02.04.2024, 21:56 ✶
Tak, byliśmy przypadkiem beznadziejnym. Odtrąciłem wszystko co złe, skupiając się w pełni na szorowaniu naszych ciał, jak gdyby od tego zależało wszystko inne w naszym związku. Ba!. traktowałem nawet to jako niemałą wygraną, bo jakby nie patrzeć, Flynn raczej nie zwykł czerpać przyjemności z kąpieli czy prysznica, więc - kto wie - może polubi mycie się ze mną? Mogliśmy się razem wyciszyć, zmyć z siebie troski i dramaty ostatnich dni, poczuć się lżejszymi. Tak zupełnie inaczej, wyjątkowo, pozytywnie.
I, cholera, kompletnie inaczej niż w tej chwili czuł się Flynn, o czym nie wiedziałem, póki nie odwróciłem się ponownie do niego. Z szerokim uśmiechem, ale ten zniknął szybciej aniżeli się pojawił. Moja pewność siebie, wewnętrzna radość, lekkość zależała właśnie od niego i jego samopoczucia. Dobrze, że nie czytałem mu w myślach, że nie widziałem jego emocji, bo mógłbym się potężnie zdziwić.
- Hej-ejejej - odezwałem się, klękając na przeciwko niego. Położyłem dłoń na jednej z jego dłoni i spróbowałem delikatnie ją przesunąć, zabrać z flynnowej twarzy. - Co się dzieje? Chodzi o to morze czy... o nas? - zapytałem z troską, to ostatnie ledwo przeciskając przez gardło. Wyszło szeptanie, ale zdecydowanie słyszalnie. Nie chciałem za jakiekolwiek skarby, by chodziło o nas, a jednak... Wyszedł z morza i to go jakoś nie łamało, w przeciwieństwie do naszych małych grzeszków. Ale przecież teraz będzie już lepiej, prawda? Ja będę na niego czekał, a on nie będzie wychodził, kiedy będzie pragnął pozostać, no nie?
- Spójrz na mnie, Flynn - poprosiłem, poprawiając nieco pozycję, a zaraz w sumie jednak totalnie ją zmieniając. Postanowiłem pacnąć tyłkiem na zimnych płytkach tuż obok Flynna. Objąłem go ramieniem, jeśli mi na to pozwolił. - Wszystko jest w porządku... - zauważyłem delikatnie, po czym ugryzłem się w język. Chciałem zapytać, tak dla rozładowania atmosfery, czy to dlatego nie lubi się myć, bo zwykł płakać pod prysznicem, ale to wcale nie brzmiałoby tak dobrze. Już mi wcale nie brzmiało dobrze nawet w myślach. A moje emocje już nie mogły trwać w bezruchu... Coś we mnie pękało przez obawy, a najgorsze było to, że mógł to powstrzymać jedynie Flynn, jego spojrzenie i również jego słowa, a on zwykł unikać spojrzenia i milczeć.
I, cholera, kompletnie inaczej niż w tej chwili czuł się Flynn, o czym nie wiedziałem, póki nie odwróciłem się ponownie do niego. Z szerokim uśmiechem, ale ten zniknął szybciej aniżeli się pojawił. Moja pewność siebie, wewnętrzna radość, lekkość zależała właśnie od niego i jego samopoczucia. Dobrze, że nie czytałem mu w myślach, że nie widziałem jego emocji, bo mógłbym się potężnie zdziwić.
- Hej-ejejej - odezwałem się, klękając na przeciwko niego. Położyłem dłoń na jednej z jego dłoni i spróbowałem delikatnie ją przesunąć, zabrać z flynnowej twarzy. - Co się dzieje? Chodzi o to morze czy... o nas? - zapytałem z troską, to ostatnie ledwo przeciskając przez gardło. Wyszło szeptanie, ale zdecydowanie słyszalnie. Nie chciałem za jakiekolwiek skarby, by chodziło o nas, a jednak... Wyszedł z morza i to go jakoś nie łamało, w przeciwieństwie do naszych małych grzeszków. Ale przecież teraz będzie już lepiej, prawda? Ja będę na niego czekał, a on nie będzie wychodził, kiedy będzie pragnął pozostać, no nie?
- Spójrz na mnie, Flynn - poprosiłem, poprawiając nieco pozycję, a zaraz w sumie jednak totalnie ją zmieniając. Postanowiłem pacnąć tyłkiem na zimnych płytkach tuż obok Flynna. Objąłem go ramieniem, jeśli mi na to pozwolił. - Wszystko jest w porządku... - zauważyłem delikatnie, po czym ugryzłem się w język. Chciałem zapytać, tak dla rozładowania atmosfery, czy to dlatego nie lubi się myć, bo zwykł płakać pod prysznicem, ale to wcale nie brzmiałoby tak dobrze. Już mi wcale nie brzmiało dobrze nawet w myślach. A moje emocje już nie mogły trwać w bezruchu... Coś we mnie pękało przez obawy, a najgorsze było to, że mógł to powstrzymać jedynie Flynn, jego spojrzenie i również jego słowa, a on zwykł unikać spojrzenia i milczeć.