03.04.2024, 19:04 ✶
Być może to miła aparycja Mille, a być może jakieś takie rozkojarzenie sprawiło, że mężczyzna opuścił dłonie, którymi jeszcze przed chwilą wymachiwał. Być może to fakt, że kobieta się z nim zgodziła, w przeciwieństwie do jej kolegi, który zdawał się mieć go w dupie. Być może to słodkie słówka albo po prostu jakaś słabość do kobiet, bo czarodziej chrząknął i podrapał się po policzku.
- Niby tak... - zaczął, jednak wcale nie wyglądał na przekonanego co do tego pomysłu. Aidanowi przemknęło przez myśl, że ich "kolega" tak naprawdę chuja widział - wydał zbyt szybko osąd, wydał wyrok i kurczowo trzymał się tego, co sam sobie ubzdurał. To nie byłby pierwszy raz, gdy spotykał się z takim zachowaniem, szczególnie jeśli chodziło i charłaków czy mugolaków. W zasadzie to Parkinson miał ich w dupie, ani ich specjalnie nie lubił, ani nie nienawidził. Ale to, czego nie miał w dupie, to robienie go w chuja. Zmarszczył więc brwi i przeniósł niezadowolone spojrzenie na Moody. A potem dzieciak zerwał się na równe nogi i zaczął uciekać.
- On ucieka! - krzyknęła jakaś kobieta, jednak - podobnie jak i reszta - nie paliła się do tego, by rzucić się w pogoń. Wskazała tylko ręką na winkiel, za którym zniknął chłopak. Droga chyba prowadziła na Nokturn.
- Och... Jej - Aidan cmoknął, sięgając do wewnętrznej kieszeni kurtki. Wyciągnął z niej notes i rysik. - No cóż. To pana imię i nazwisko, dokładny opis sytuacji i szczegółowy opis złodzieja, poproszę.
Nie uśmiechało mu się gonienie za chłopakiem, ale przecież nie mogli tego tak zostawić. Zerknął tylko na Millie, bo był ciekaw, czy ta pobiegnie za charłakiem, czy zostanie tutaj, by ewentualnie spróbować oczarować "okradzionego". Bo sam zaczynał wątpić, że ktokolwiek mu cokolwiek zwinął.
- Niby tak... - zaczął, jednak wcale nie wyglądał na przekonanego co do tego pomysłu. Aidanowi przemknęło przez myśl, że ich "kolega" tak naprawdę chuja widział - wydał zbyt szybko osąd, wydał wyrok i kurczowo trzymał się tego, co sam sobie ubzdurał. To nie byłby pierwszy raz, gdy spotykał się z takim zachowaniem, szczególnie jeśli chodziło i charłaków czy mugolaków. W zasadzie to Parkinson miał ich w dupie, ani ich specjalnie nie lubił, ani nie nienawidził. Ale to, czego nie miał w dupie, to robienie go w chuja. Zmarszczył więc brwi i przeniósł niezadowolone spojrzenie na Moody. A potem dzieciak zerwał się na równe nogi i zaczął uciekać.
- On ucieka! - krzyknęła jakaś kobieta, jednak - podobnie jak i reszta - nie paliła się do tego, by rzucić się w pogoń. Wskazała tylko ręką na winkiel, za którym zniknął chłopak. Droga chyba prowadziła na Nokturn.
- Och... Jej - Aidan cmoknął, sięgając do wewnętrznej kieszeni kurtki. Wyciągnął z niej notes i rysik. - No cóż. To pana imię i nazwisko, dokładny opis sytuacji i szczegółowy opis złodzieja, poproszę.
Nie uśmiechało mu się gonienie za chłopakiem, ale przecież nie mogli tego tak zostawić. Zerknął tylko na Millie, bo był ciekaw, czy ta pobiegnie za charłakiem, czy zostanie tutaj, by ewentualnie spróbować oczarować "okradzionego". Bo sam zaczynał wątpić, że ktokolwiek mu cokolwiek zwinął.