- Nie jesteś, znaczy może trochę jesteś, to nie to... - Widać było, że się trochę jąka, bo musiała sobie ułożyć wszystko w głowie. Nie do końca poszło tak, jak planowała, a że była naprawdę chujowa w kontaktach między ludzkich, to wyszło jak wyszło. Po prostu będzie potrzebowała chwilę, aby to przetrawić.
Na całe szczęście Bagshot wrócił do pucharu. Dobrze, w końcu po to się tutaj spotkali, mieli ćwiczyć transmutacje, a nie gadać o jakichś głupotach.
- Zobaczymy, czy faktycznie przyniesie ci szczęście. - Nie do końca w nie wierzyła, zdecydowanie bardziej ufała umiejętnościom, los bywał przewrotny, a to, czego się nauczyła nie uciekało, zawsze mogła polegać na tej wiedzy.
Spoglądała uważnie na to, jak machał różdżką. Liczyła na to, że faktycznie mu się powiedzie, nie chciała osiągnąć cudów, to były tylko podstawowe zaklęcia, których uczyli się na przestrzeni kilku lat. Nic skomplikowanego.
Mrugnęła dwa razy, gdy zobaczyła płomienie, wbrew pozorom zupełnie nie spanikowała, chociaż jej towarzysz wydawał się zachowywać wręcz przeciwnie - nie przywykła do przekleństw padających z jego ust.
Nie zastanawiała się też zbyt długo, zwykłe Aquamenti powinno załatwić sprawę. Machnęła różdżką i wypowiedziała pewnie i wyraźnie zaklęcie, które miało wykształtować strumień wody, który ugasi ogień, który się pojawił. To nie było nic trudnego. Jedno z podstawowych zaklęć.