15.12.2022, 10:20 ✶
Śmiali się na przemian co tylko utwierdziło go w przekonaniu, że obaj potrzebowali rozrywki. Myślał, że jego siostra ma dziwnych znajomych, głównie tych spod ciemnej gwiazdy a najwyraźniej ten ewenement siedzący w łódce musiał być jakimś wyjątkiem. Przecież przez tyle lat nazywał go "podejrzanym typem", który musiał mieć dużo za uszami. Nie próbował jednak kontrolować siostry i jej znajomości bowiem wiedział, że starannie dobiera sobie przyjaciół. Tego konkretnego zaczynał lubić. Ciekawe co będzie o tym sądzić?
- Wszystko przed nami, panie Olivander.- rozłożył ręce na boki gotów bawić się tak długo aż zabraknie tchu. W wodzie było to jak najbardziej możliwe. Chciał się zmęczyć do takiego stopnia aby mięśnie paliły a płuca błagały o litość. Chciał aby ktoś go takim widział - zmęczonym ale zrelaksowanym. Chciał mieć towarzystwo - on, outsider, który nie czuł się pewnie w nowych relacjach. Normalnie dzieje się jakiś cud bo innego wyjaśnienia nie ma.
- Zwodnik to demon. Podoba mi się. - uśmiechnął się cokolwiek upiornie. Widząc jednak niepocieszoną minę Fergusa lekko go ochlapał.
- Mówiłem, że będziemy pływać. Mogłeś założyć strój. Woda nie jest taka zimna jeśli już w niej jesteś. - próbował go zachęcić, podzielić się swoją pasją. Przecież nie od dziś wiadomo, że jeśli dzielisz się czymś, co sprawia ci przyjemność to tak jakbyś uchylał drzwi do swojej duszy. Próbował skłonić Fergusa do ujrzenia w tej sytuacji samych zalet ale najwyraźniej trafił na trudnego zawodnika. Nie miał bladego pojęcia co Fergusowi sprawia przyjemność. Nie znał go. Nie umiałby nawet przypuszczać bo rozmawiali dopiero od jakichś dwóch- trzech godzin.
Czar prysł. Pokazał jak bardzo nieudolnie wychodzi mu nawiązywanie relacji. Myślał, że wrzucenie do wody poza irytacją i zabawną złością będzie owocować w chęć zemsty i rywalizacji. Przecież uprzedzał go, że wyląduje wśród fal. Nie rozumiał czemu ten się złościł. Dobrze, że chociaż go chwycił i wyciągnął na wierzch. O Merlinie, jaki on jest ciężki, zwłaszcza w tej skórzanej kurtce. Wszystko się popieprzyło a więc w kącikach jego niektórych zmarszczek pojawiło się zwątpienie i niepewność. Stał na prostej drodze do przepoczwarzenia się z powrotem w nudziarza. Wszystko przez autentyczny gniew Fergusa. Faux pax.
Chwycił go mocniej pod łokieć i pomógł dotrzeć do przewróconej łodzi. Drewno było śliskie więc to marne podparcie ale wnioskował po tym odepchnięciu, że Fergus wolał się teraz trzymać i brzytwy, byle nie Castiela. Ups. Zrobiło mu się głupio.
- No tak…- odparł na pytanie czy go do reszty popierdoliło. Zgarnął włosy z twarzy. - W wodzie wstępuje we mnie demon. Teraz ty odgadłeś moją tajemnicę.- próbował jakoś załagodzić jego wściekłość ale zaczynał rozumieć, że nie wypłaci się piwem do końca życia. Wziął głęboki wdech i podpłynął bliżej Fergusa bo nawet jeśli ten sobie tego nie życzył go z ich dwójki to Castiel umiał lepiej pływać.
- No dobra, zaraz to naprawię .- powiedział z rezygnacją. - Zdejmij tę kurtkę. Zdejmij bo jest za ciężka.- nawet mu w tym pomógł jeśli ten go do reszty nie znienawidził. Kiedy po ciężkiej walce kurtka była zdjęta to transmutował ją w bardzo mokrą, skórzaną elegancką chusteczkę. Nie był to zbyt imponujący pokaz magii ale fakt faktem mógł ją wyżąć, złożyć i wcisnąć do kieszeni spodni Fergusa. Wycelował różdżkę w kierunku boi i kilkukrotnie zaczął ją do siebie przyzywać. Musiał poświęcić na to kilka minut aż w końcu zrezygnował i po prostu po nią popłynął. Siłował się ale jakoś się udało ją odholować bliżej łodzi.
- Przytrzymaj się jej to podniosę szalupę.- rzucił do Fergusa ale już nie patrzył mu w oczy. Tym razem mu nie pomagał sam z siebie bo nie chciał być znów zwyzywany. Grzecznie naprawiał to, co schrzanił. W głębi serca żałował, że Fergus nie da się namówić na nurkowanie i oglądanie flory w odcieniu niebieskiego światła. Czasami brakowało mu drugiego świra u boku. Kiedy tylko Fergus trzymał się czegoś, co nie utonie to mógł zająć się szalupą. Zanurkował i zniknął z oczu. Wynurzył się dopiero pod łodzią gdzie nad linią wody miał trochę miejsca na wyciągnięcie połowy głowy. Pozwolił sobie zostać tu całą minutę aby przekląć. Dopiero po chwili użył magii i łódź bardzo powoli i niechętnie zaczęła się podnosić z jednej strony. Jak nic przydałaby mu się przy tym pomoc ale teraz męska duma już na to nie pozwalała. Poradził sobie choć się tylko dodatkowo zmęczył. W końcu łódka z dzikim pluskiem znalazła się w pierwotnej pozycji. Bez wioseł, bez jego torby, bez alkoholu i bez Fergusa.
- Podpłyniesz czy chcesz być moją plumpką, którą dziś złowię?- zawołał do niego z pewnej odległości. Tak, wciąż próbował nieudolnie żartować. I nie, on z wody nie wyjdzie. Będzie w niej i resztę dnia bo jeśli zacznie schnąć to znów zmieni się w nudziarza. Tutaj w wodzie był odważniejszy.
- Jak będziesz w łodzi to rzucę na ciebie czar rozgrzewający. Jako brat uzdrowicielki znam podstawy… - zaproponował dla przekupstwa i nawet się kwaśno uśmiechnął. A myślał, że będą przyjaciółmi!
- Wszystko przed nami, panie Olivander.- rozłożył ręce na boki gotów bawić się tak długo aż zabraknie tchu. W wodzie było to jak najbardziej możliwe. Chciał się zmęczyć do takiego stopnia aby mięśnie paliły a płuca błagały o litość. Chciał aby ktoś go takim widział - zmęczonym ale zrelaksowanym. Chciał mieć towarzystwo - on, outsider, który nie czuł się pewnie w nowych relacjach. Normalnie dzieje się jakiś cud bo innego wyjaśnienia nie ma.
- Zwodnik to demon. Podoba mi się. - uśmiechnął się cokolwiek upiornie. Widząc jednak niepocieszoną minę Fergusa lekko go ochlapał.
- Mówiłem, że będziemy pływać. Mogłeś założyć strój. Woda nie jest taka zimna jeśli już w niej jesteś. - próbował go zachęcić, podzielić się swoją pasją. Przecież nie od dziś wiadomo, że jeśli dzielisz się czymś, co sprawia ci przyjemność to tak jakbyś uchylał drzwi do swojej duszy. Próbował skłonić Fergusa do ujrzenia w tej sytuacji samych zalet ale najwyraźniej trafił na trudnego zawodnika. Nie miał bladego pojęcia co Fergusowi sprawia przyjemność. Nie znał go. Nie umiałby nawet przypuszczać bo rozmawiali dopiero od jakichś dwóch- trzech godzin.
Czar prysł. Pokazał jak bardzo nieudolnie wychodzi mu nawiązywanie relacji. Myślał, że wrzucenie do wody poza irytacją i zabawną złością będzie owocować w chęć zemsty i rywalizacji. Przecież uprzedzał go, że wyląduje wśród fal. Nie rozumiał czemu ten się złościł. Dobrze, że chociaż go chwycił i wyciągnął na wierzch. O Merlinie, jaki on jest ciężki, zwłaszcza w tej skórzanej kurtce. Wszystko się popieprzyło a więc w kącikach jego niektórych zmarszczek pojawiło się zwątpienie i niepewność. Stał na prostej drodze do przepoczwarzenia się z powrotem w nudziarza. Wszystko przez autentyczny gniew Fergusa. Faux pax.
Chwycił go mocniej pod łokieć i pomógł dotrzeć do przewróconej łodzi. Drewno było śliskie więc to marne podparcie ale wnioskował po tym odepchnięciu, że Fergus wolał się teraz trzymać i brzytwy, byle nie Castiela. Ups. Zrobiło mu się głupio.
- No tak…- odparł na pytanie czy go do reszty popierdoliło. Zgarnął włosy z twarzy. - W wodzie wstępuje we mnie demon. Teraz ty odgadłeś moją tajemnicę.- próbował jakoś załagodzić jego wściekłość ale zaczynał rozumieć, że nie wypłaci się piwem do końca życia. Wziął głęboki wdech i podpłynął bliżej Fergusa bo nawet jeśli ten sobie tego nie życzył go z ich dwójki to Castiel umiał lepiej pływać.
- No dobra, zaraz to naprawię .- powiedział z rezygnacją. - Zdejmij tę kurtkę. Zdejmij bo jest za ciężka.- nawet mu w tym pomógł jeśli ten go do reszty nie znienawidził. Kiedy po ciężkiej walce kurtka była zdjęta to transmutował ją w bardzo mokrą, skórzaną elegancką chusteczkę. Nie był to zbyt imponujący pokaz magii ale fakt faktem mógł ją wyżąć, złożyć i wcisnąć do kieszeni spodni Fergusa. Wycelował różdżkę w kierunku boi i kilkukrotnie zaczął ją do siebie przyzywać. Musiał poświęcić na to kilka minut aż w końcu zrezygnował i po prostu po nią popłynął. Siłował się ale jakoś się udało ją odholować bliżej łodzi.
- Przytrzymaj się jej to podniosę szalupę.- rzucił do Fergusa ale już nie patrzył mu w oczy. Tym razem mu nie pomagał sam z siebie bo nie chciał być znów zwyzywany. Grzecznie naprawiał to, co schrzanił. W głębi serca żałował, że Fergus nie da się namówić na nurkowanie i oglądanie flory w odcieniu niebieskiego światła. Czasami brakowało mu drugiego świra u boku. Kiedy tylko Fergus trzymał się czegoś, co nie utonie to mógł zająć się szalupą. Zanurkował i zniknął z oczu. Wynurzył się dopiero pod łodzią gdzie nad linią wody miał trochę miejsca na wyciągnięcie połowy głowy. Pozwolił sobie zostać tu całą minutę aby przekląć. Dopiero po chwili użył magii i łódź bardzo powoli i niechętnie zaczęła się podnosić z jednej strony. Jak nic przydałaby mu się przy tym pomoc ale teraz męska duma już na to nie pozwalała. Poradził sobie choć się tylko dodatkowo zmęczył. W końcu łódka z dzikim pluskiem znalazła się w pierwotnej pozycji. Bez wioseł, bez jego torby, bez alkoholu i bez Fergusa.
- Podpłyniesz czy chcesz być moją plumpką, którą dziś złowię?- zawołał do niego z pewnej odległości. Tak, wciąż próbował nieudolnie żartować. I nie, on z wody nie wyjdzie. Będzie w niej i resztę dnia bo jeśli zacznie schnąć to znów zmieni się w nudziarza. Tutaj w wodzie był odważniejszy.
- Jak będziesz w łodzi to rzucę na ciebie czar rozgrzewający. Jako brat uzdrowicielki znam podstawy… - zaproponował dla przekupstwa i nawet się kwaśno uśmiechnął. A myślał, że będą przyjaciółmi!