15.12.2022, 02:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.12.2022, 02:59 przez Cedric Lupin.)
W życiu mężczyzny jest kilka wyzwań, którym musi stawić czoła. Spłodzić syna, zbudować dom, zasadzić drzewo. W przypadku Lupinów dochodziło jeszcze jedno. Wstać o czwartej rano na wspaniałe, ekscytujące i jedyne w swoim rodzaju wypady przyrodnicze z rodzicami. Coroczna tradycja Lupinów, którzy w ten specyficzny sposób świętowali ze swoimi dziećmi ostatni weekend przed powrotem do Hogwartu. Ot krótka wycieczka, która miała dostarczyć im przygód i wrażeń, które miały podtrzymać ich na duchu w trakcie kolejnych miesięcy. I chociaż sam pomysł nie brzmiał źle na papierze, Cedrick dość szybko odkrył, że nie do końca podoba mu się to, w jaki sposób Ashley podchodzi do tego tematu. Bo czy naprawdę nie mogli zabrać ze sobą chociaż śpiworów? Nigdy nie przeszkadzało mu spanie pod gołym niebem, bez śpiworów, ale ziemia miała to do siebie, że w nocy była zimna i twarda. Ich prowizoryczne materace dalekie były do pierwowzoru, na którym zresztą właśnie leżał. Szczelnie okryty kołdrą, spod półprzymkniętych powiek obserwował swój pokój, co jakiś czas zerkając na zegarek. Jeszcze kilka minut do pobudki. Irytowało go, że wstał o takiej porze. Dalsze spanie nie miało już sensu, bo zanim zaśnie, budzik zacznie dzwonić. Z drugiej jednak strony czekało go potwornie dużo czasu, w trakcie którego nie mógł robić niczego poza myśleniem, że znowu muszą jechać.
Już od kilku dni myślał, w jaki sposób mógłby się wyrwać z tego emocjonującego wyjazdu, ale niestety nic nie wpadało mu do głowy. W przeszłości próbował już uciekać z domu (gdzie o dziwo zawsze znajdowali go bardzo szybko, zupełnie, jak gdyby było go widać z daleka), jak również buntować się i barykadować w pokoju. Sprawna alohomora zawsze obezwładniała jego blokady drzwi, a wyczarowane nad głową wiadro zimnej wody bardzo sprawnie wyciągało go spod kołdry. Samo wspomnienie tego przeżycia wywoływało w nim nieprzyjemne wspomnienia i dreszcze. Tak, zdecydowanie miał po tym traumę. Pozostały mu czas wolności postanowił poświęcić na rozmyślanie. I irytację. W tej chwili denerwowało go w sumie wszystko. Stojące nieopodal krzesło, stół, roślinki, książki, podręczniki, a w szczególności szafka nocna, na której stało to irytujące, tykające urządzenie. I chociaż na krótką chwilę przez jego głowę przemknęła myśl o buncie, wizja wiadra wody ostudziła ten zapał.
Tak, zdecydowanie najłatwiej było po prostu wstać i jakoś to przetrwać. W końcu jechali tylko na kilka dni, głównie dlatego, że z początkiem przyszłego tygodnia mieli wrócić do szkoły.
Z głośnym, pełnym bólu westchnieniem wypełzł spod pościeli i narzuciwszy na ramiona szlafrok, wyłączył budzik. Chociaż tyle, że nie będzie musiał słyszeć jego irytującego dźwięki. Gdy już się z nim rozprawił, zgarnął jedną ze swoich poduszek, po czym ruszył w stronę drzwi pokoju. Pomimo tego, że mieli sierpień, o tej porze było jeszcze zimno, także pierwsze zetknięcie z otoczeniem było dość niemiłe.
Gdy znalazł się na korytarzu, pierwsze kroki skierował w stronę pokoju Camerona. Uchyliwszy lekko drzwi, rzucił w stronę łóżka, wzięta ze sobą poduszką. Celował w twarz, ale liczył się z tym, że nie trafi. Nie był w tym najlepszy. Miał jednak nadzieję, że zdoła go tym obudzić. Czemu w ogóle to robił? Cóż, uznał, że woli się upewnić, że nikt z jego rodzeństwa nie będzie miał dzisiaj przykrego spotkania z wodą. Bo tak, nie tylko jemu zdarzyło się otrzymać taki prezent.
I chociaż przy bracie zachował się dość odważnie, pewność siebie opuściła go nieco, gdy stanął przed drzwiami do pokoju Cecily. Nie chciał, aby tato obudził ją z pomocą wiadra, ale z drugiej strony nie chciał być tym, który ją obudzi. Miał zdecydowanie zbyt dużo traumatycznych wspomnień z tym związanych. Właśnie dlatego odczekał, aż wybije odpowiednia godzina i dopiero wtedy zapukał, po czym lekko uchylił drzwi. Nie zaglądał do środka, nie chcąc przypadkiem najść na nią podczas przebierania się.
— Psssyt. Ceci? Żyjesz? Nie śpisz już? Tato zaraz będzie chodził po pokojach. Lepiej wstań, bo wczoraj mówił coś, że dopracował zaklęcie tak, żeby woda była zimniejsza. Okey? — rzucił przyciszonym głosem, a w przypadku, gdyby nie otrzymał odpowiedzi, wsunął głowę do środka, chcąc zbadać teren.
Już od kilku dni myślał, w jaki sposób mógłby się wyrwać z tego emocjonującego wyjazdu, ale niestety nic nie wpadało mu do głowy. W przeszłości próbował już uciekać z domu (gdzie o dziwo zawsze znajdowali go bardzo szybko, zupełnie, jak gdyby było go widać z daleka), jak również buntować się i barykadować w pokoju. Sprawna alohomora zawsze obezwładniała jego blokady drzwi, a wyczarowane nad głową wiadro zimnej wody bardzo sprawnie wyciągało go spod kołdry. Samo wspomnienie tego przeżycia wywoływało w nim nieprzyjemne wspomnienia i dreszcze. Tak, zdecydowanie miał po tym traumę. Pozostały mu czas wolności postanowił poświęcić na rozmyślanie. I irytację. W tej chwili denerwowało go w sumie wszystko. Stojące nieopodal krzesło, stół, roślinki, książki, podręczniki, a w szczególności szafka nocna, na której stało to irytujące, tykające urządzenie. I chociaż na krótką chwilę przez jego głowę przemknęła myśl o buncie, wizja wiadra wody ostudziła ten zapał.
Tak, zdecydowanie najłatwiej było po prostu wstać i jakoś to przetrwać. W końcu jechali tylko na kilka dni, głównie dlatego, że z początkiem przyszłego tygodnia mieli wrócić do szkoły.
Z głośnym, pełnym bólu westchnieniem wypełzł spod pościeli i narzuciwszy na ramiona szlafrok, wyłączył budzik. Chociaż tyle, że nie będzie musiał słyszeć jego irytującego dźwięki. Gdy już się z nim rozprawił, zgarnął jedną ze swoich poduszek, po czym ruszył w stronę drzwi pokoju. Pomimo tego, że mieli sierpień, o tej porze było jeszcze zimno, także pierwsze zetknięcie z otoczeniem było dość niemiłe.
Gdy znalazł się na korytarzu, pierwsze kroki skierował w stronę pokoju Camerona. Uchyliwszy lekko drzwi, rzucił w stronę łóżka, wzięta ze sobą poduszką. Celował w twarz, ale liczył się z tym, że nie trafi. Nie był w tym najlepszy. Miał jednak nadzieję, że zdoła go tym obudzić. Czemu w ogóle to robił? Cóż, uznał, że woli się upewnić, że nikt z jego rodzeństwa nie będzie miał dzisiaj przykrego spotkania z wodą. Bo tak, nie tylko jemu zdarzyło się otrzymać taki prezent.
I chociaż przy bracie zachował się dość odważnie, pewność siebie opuściła go nieco, gdy stanął przed drzwiami do pokoju Cecily. Nie chciał, aby tato obudził ją z pomocą wiadra, ale z drugiej strony nie chciał być tym, który ją obudzi. Miał zdecydowanie zbyt dużo traumatycznych wspomnień z tym związanych. Właśnie dlatego odczekał, aż wybije odpowiednia godzina i dopiero wtedy zapukał, po czym lekko uchylił drzwi. Nie zaglądał do środka, nie chcąc przypadkiem najść na nią podczas przebierania się.
— Psssyt. Ceci? Żyjesz? Nie śpisz już? Tato zaraz będzie chodził po pokojach. Lepiej wstań, bo wczoraj mówił coś, że dopracował zaklęcie tak, żeby woda była zimniejsza. Okey? — rzucił przyciszonym głosem, a w przypadku, gdyby nie otrzymał odpowiedzi, wsunął głowę do środka, chcąc zbadać teren.