Nie obyło się bez szkód. Powinna się tego spodziewać, aczkolwiek szczerze wierzyła w swoje pedagogiczne umiejętności, po części udało jej się trochę spełnić dzisiejsze zadanie, jednak pojawiła się też porażka i to dosyć spora. Jakoś będzie musiała z tym żyć, zresztą nie uważała, że był to powód do rozpaczy, jak nie dzisiaj to innym razem się uda, zresztą, czy faktycznie była mu aż tak potrzebna umiejętność zamiany tego pucharu? Może wcale nie.
Zareagowała szybko na niebezpieczeństwo, które się pojawiło, tak była nauczona, aby działać. Nie miała problemu z ugaszeniem tego niewielkiego pożaru. Po wyczarowaniu strumienia wody schowała różdżkę za pazuchę.
- Nie taki troll straszny, jak go malują. - Widziała te prawdziwe i wcale się ich nie bała. Isaac był przy nich niczym niewinny szczeniaczek.
- Oczywiście, że udamy, że to nie my. Nie chce dostać szlabanu. - Było to dla niej bardzo oczywiste.
- Lepiej chodźmy stąd szybko, póki nikt nas nie zobaczył i tak, możemy zahaczyć o kuchnię, chętnie coś zeżrę. - Po treningu była głodna, jak diabli. Nim wyszli z sali chwyciła w locie jeszcze swoją miotłę, a później zniknęli za drzwiami, udało im się wyjść tak, żeby nikt ich nie zauważył.