Chwila nieuwagi, brak trzeciego oka i butelka rozbiłaby się o głowę Longbottoma. Uchylił się jednak, a ta z hukiem roztrzaskała się o drewnianą część łóżka, rozlewając swoją zawartość. Liczył, że Moody nie zwlecze się ze swojego tymczasowego więzienia i nie zacznie zlizywać trunku z podłogi, chociaż kto ją tam wie. To rodzeństwo wymagało dużo więcej opieki, niż kiedykolwiek dostało. Brenna mogła być dzika, ale oni, oni byli po prostu nieokrzesani, niewychowani i nieodpowiedzialni. Żal mu było tych dzieciaków. Chyba dlatego nigdy nie myślał o tym, aby ją podrywać. Tak jak z Norą, miał wrażenie, że patrzy na dziecko. Bardzo zagubione dziecko.
— Mildþryþ — skarcił ją, strzepując z szaty okruchy szkła, które odprysnęły z rozbitej butelki.
Zatrzymał następną kartę w powietrzu, w początku ruchu, nie odkładając jej jeszcze, nie widzieli, żadne z nich, co na niej było. Zastanowił się chwilę nad tym, o co go zapytała. Usiadł wygodniej, odłożył kartę ponownie na wierzch stosiku, ale nie mieszając jej z niczym innym.
— Koło fortuny. Zmiana jest jedyną stałą tego świata. Nie sądzę jednak, aby zmieniło się coś za naszego życia... może twojego, o ile wódka nie zabije cię pierwsza, bo wiem, że z czarnoksiężnikami sobie poradzisz. Niechaj brzmię jak młody rewolucjonista, ale nienawidzimy wszystkiego, jako społeczeństwo, co jest nowe i co odstaje od tego, co nazwaliśmy normalnym. Patrz na Grindewalda, ilu miał popleczników. Na mugolskie wojny i pogrom Żydów, Cyganów i pedałów. Zabijano za mniejsze rzeczy. Charłaki i Mugolaki to tacy nasi Żydzi i reszta. Nie analizujemy sposobu ich życia, bo nie chcemy go znać. Ci, którzy blokują zmianę, nie widzą ich jako ludzi i nie chcą. I obawiam się, że jeśli będą zbyt głośno, ktoś może próbować powtórzyć na nich działania kolegi z Austrii.
Jakby na chwilę zapomniał o kartach, z zatroskaną miną, czekał na odpowiedź dziewczyny.