04.04.2024, 09:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.04.2024, 10:02 przez Anthony Shafiq.)
—19/06/72—
Little Hangleton, 18.06.1972
Eriku,
sądzę, że zaszło pewne nieporozumienie, które spieszę sprostować – w żadnej mierze nie oczekiwałem od Ciebie używania sztuki i wplatania mocy w moje osłabione ciało. Decydując się na realizację swojego młodzieńczego marzenia, liczyłem się z określonym nakładem pracy i wyrzeczeń, a sama droga poniekąd również stanowi cenne doświadczenie i lekcję pokory, która według słów mojej szlachetnej nauczycielki, jest niezbędnym elementem wiązania mocy li tylko przy pomocy palców, bez wzmocnienia właściwości wyprofilowanego drewna i jego magicznego rdzenia.
Niewątpliwie też przemawia przez Ciebie klątwa wiedzy. Zapominasz, że osobie nie dotykającej nigdy zagadnień regularnych praktyk w zakresie określonych aktywności, ciężko jest rozeznać się w temacie czymże ta regularna praktyka jest. Ów "parę minut" czy postępujące za nimi "krótkie sesje"... Możesz ze mną rozmawiać o praktyce zgłębiania nowych języków, o skutecznym i równie szybkim czytaniu polegającym na skanowaniu strona za stroną. Możesz ze mną rozmawiać o zaawansowanych sztukach retoryki i jak je ćwiczyć nawet bez oponenta w zasięgu ręki. Cóż jednak mam zrobić z tymi wspomnianymi przez Ciebie "kilkoma minutami"? Cóż mam w nich zawrzeć?
Dostałem propozycję pewnych określonych ruchów i figur od osoby, która uczy mnie splatania. Te gesty, które są właściwe dla sztuki przychodzą mi jednak bez wysiłku, inne zaś wydają mi się nieprzystające gentelmanowi, wymagające bardzo luźnego przyodziewku i... niewątpliwie luźnych obyczajów właściwych raczej cyrkowcom aniżeli szanującym się urzędnikom państwowym. Co prawda Twój wuj ostatnio zasugerował, że mógłbym liczyć na karierę w takim namiocie rozrywek, odnoszę jednak wrażenie, że i w jego wyobraźni, pomimo pracy w Departamencie Tajemnic, nie mieściłoby się stanie na rękach, czy zaplatanie nogi za głowę w moim wykonaniu. Nie wiem na ile to ma wspólnego z gimnastyką o której wspominasz później i szczerze mam nadzieję, że niewiele, jeśli jest to jedna z opcji, którą mógłbyś mi przybliżyć.
Nie będę ukrywał, że najbardziej interesująco dla mnie zabrzmiały lekcje szermierki. Jak wiesz, w moim domu uważano, że pióro silniejsze jest od miecza, a siła argumentu zawsze zwycięża argument siły, toteż zaklinam Cię: nie fory, a podstawy. Niewątpliwie jednak byłoby dla mnie prawdziwym zaszczytem pobrać kilka lekcji od osoby wychowującej się w cieniu Godrykowego miecza. Czy byłoby to jednak dla Ciebie dużym kłopotem, jeśli ustalilibyśmy miejsce potencjalnego wspólnego treningu z dala od Twojego rodzinnego domu? Obawiam się, że Morpheus widząc moje pierwsze próby nie dałby mi choćby minuty spokoju przez najbliższą dekadę. Wolę go zaskoczyć towarzyskim pojedynkiem za kilka miesięcy, aniżeli skazać siebie na jego drwiny, nawet jeśli miałoby mu to jakkolwiek poprawić humor.
Czy pasowałoby Ci popołudnie 22 czerwca? Czy za blisko przesilenia?
sądzę, że zaszło pewne nieporozumienie, które spieszę sprostować – w żadnej mierze nie oczekiwałem od Ciebie używania sztuki i wplatania mocy w moje osłabione ciało. Decydując się na realizację swojego młodzieńczego marzenia, liczyłem się z określonym nakładem pracy i wyrzeczeń, a sama droga poniekąd również stanowi cenne doświadczenie i lekcję pokory, która według słów mojej szlachetnej nauczycielki, jest niezbędnym elementem wiązania mocy li tylko przy pomocy palców, bez wzmocnienia właściwości wyprofilowanego drewna i jego magicznego rdzenia.
Niewątpliwie też przemawia przez Ciebie klątwa wiedzy. Zapominasz, że osobie nie dotykającej nigdy zagadnień regularnych praktyk w zakresie określonych aktywności, ciężko jest rozeznać się w temacie czymże ta regularna praktyka jest. Ów "parę minut" czy postępujące za nimi "krótkie sesje"... Możesz ze mną rozmawiać o praktyce zgłębiania nowych języków, o skutecznym i równie szybkim czytaniu polegającym na skanowaniu strona za stroną. Możesz ze mną rozmawiać o zaawansowanych sztukach retoryki i jak je ćwiczyć nawet bez oponenta w zasięgu ręki. Cóż jednak mam zrobić z tymi wspomnianymi przez Ciebie "kilkoma minutami"? Cóż mam w nich zawrzeć?
Dostałem propozycję pewnych określonych ruchów i figur od osoby, która uczy mnie splatania. Te gesty, które są właściwe dla sztuki przychodzą mi jednak bez wysiłku, inne zaś wydają mi się nieprzystające gentelmanowi, wymagające bardzo luźnego przyodziewku i... niewątpliwie luźnych obyczajów właściwych raczej cyrkowcom aniżeli szanującym się urzędnikom państwowym. Co prawda Twój wuj ostatnio zasugerował, że mógłbym liczyć na karierę w takim namiocie rozrywek, odnoszę jednak wrażenie, że i w jego wyobraźni, pomimo pracy w Departamencie Tajemnic, nie mieściłoby się stanie na rękach, czy zaplatanie nogi za głowę w moim wykonaniu. Nie wiem na ile to ma wspólnego z gimnastyką o której wspominasz później i szczerze mam nadzieję, że niewiele, jeśli jest to jedna z opcji, którą mógłbyś mi przybliżyć.
Nie będę ukrywał, że najbardziej interesująco dla mnie zabrzmiały lekcje szermierki. Jak wiesz, w moim domu uważano, że pióro silniejsze jest od miecza, a siła argumentu zawsze zwycięża argument siły, toteż zaklinam Cię: nie fory, a podstawy. Niewątpliwie jednak byłoby dla mnie prawdziwym zaszczytem pobrać kilka lekcji od osoby wychowującej się w cieniu Godrykowego miecza. Czy byłoby to jednak dla Ciebie dużym kłopotem, jeśli ustalilibyśmy miejsce potencjalnego wspólnego treningu z dala od Twojego rodzinnego domu? Obawiam się, że Morpheus widząc moje pierwsze próby nie dałby mi choćby minuty spokoju przez najbliższą dekadę. Wolę go zaskoczyć towarzyskim pojedynkiem za kilka miesięcy, aniżeli skazać siebie na jego drwiny, nawet jeśli miałoby mu to jakkolwiek poprawić humor.
Czy pasowałoby Ci popołudnie 22 czerwca? Czy za blisko przesilenia?
Anthony J. Shafiq
P.S. Sprawdzałem i w promieniu pięciu kroków nie uświadczyłem Twojej osoby. Czy ładnie tak kłamać dawnemu towarzyszowi wspólnych wypraw?