Trigger Warning: Erotyka (Odkryj)
Ostatecznie odpowiedź na pytanie o byciu szczenięciem nie miała dla niego większego znaczenia. Tak, nie? W gruncie rzeczy niewiele zmieniało to w jego życiu i ich relacji - może odrobinę wyjaśniało to, w jaki sposób Laurent go postrzegał, ale co z tego, skoro oboje nie byli do końca chętni do tego, żeby się nawzajem poznać? Flynn dostrzegał pomiędzy nimi tylko tę jedną, konkretną nić porozumienia - potrzebę cielesnej bliskości. Tak silną, aby odkładali na bok wszelkie wartości, jakimi próbowali kierować się w życiu, a przynajmniej chcieliby to robić. Jeżeli cokolwiek jeszcze próbowało przemówić mu do rozsądku - tęsknota, miłość lub przywiązanie do ludzi, których kochał i którzy poświęcali mu uwagę mimo wszystkich upokorzeń, jakimi ich obdarowywał - wszystko to runęło w gruzach i leżało przygniecione pod nimi i pod jednym, jedynym słowem, jakie wypowiedział Laurent, pozwalając mu na puszczenie hamulców. Pewnie uśmiechnęliby się smutno, widząc z jakim pożądaniem ściągał z Prewetta bieliznę. Nie byliby źli, bo znali go na tyle dobrze, aby już lata temu spisać go na straty jeżeli chodziło o podstawowe normy rozumnych ludzi, ale wciąż uczyniłby tę scenę ich osobistym piekłem. Dla niego? Dla niego to było absolutne niebo. Nie odezwał się już, bo miał zajęte usta. Nie dotykał już jego stóp, bo ręce uciekły w górę. Nie myślał już o niczym, oprócz oczywistego - jaką ulgę poczuje wchodząc w niego i spełniając tę prośbę, jak cholernie dobrze poczuje się ze świadomością, że dzisiaj, chociaż tego jednego dnia Laurent Prewett będzie jego. Wpierw chciał wziąć go po prostu tutaj, na tym tarasie, przy balustradzie o którą się wcześniej opierał, albo po prostu kazać mu się oprzeć o to cholerne krzesło, ale szybko poczuł, że to nie było to. Byłoby uroczo, gdyby miał mu tylko zrobić dobrze ustami, ale było to słowo - to jedno słowo odbijające się echem po jego głowie, pragnienie wzmocnione emocjami płynącymi w tej scenie i Flynn był gotów je zrealizować, nawet mimo tego, że po takiej ilości alkoholu nie miał prawa czuć się w pełni dobrze. Gdzieś po drodze będzie musiał się zatrzymać, tak sobie pomyślał, tak jak teraz kiedy po podniesieniu się z kolan ostatecznie wypił szklankę wody stojącą na stoliku. Zawsze wydawało mu się, że tego typu seks w fantazjach pozbawiony był tego pierwiastka czyniącego go prawdziwie ludzkim, bo to przecież nie było podniecające ani urocze, kiedy ktoś nie mógł złapać tchu, kiedy trzeba było zrobić sobie przerwę, kiedy zasychało ci w gardle, kiedy kogoś zaczynało boleć w zły sposób - ale to przecież stanowiło nieoderwalną tego część - czyniło go prawdziwym, stanowiło jeden z najprawdziwszych elementów jego życia. I chyba dlatego dostrzegał w tym jakieś piękno - w Prewettcie spoglądającym na niego z dołu, z rozkraczonymi nogami, jego śliną pokrywającą niemalże każdy element rozpalonej do czerwoności skóry. Jeżeli nie wstaniesz i się nie zatrzymasz, nigdy nie zobaczysz go takim. Jednocześnie jeżeli przesadzisz, czas zabije czar tej chwili. Nie pozwolił mu tego zrobić, bo przerwał to zawieszenie gwałtownym szarpnięciem za blond włosy. W tym momencie nieco zwątpił - otworzył drzwi i wrzucił go tam odrobinę za szybko, bo skąd mógł wiedzieć czy to psisko nie odgryzie mu ręki za grę wstępną o którą jego pan sam prosił, a później zamknął je nie oglądając się za siebie, być może błędnie. I tu dopiero ich ciała się połączyły. Na tym łóżku, na którym spał - z twarzą Laurenta wciśniętą w pościel śmierdzącą morzem, ale on wciąż czuł, że to nie było to - więc ostatecznie odwrócił go twarzą do góry i zacisnął palce na jego podbródku, domagając się patrzenia na siebie. Po chciał to widzieć. Chciał widzieć te jasne oczy zachodzące łzami, ciemniejące poliki. Chciał widzieć wszystko - szczególnie ten moment, w którym wiedział, że zbliżał się do szczytu, bo pamiętał wciąż ich rozmowę po Veritaserum i nie darował sobie przeniesienia tych palców z pobródka na szyję. I zabrał je dopiero wtedy, kiedy jego ciało wygięło się w łuk zwiastujący, że to jego koniec.
Mylił się myśląc, że uspokoił go tytoń. Prawdziwie spokojny był dopiero leżąc w tej pościeli, wymiętej już do granic możliwości, sunąc palcami po nagim, wilgotnym brzuchu Laurenta, przyciśnięty do niego i świadomy tego, że chłopak był go pełen w tak wielu tego słowach znaczeniu.
Mylił się myśląc, że uspokoił go tytoń. Prawdziwie spokojny był dopiero leżąc w tej pościeli, wymiętej już do granic możliwości, sunąc palcami po nagim, wilgotnym brzuchu Laurenta, przyciśnięty do niego i świadomy tego, że chłopak był go pełen w tak wielu tego słowach znaczeniu.
- Jakie fantazje masz w snach? - Zapytał, nie mogąc odgonić tej myśli przez jego własny sen, który nawiedził go kilka dni temu. - Powinienem w ogóle o to pytać...? - Źle zadał to pytanie. Powinien zapytać: czy chcę znać odpowiedź na to pytanie, ale nie wpadł na to, bo trochę go przyćmiło.
Pociągowy, niestety z telefonu. Mam nadzieję, że i tak ok.
@Laurent Prewett
@Laurent Prewett Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.