03.04.2024, 21:29 ✶
Tak coś myślę, że pierwsze lody zostały przełamane. Geraldine zgodziła się na moją propozycję dzielenia się odpowiedzialnością, byciem rozsądniejszym. Obstawiałem, że jedna rozmowa nie wystarczy by całkowicie odmienić jej życie, ale dawała dobre podwaliny pod... przyszłe rozmowy? Kto wie? Może nawet sama z siebie zacznie patrzeć na sprawę z innej perspektywy? Właściwie, to na obie te sprawy.
- Ta... Nasza krew to jakaś spierdolina, zawiesina wszystkiego i niczego - zaśmiałem się, bo jednak jedynym, co nas wyróżniało, to bycie narwanym i mającym fioła na punkcie polowania. Gigantyczny wzrost robił z nas dziwaków już w czasach szkolnych, a potem to jedynie się potęgowało z wiekiem, a ten instynkt, szósty zmysł... bywał przerażający. I mógł powodować kłopoty, jeśli się człowiek w towarzystwie rozpruł o genetyce jakiegoś bogatego dupka.
- Mam cię na oku, Ger... Jeden fałszywy ruch i zaproszę cię na dywanik - ostrzegłem poważnie, ale zaraz się uśmiechnąłem szeroko. Może już odsunęliśmy się od siebie, ale wciąż czułem jej ciepło, jej bliskość, życie w całym jej ciele. - To znaczy... Jestem do usług, gdybyś chciała pogadać. Możemy nawet do butelki, ale z głową - zaproponowałem i wzruszyłem ramionami. Nie można było tak z dnia na dzień odstawić kompletnie alkoholu. Trochę jednak trzeba było się wspomagać. Przynajmniej póki nie przejdzie usilna potrzeba...? Czy po prostu tym sposobem chciałem usprawiedliwić swoje ciągłe, nienasycone pragnienie krwi?
Zerknąłem nieufnie na niebo. Zdawało mi się, że się przejaśnia. Zgapiłem się nieco przez te rodzinne dramaty, więc zrobiłem krok w tył by w razie czego mnie nie podpiekło nasze kochane słoneczko. I może dobrze, że to zrobiłem, bo niechybnie panna Yaxley zdzieliłaby mnie po głowie za swatanie jej z jej fuuuj-przyjacielem.
- Ale ty masz gusta... Po prostu ciągnie cię do tych problematycznych typów. Przyznaj, jesteś jebaną masochistką, co? To już ja lepiej wybrałbym faceta niż ty - stwierdziłem, wystawiając jej język. Dowcipny przytyk, ale mający w sobie smutne hektolitry faktów. Mogło serio tak być, że po prostu Geraldine łapała typów z niższej półki, bo uważała, że nie zasługuje na nic lepszego... albo coś.
- A tak na serio... To co ci się nie podoba w Eriku, że byś go nie przeleciała??? - zapytałem ją, bo to mogło być istotne, jeśli jednak bycie swatką weszłoby mi w nawyk. Coś musiałem w końcu robić podczas swojego wiecznego żywota.
- Ta... Nasza krew to jakaś spierdolina, zawiesina wszystkiego i niczego - zaśmiałem się, bo jednak jedynym, co nas wyróżniało, to bycie narwanym i mającym fioła na punkcie polowania. Gigantyczny wzrost robił z nas dziwaków już w czasach szkolnych, a potem to jedynie się potęgowało z wiekiem, a ten instynkt, szósty zmysł... bywał przerażający. I mógł powodować kłopoty, jeśli się człowiek w towarzystwie rozpruł o genetyce jakiegoś bogatego dupka.
- Mam cię na oku, Ger... Jeden fałszywy ruch i zaproszę cię na dywanik - ostrzegłem poważnie, ale zaraz się uśmiechnąłem szeroko. Może już odsunęliśmy się od siebie, ale wciąż czułem jej ciepło, jej bliskość, życie w całym jej ciele. - To znaczy... Jestem do usług, gdybyś chciała pogadać. Możemy nawet do butelki, ale z głową - zaproponowałem i wzruszyłem ramionami. Nie można było tak z dnia na dzień odstawić kompletnie alkoholu. Trochę jednak trzeba było się wspomagać. Przynajmniej póki nie przejdzie usilna potrzeba...? Czy po prostu tym sposobem chciałem usprawiedliwić swoje ciągłe, nienasycone pragnienie krwi?
Zerknąłem nieufnie na niebo. Zdawało mi się, że się przejaśnia. Zgapiłem się nieco przez te rodzinne dramaty, więc zrobiłem krok w tył by w razie czego mnie nie podpiekło nasze kochane słoneczko. I może dobrze, że to zrobiłem, bo niechybnie panna Yaxley zdzieliłaby mnie po głowie za swatanie jej z jej fuuuj-przyjacielem.
- Ale ty masz gusta... Po prostu ciągnie cię do tych problematycznych typów. Przyznaj, jesteś jebaną masochistką, co? To już ja lepiej wybrałbym faceta niż ty - stwierdziłem, wystawiając jej język. Dowcipny przytyk, ale mający w sobie smutne hektolitry faktów. Mogło serio tak być, że po prostu Geraldine łapała typów z niższej półki, bo uważała, że nie zasługuje na nic lepszego... albo coś.
- A tak na serio... To co ci się nie podoba w Eriku, że byś go nie przeleciała??? - zapytałem ją, bo to mogło być istotne, jeśli jednak bycie swatką weszłoby mi w nawyk. Coś musiałem w końcu robić podczas swojego wiecznego żywota.