przyśpieszył kroku i zdecydowanym ruchem dłoni zatrzymał zamykające się drzwi na moment przed zamknięciem się. Stanął pewnie w środku, spoglądając przelotnie na czarodzieja stojącego bliżej tablicy z przyciskami.
— Proszę wcisnąć jedynkę. Dziękuję. — Skierował do niego uprzejmą prośbę oraz uśmiech, uwydatniający będące jego jednym ze znaków rozpoznawczych dołeczki w policzkach. Pozostawał przekonany, że nie grożą mu poważne kłopoty podatkowe. Poza tym nie widział powodu do zachowania się zupełnie poważnie. Tym bardziej, że nie został wezwany na przesłuchanie w Departamencie Przestrzegania Prawa. Prawdą było, że jedynie mógł być winien niewłaściwego zaparkowania swojej miotły, ale to nie powód do wzywania go przed oblicze czarodziejskiego sądu.