02.04.2024, 10:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.04.2024, 10:59 przez Christopher Rosier.)
- Luna Avery. Sama pani rozumie... - Catherine zawahała się ponownie. - To szanowana osoba - dokończyła. Nazwisko Avery należało do rodu czystej krwi, a nawet jeżeli Luna pochodziła z bocznej gałęzi, wciąż prawdopodobnie miała wystarczająco wiele znajomości, wpływów i pieniędzy, aby asystentka nie śmiała oskarżyć ją o kradzież wprost nawet, gdyby przyłapała tę z suknią w ręku. Może dlatego Catherine opuściła głowę i wbiła wzrok we własne buty. - Panna Avery nie spoufalała się zbytnio z pracownikami. Nie znała krawcowych ani dostawców. Ja umawiałam tylko jej spotkania z panem Rosierem. Jeśli z kimś miała kontakt, to ze sprzedawczyniami. Zdarzało się jej kupować tutaj ubrania, jeszcze zanim zaczęli spotykać się z panem Rosierem. Na pewno niektóre z nich znała, ale wątpię, by jakoś bardzo się przyjaźniły...
Jeżeli więc to ta kobieta miała z tym coś wspólnego, musiała albo przekupić kogoś później - może obsadzić "nową" osobę w salonie, a stosunkowo nowe były jedynie Catherine i pewna krawcowa, przy czym Catherine pracowała, kiedy Luna już spotykała się z Christopherem - albo skontaktować się z którąś ze sprzedawczyń. Tamtego dnia w sklepie przebywały dwie z nich i zgodnie ze słowami asystentki, one zapewne wiedziały, że pan Rosier wyszedł z pracy nieco wcześniej.
Drzwi pracowni ponownie się otworzyły i na progu stanął Christopher Rosier. Projektant starał się powściągnąć zniecierpliwienie, nie szło mu to jednak najlepiej. Nigdy nie posiadał cnoty cierpliwości: gdy czegoś chciał, uważał, że powinno dziać się to już, teraz, natychmiast (a jednocześnie sam przy pracy bardzo chętnie powtarzał, że nie popędza się geniusza). W efekcie ta niecierpliwość wyraźnie znaczyła się na młodej twarzy, a zdenerwowanie całą sytuacją objawiało w nienaturalnym spięciu ramion.
- Możemy pomóc w czymś jeszcze? - zapytał, bardzo, bardzo próbując być uprzejmym. Rosier nie miał zwykle skrupułów wobec traktowania osób, które uważał za niższe statusem, nieco gorzej, ale naprawdę zależało mu na tej cholernej sukni. A nie był idiotą, wiedział, że jeśli nastawi źle do siebie Moody, ta może starać się mniej, nawet jeżeli była oddana swojej pracy. - Zawołać kogoś z pracowników, pokazać jakieś pomieszczenia?
Jeżeli więc to ta kobieta miała z tym coś wspólnego, musiała albo przekupić kogoś później - może obsadzić "nową" osobę w salonie, a stosunkowo nowe były jedynie Catherine i pewna krawcowa, przy czym Catherine pracowała, kiedy Luna już spotykała się z Christopherem - albo skontaktować się z którąś ze sprzedawczyń. Tamtego dnia w sklepie przebywały dwie z nich i zgodnie ze słowami asystentki, one zapewne wiedziały, że pan Rosier wyszedł z pracy nieco wcześniej.
Drzwi pracowni ponownie się otworzyły i na progu stanął Christopher Rosier. Projektant starał się powściągnąć zniecierpliwienie, nie szło mu to jednak najlepiej. Nigdy nie posiadał cnoty cierpliwości: gdy czegoś chciał, uważał, że powinno dziać się to już, teraz, natychmiast (a jednocześnie sam przy pracy bardzo chętnie powtarzał, że nie popędza się geniusza). W efekcie ta niecierpliwość wyraźnie znaczyła się na młodej twarzy, a zdenerwowanie całą sytuacją objawiało w nienaturalnym spięciu ramion.
- Możemy pomóc w czymś jeszcze? - zapytał, bardzo, bardzo próbując być uprzejmym. Rosier nie miał zwykle skrupułów wobec traktowania osób, które uważał za niższe statusem, nieco gorzej, ale naprawdę zależało mu na tej cholernej sukni. A nie był idiotą, wiedział, że jeśli nastawi źle do siebie Moody, ta może starać się mniej, nawet jeżeli była oddana swojej pracy. - Zawołać kogoś z pracowników, pokazać jakieś pomieszczenia?