Na ich nieszczęście lato dopiero się rozpoczęło, będą musieli się jeszcze trochę przemęczyć, pozostawało jedynie niczym te ćmy wychodzić, gdy słońce zacznie chować się za horyzontem. W tym okresie była wyjątkowo wdzięczna za papierkową robotę, mogła jakoś przetrwać ten okropny okres.
Poczuła na sobie jego spojrzenie, zauważyła początkową radość, która zamieniła się w zdziwienie. Uśmiechnęła się słysząc komentarz, bo jak każdy była łasa na komplementy. - Jestem za niska na modelkę. - Dodała jedynie lekkim tonem. Wiedziała, że jest urodziwa, ale niestety należała też do tych bardziej karłowatych istot.
Widziała, że humor mu dopisuje, pewnie było to spowodowane alkoholem, który w siebie wlał, ale nie obchodziło jej nawet jakoś specjalnie, jaki był powód, grunt, że się dobrze bawił. Miło go było widzieć w takim wspaniałym nastroju.
Przeniosła ponownie wzrok na skrzata, przyglądała mu się przez dłuższą chwilę. Może nie powinna była tego komentować, ale nie byłaby sobą, gdyby ugryzła się w język. Zaśmiała się cicho słysząc słowa skrzata, to wiele wyjaśniało. Nie, żeby Bellatrix jakoś specjalnie znała się na sporcie, ale rozumiała teraz podejście kuzyna, miała świadomość, że dla niego quidditch był bardzo istotny, to wiele wyjaśniało.
- Mam nadzieję, że te twoje metody wychowawcze przyniosą sukces, daj znać, czy zadziałało, a może sama skorzystam z podobnych. - Jeśli nie na skrzacie, to na jakimś człowieku, w końcu skoro sprawdziłyby się na tej istocie to dlaczego by nie przetestować ich na kimś innym.
- Nie prościej utopić osobę ze zdjęcia? To powinno przynieść stałe ukojenie, a nie tylko chwilowe. - W końcu po co się rozdrabniać, jedna śmierć w tą, czy w drugą stronę nie powinna zrobić na nich wrażenia, szczególnie, że nie miała pojęcia, kogo twarz widniała na tym zdjęciu, więc najprawdopodobniej nie był to nikt istotny.
- Wierzę, ale chciałam być miła, matka zawsze powtarzała, że wypadałoby przynosić ze sobą jakiś drobny podarunek, więc masz, możemy się tym upić, nawet jeśli smakuje okropnie, w końcu chyba najważniejsze jest to, żeby szumiało w głowie. - Oczywiście liczyła na to, że nie kupiła szajsu, ale nie znała się wcale na winach, nie była koneserem, przynajmniej jak na razie. Może wreszcie się to zmieni.
- Mam, albo nie mam mój drogi, to chyba nie do końca aktualna sprawa. - Dodała lekko, jakby nigdy nic. Sama właściwie nie była pewna na czym stoi, ale jakoś specjalnie jej to nie ruszało. Najwyżej zaliczy skandal towarzyski, nic wielkiego, czyż nie?
- Zapewne nie miałeś okazji, bo wcześniej piłam bardzo rzadko, teraz jednak trochę się zmieniło. - Obserwowała uważnie kuzyna, który na moment się oddalił, aby przygotować dla niej kieliszek. Widziała, jak dba o każdy, najdrobniejszy szczegół, jakby to picie było jakieś szczególne, wyjątkowe; zabawne, bo przecież był to tylko alkohol, co za różnica, czy pili drogie wino, czy jak menele upijaliby się gdzieś w tanim barze, czyż jedni i drudzy nie robili tego z podobnego powodu? Może wreszcie dostrzeże w tym jakąś różnicę, nikt w jej towarzystwie nigdy nie obchodził się w taki elegancki sposób z trunkami, widać, że Lou miał doświadczenie.
Przejęła od niego kieliszek. Zmierzyła wzrokiem jego zawartość, wyglądało całkiem atrakcyjnie, ciekawe, jak bardzo cierpkie będzie w smaku, a może wręcz przeciwnie? Nie miała pojęcia, czego się spodziewać.
Ich kieliszki zabrzęczały, był to znak, że można już skosztować ich zawartość. - Tak, śmierć mugolakom, to najważniejsze. - Zdrowie nie było szczególnie istotne, musieli wybić te wszystkie karaluchy, aby uwolnić ich świat od robactwa, które się po nim panoszyło. W przeciwieństwie do kuzyna ona upiła niewielki łyk alkoholu, w końcu był to dopiero jej pierwszy kieliszek. Musiała zacząć na spokojnie, bo jeszcze przypadkiem zalegnie w tej piwnicy, a tego chyba wolałaby uniknąć.