03.04.2024, 19:25 ✶
Ups. Gdyby Persephonka to słyszała, to serio zacząłbym mieć niemałe problemy. Właśnie ją zdemonizowałem, więc to wcale nie było w porządku, szczególnie że była drobną, delikatną i kochającą osobą. Może nosiła się na czarno i chciała uchodzić za panią poważną, ale miała słodki, uroczy głos i takie dziecięce łapki. Była takim czarnym kociakiem, a kiedy się denerwowała, to serio była jak taki mały, puchaty i przy tym nieszkodliwy kociak. Pewnie będzie takim, póki nie obudzę się jako ghul po jej herbatce z trucizną.
- Przesadziłem trochę. Nie słuchaj mnie tak dosłownie... Jest delikatną, eteryczną wręcz istotką - poprawiłem się zaraz i też mało dyskretnie rozejrzałem, jak gdybym spodziewał się ujrzeć jej wpół skryte spojrzenie, wbite w moją najebaną sylwetkę. - Ale to usprawiedliwienie faktycznie może nie być dobrym pomysłem, podobnie jak klopsy. Z ciężkim sercem to przyznaję, ale ona jest... we-ge-ta-rian-ką - odparłem, to ostatnie słowo właściwie konspiracyjnie szepcząc. Trochę się prosiło o splunięcie, ale, cóż, nie każdy jest idealny. Nie mogłem się jej wyprzeć. Nie po tym wszystkim, co razem przeszliśmy. Byliśmy niczym papużki-nierozłączki. Może nie anam cara... Choć gdyby tak się bliżej przyjrzeć sprawie, to jednak pomimo sprzecznych interesów, które nami władały za młodości, jesteśmy razem. I też dosyć szybko podjęliśmy decyzję o ślubie.
Cóż, wepchnąłem w siebie klopsiki i przyjąłem z pełnym uwielbieniem propozycję deseru, mimo że moje wnętrzności raczej nie preferowały mieszania alkoholu z tłustym, a teraz ze słodkim. Cóż, żyło się raz. Jakoś to będzie. Osobiście skusiłem się na razie na dwa kawałki brownie, ale na dobrą sprawę, to sernik jeszcze nie był na przegranej pozycji.
- Swoją drogą, żałośnie mało jest materiałów w szkołach o tak nietypowych zjawiskach... Jak chociażby to anam cara - przyznałem, machając łyżeczką. Właściwie, to załączył mi się teraz ton naukowca. Czasami zastanawiałem się, co ja u diabli robiłem w Departamencie Tajemnic, ale to było właśnie to parcie na poznawanie nieznanego. Starożytnego nieznanego, bo z kolei do nauki zaklęć to ja miałem leniaaa. - Mogłaś spotkać się z innym sformułowaniem oznaczającym relację anam cara - bratnie dusze. W zależności od wierzeń są różne historie, opisy tej więzi, ale ogólnie wszystko sprowadza się do zażyłej relacji z drugim człowiekiem. Wiesz, takie rozumienie się bez słów, coś jak przyjaźń na dobre i na złe, ale o podłożu metafizycznym - wytłumaczyłem, a przynajmniej miałem nadzieję, że nieco rozwiałem tajemnicę tego tematu w oczach Brenny. Ogólnie miałem wrażenie, że bełkotałem. Bez ładu i składu. Zdecydowanie trzeba było więcej alkoholu... Halo! Aż wziąłem stuknąłem przyszywanego krewniaka, bo się zagadał o czymś. Trzeba było wspomóc mój język w prowadzeniu wykładu.
- Przesadziłem trochę. Nie słuchaj mnie tak dosłownie... Jest delikatną, eteryczną wręcz istotką - poprawiłem się zaraz i też mało dyskretnie rozejrzałem, jak gdybym spodziewał się ujrzeć jej wpół skryte spojrzenie, wbite w moją najebaną sylwetkę. - Ale to usprawiedliwienie faktycznie może nie być dobrym pomysłem, podobnie jak klopsy. Z ciężkim sercem to przyznaję, ale ona jest... we-ge-ta-rian-ką - odparłem, to ostatnie słowo właściwie konspiracyjnie szepcząc. Trochę się prosiło o splunięcie, ale, cóż, nie każdy jest idealny. Nie mogłem się jej wyprzeć. Nie po tym wszystkim, co razem przeszliśmy. Byliśmy niczym papużki-nierozłączki. Może nie anam cara... Choć gdyby tak się bliżej przyjrzeć sprawie, to jednak pomimo sprzecznych interesów, które nami władały za młodości, jesteśmy razem. I też dosyć szybko podjęliśmy decyzję o ślubie.
Cóż, wepchnąłem w siebie klopsiki i przyjąłem z pełnym uwielbieniem propozycję deseru, mimo że moje wnętrzności raczej nie preferowały mieszania alkoholu z tłustym, a teraz ze słodkim. Cóż, żyło się raz. Jakoś to będzie. Osobiście skusiłem się na razie na dwa kawałki brownie, ale na dobrą sprawę, to sernik jeszcze nie był na przegranej pozycji.
- Swoją drogą, żałośnie mało jest materiałów w szkołach o tak nietypowych zjawiskach... Jak chociażby to anam cara - przyznałem, machając łyżeczką. Właściwie, to załączył mi się teraz ton naukowca. Czasami zastanawiałem się, co ja u diabli robiłem w Departamencie Tajemnic, ale to było właśnie to parcie na poznawanie nieznanego. Starożytnego nieznanego, bo z kolei do nauki zaklęć to ja miałem leniaaa. - Mogłaś spotkać się z innym sformułowaniem oznaczającym relację anam cara - bratnie dusze. W zależności od wierzeń są różne historie, opisy tej więzi, ale ogólnie wszystko sprowadza się do zażyłej relacji z drugim człowiekiem. Wiesz, takie rozumienie się bez słów, coś jak przyjaźń na dobre i na złe, ale o podłożu metafizycznym - wytłumaczyłem, a przynajmniej miałem nadzieję, że nieco rozwiałem tajemnicę tego tematu w oczach Brenny. Ogólnie miałem wrażenie, że bełkotałem. Bez ładu i składu. Zdecydowanie trzeba było więcej alkoholu... Halo! Aż wziąłem stuknąłem przyszywanego krewniaka, bo się zagadał o czymś. Trzeba było wspomóc mój język w prowadzeniu wykładu.