04.04.2024, 09:09 ✶
Oskarżenie spłynęło po nim jak po kaczce z St. James Parku. Więcej, jego mina, ze wszech miar rozbawiona wskazywała jasno na swoiste rozczulenie sytuacja. Jeśli myślisz, że się Tobą bawię, to wiedz, że jeszcze nie zacząłem chłopcze – zdawały się mówić srebrzyste oczy drapieżnika, który teraz leniwie rozkładał się przy wodopoju, spoglądając na płochliwą gazelkę, która miała do niego wyrzuty za nieistniejące polowanie.
– Dróg jest wiele. Możesz niczym Hamilton zalać pod pseudonimem prasę esejami wychwalającymi rozpoczęcie pertraktacji. Możesz zdyskredytować pannę Stanhope, albo też stać się jej nowym cennym źródłem informacji – nakierować ostrze jej ciętego języka na naszych politycznych przeciwników, rozpalić wyobraźnię wokół interesów innego departamentu, lub obrażając moją osobę, sprzedawać informacje dotyczące postępujących sukcesów tego przedsięwzięcia – tu oczywiście po mojej autoryzacji, część z nich nie może rzeczywiście przedostać się do opinii publicznej, mimo że leży w jej interesie. Możesz w końcu zainteresować się jej źródłami, ktoś z Twoich kolegów zdecydowanie ma za dużo wolnego czasu, z chęcią dowiem się kto. – urwał na moment, aby kolejny kawałek chlebka, tym razem z towarzyszeniem innego dipu, wylądował w jego ustach. – Mm.. ten jest wybitny, chyba mój ulubiony, dobrze, że nic nie zmienili w przepisie – wtrącił Anthony, któremu nieodmiennie towarzyszył dobry humor, a niedawna groźba zdała się przebrzmiałym gromem burzy, z której szczęśliwie nie spadł żaden deszcz. Przeszła bokiem.
– Ostatecznie też możesz zrobić zasłonę dymną, rozniecić kontrtemat, który będzie zajmował umysły dziennikarzy i obywateli, tak żeby nie kłopotali się Kambodżą. Opcji jest wiele, a decyzja... należy do Ciebie. To w końcu drugi etap rozmowy kwalifikacyjnej, nie mogę narzucić Ci rozwiązania. – tym razem jego długie palce sięgnęły po pałeczki, w które ujął słodkiego, ociekającego różanym syropem pączka. Ach, była jeszcze jedna sprawa. Westchnął z udawaną dezaprobatą, podbitą tak teatralnie, że Isaac nie miał wątpliwości co do pozy nakładającej się na pozę. Wystudiowanym, na wskroś nonszalanckim ruchem wyjął mu z rąk gazetę i odsuwając głowę nie znacznie do tyłu zaczął metodycznie spowiadać się młokosowi, skoro tego potrzebował do szczęścia, zamiast na przykład gwarantu dodatkowego wynagrodzenia:
– Nie powiedziałbym, że jestem ekscentryczny, są gorsze ode mnie przypadki. Córka antymaga na dniach pojawi się w Anglii, nie znam dokładnego terminu. Społeczność magiczna Kambodży ma do zaoferowania zdecydowanie więcej niż mugole, o czym panna Stanhope nie ma zielonego pojęcia. W pierwszej kolejności zioła, które nie występują w naszej strefie klimatycznej. Specyfiki pozyskiwane z gruczołów tamtejszych zwierząt. Po drugie – i tajne – wykopaliska w sektorze świątynnym, niedostępnym mugolom, tu rzeczywiście będziemy podejmować współpracę z przedstawicielem Departamentu Tajemnic. Kobieta istnieje i podejmie kluczowe decyzje dla kształtu umowy. Od jej kaprysu zależy czy w ogóle zostanie podpisana. Niestety, ponieważ jej ojciec zgodził się dość spontanicznie na to rozwiązanie, czego nie byłem w stanie przewidzieć rozmawiając z nim, rzeczywiście nie znajduje się w terminarzach lokalnych dygnitarzy. Arcymag i gildia która za nim stoi nienawykła do tradycji marnotrawienia czasu na bezmyślnych bankietach, na których ludzie z którymi nie negocjują próbują zbić swój kapitał polityczny. Będę ją oczywiście namawiał do zmiany zdania kiedy już będzie na miejscu, ale – jak sam rozumiesz – wolę mieć podpisane dokumenty, aniżeli zadowolonych kolegów z innych departamentów. Co jeszcze... – zamyślił się na moment skanując finalne akapity paszkwilu. – Och, nie prowadzimy wojny z Kambodżą, ciężko więc nazywać księżniczkę branką, nie ukrywam się w swoim domu, nie mam na to czasu i cóż... patrząc na długość życia czarodziei ośmieliłbym się stwierdzić, że nadal jestem młody. – Odłożył gazetę i powrócił zainteresowaniem swoim do słodkości, którą trudno było zjeść w sposób gentelmeński. Stanowczo zbyt trudno.
– Dróg jest wiele. Możesz niczym Hamilton zalać pod pseudonimem prasę esejami wychwalającymi rozpoczęcie pertraktacji. Możesz zdyskredytować pannę Stanhope, albo też stać się jej nowym cennym źródłem informacji – nakierować ostrze jej ciętego języka na naszych politycznych przeciwników, rozpalić wyobraźnię wokół interesów innego departamentu, lub obrażając moją osobę, sprzedawać informacje dotyczące postępujących sukcesów tego przedsięwzięcia – tu oczywiście po mojej autoryzacji, część z nich nie może rzeczywiście przedostać się do opinii publicznej, mimo że leży w jej interesie. Możesz w końcu zainteresować się jej źródłami, ktoś z Twoich kolegów zdecydowanie ma za dużo wolnego czasu, z chęcią dowiem się kto. – urwał na moment, aby kolejny kawałek chlebka, tym razem z towarzyszeniem innego dipu, wylądował w jego ustach. – Mm.. ten jest wybitny, chyba mój ulubiony, dobrze, że nic nie zmienili w przepisie – wtrącił Anthony, któremu nieodmiennie towarzyszył dobry humor, a niedawna groźba zdała się przebrzmiałym gromem burzy, z której szczęśliwie nie spadł żaden deszcz. Przeszła bokiem.
– Ostatecznie też możesz zrobić zasłonę dymną, rozniecić kontrtemat, który będzie zajmował umysły dziennikarzy i obywateli, tak żeby nie kłopotali się Kambodżą. Opcji jest wiele, a decyzja... należy do Ciebie. To w końcu drugi etap rozmowy kwalifikacyjnej, nie mogę narzucić Ci rozwiązania. – tym razem jego długie palce sięgnęły po pałeczki, w które ujął słodkiego, ociekającego różanym syropem pączka. Ach, była jeszcze jedna sprawa. Westchnął z udawaną dezaprobatą, podbitą tak teatralnie, że Isaac nie miał wątpliwości co do pozy nakładającej się na pozę. Wystudiowanym, na wskroś nonszalanckim ruchem wyjął mu z rąk gazetę i odsuwając głowę nie znacznie do tyłu zaczął metodycznie spowiadać się młokosowi, skoro tego potrzebował do szczęścia, zamiast na przykład gwarantu dodatkowego wynagrodzenia:
– Nie powiedziałbym, że jestem ekscentryczny, są gorsze ode mnie przypadki. Córka antymaga na dniach pojawi się w Anglii, nie znam dokładnego terminu. Społeczność magiczna Kambodży ma do zaoferowania zdecydowanie więcej niż mugole, o czym panna Stanhope nie ma zielonego pojęcia. W pierwszej kolejności zioła, które nie występują w naszej strefie klimatycznej. Specyfiki pozyskiwane z gruczołów tamtejszych zwierząt. Po drugie – i tajne – wykopaliska w sektorze świątynnym, niedostępnym mugolom, tu rzeczywiście będziemy podejmować współpracę z przedstawicielem Departamentu Tajemnic. Kobieta istnieje i podejmie kluczowe decyzje dla kształtu umowy. Od jej kaprysu zależy czy w ogóle zostanie podpisana. Niestety, ponieważ jej ojciec zgodził się dość spontanicznie na to rozwiązanie, czego nie byłem w stanie przewidzieć rozmawiając z nim, rzeczywiście nie znajduje się w terminarzach lokalnych dygnitarzy. Arcymag i gildia która za nim stoi nienawykła do tradycji marnotrawienia czasu na bezmyślnych bankietach, na których ludzie z którymi nie negocjują próbują zbić swój kapitał polityczny. Będę ją oczywiście namawiał do zmiany zdania kiedy już będzie na miejscu, ale – jak sam rozumiesz – wolę mieć podpisane dokumenty, aniżeli zadowolonych kolegów z innych departamentów. Co jeszcze... – zamyślił się na moment skanując finalne akapity paszkwilu. – Och, nie prowadzimy wojny z Kambodżą, ciężko więc nazywać księżniczkę branką, nie ukrywam się w swoim domu, nie mam na to czasu i cóż... patrząc na długość życia czarodziei ośmieliłbym się stwierdzić, że nadal jestem młody. – Odłożył gazetę i powrócił zainteresowaniem swoim do słodkości, którą trudno było zjeść w sposób gentelmeński. Stanowczo zbyt trudno.