02.04.2024, 23:58 ✶
Z ręką na sercu to Ambrosii nawet powieka nie drgnęła, kiedy Maeve wystrzeliła z tym goblinem, kiedy jeszcze stały w sklepie z dywanami. Nie była to nawet kwestia wprawy czy tego, że obcowanie z Borginem ją na tego typu rzeczy uodporniło. Raczej fakt, że zdążyła już z nim ten temat przerobić w czerwcu, kiedy ten jakże uroczy element wystroju był tylko i wyłącznie w sferze żartów.
- Spokojnie. Zrzucę go po schodach na dół i Francis zaraz przybiegnie, sprawdzić czy przypadkiem sobie znowu karku nie skręciłam. On to tam przetarga dalej.
Trzymające całą konstrukcję postronki opadły na podłogę, uwalniając całą konstrukcę i McKinnon wyprostowała się, żeby stopą kopnąć w rozluźniony rulon. Gobelin potoczył się nieco leniwie, ale parę szturchnięć i jedno potknięcie potem, leżał cały rozwinięty w saloniku Ataraxii.
Ale nie tylko misterną sztukę gobeliniarstwa, mogła teraz Maeve podziwiać w pełnej krasie, bo te wszystkie językowe żarty i pomyłki musiały chyba mocno zainspirować blondynkę. Bo okazało się, że w środku był goblin.
Kiedy tylko spojrzenie Ambrosii spadło na wcześniej uwięzioną w fałdach dywanu sylwetkę, wyszczerzyła się szeroko i zatarła ręce z ekscytacją.
- Powiedzieli, że za takie pieniądze to mi dorzucą skrzata ogrodowego w pakiecie, a ja zapytałam czy mają goblina - zarechotała właściwie, stając nad podobizną, wykonaną chyba w rozmiarze jeden do jednego, ale ona sama nigdy nie była specjalistką w tym jak wysokie właściwie gobliny były. Złapała go oburącz i z pewnym trudem ustawiła go w pozycji pionowej, na sam koniec klepiąc go zadowolona po głowie. - Stanley więc dostanie i gobelin, i goblina. Myślałam, żeby mu skołować jakiś kapelusz piracki i opaskę na oko. Ooo, może mu dokleić jeszcze papugę na ramię? Może da się gdzieś znaleźć taką, co gada jakimś pirackim slangiem, śpiewa szanty, albo klnie jak marynarz?? - uniosła na Azjatkę spojrzenie, wyraźnie zadowolona z własnej propozycji. Podniosła się też wreszcie, stając teraz obok Mewy, żeby ta mogła o wiele lepiej przyjrzeć się całemu dziełu, które się przed nią rozpościerało. - Patrz tam - wskazała palcem na trzy kobiety. - Ty, Lorraine i ja - klasnęła w dłonie zachwycona. - A tutaj masz Flądrę, a tutaj Sauriela, o a tutaj jest Francis. - pewnie dla jakiegoś wybitnego konesera i znawcy sztuki cały ten obrazek był wątpliwej jakości, ale Rosie o to w tym wszystkim chodziło i była zachwycona. Z resztą... liczył się gest.
- Spokojnie. Zrzucę go po schodach na dół i Francis zaraz przybiegnie, sprawdzić czy przypadkiem sobie znowu karku nie skręciłam. On to tam przetarga dalej.
Trzymające całą konstrukcję postronki opadły na podłogę, uwalniając całą konstrukcę i McKinnon wyprostowała się, żeby stopą kopnąć w rozluźniony rulon. Gobelin potoczył się nieco leniwie, ale parę szturchnięć i jedno potknięcie potem, leżał cały rozwinięty w saloniku Ataraxii.
Ale nie tylko misterną sztukę gobeliniarstwa, mogła teraz Maeve podziwiać w pełnej krasie, bo te wszystkie językowe żarty i pomyłki musiały chyba mocno zainspirować blondynkę. Bo okazało się, że w środku był goblin.
Kiedy tylko spojrzenie Ambrosii spadło na wcześniej uwięzioną w fałdach dywanu sylwetkę, wyszczerzyła się szeroko i zatarła ręce z ekscytacją.
- Powiedzieli, że za takie pieniądze to mi dorzucą skrzata ogrodowego w pakiecie, a ja zapytałam czy mają goblina - zarechotała właściwie, stając nad podobizną, wykonaną chyba w rozmiarze jeden do jednego, ale ona sama nigdy nie była specjalistką w tym jak wysokie właściwie gobliny były. Złapała go oburącz i z pewnym trudem ustawiła go w pozycji pionowej, na sam koniec klepiąc go zadowolona po głowie. - Stanley więc dostanie i gobelin, i goblina. Myślałam, żeby mu skołować jakiś kapelusz piracki i opaskę na oko. Ooo, może mu dokleić jeszcze papugę na ramię? Może da się gdzieś znaleźć taką, co gada jakimś pirackim slangiem, śpiewa szanty, albo klnie jak marynarz?? - uniosła na Azjatkę spojrzenie, wyraźnie zadowolona z własnej propozycji. Podniosła się też wreszcie, stając teraz obok Mewy, żeby ta mogła o wiele lepiej przyjrzeć się całemu dziełu, które się przed nią rozpościerało. - Patrz tam - wskazała palcem na trzy kobiety. - Ty, Lorraine i ja - klasnęła w dłonie zachwycona. - A tutaj masz Flądrę, a tutaj Sauriela, o a tutaj jest Francis. - pewnie dla jakiegoś wybitnego konesera i znawcy sztuki cały ten obrazek był wątpliwej jakości, ale Rosie o to w tym wszystkim chodziło i była zachwycona. Z resztą... liczył się gest.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror