04.04.2024, 16:28 ✶
Cathal Shafiq nie był może najbardziej nerwowym człowiekiem na świecie, i nie dało się nazwać go nadmiernie porywczym, ale na pewno nie należał też do tych wyjątkowo cierpliwych i nigdy nie ulegającym nerwom. Tak jak on zirytował Nell Bagshot, tak i Nell zirytowała jego. W dodatku tego dnia ciężko mu było się skupić, a nowe runy, znalezione w wiosce, zaprzątały jego głowę i sprawiały, że niezbyt potrafił myśleć o czymkolwiek innym. Nim słońce zaszło, przechadzał się więc po wzgórzach w pobliżu obozu, z papierosem w ręku, a przed jego oczyma wciąż przewijały się runiczne znaki, obejrzane parę godzin tematu. Nie widział nawet wrzosowisk ani ruin, ciągnących się wokół. Jego myśli całkowicie pochłaniały te napisy, wariacja na temat run, których uczono w Hogwarcie. Lokalne modyfikacje? Czy niosły ze sobą jakieś specjalne znaczenie?
Asystent znalazł go w chwili, gdy wracał na teren obozu.
Chłopak nie był w stanie wyjaśnić, co dokładnie się stało, a Cathal zdecydowanie nie mógł się tego domyśleć. Wspomnienie o plamie krwi, wzywaniu pomocy i że Ginewra kazała go znaleźć, sprawiły jednak, że Shafiq porzucił papierosa i ruszył w stronę źródła zamieszania szybkim krokiem. Gdyby ktoś umierał, chaos byłby większy, niekoniecznie więc musiał biec, ale powinien ewidentnie postarać się dotrzeć na miejsce szybkim krokiem.
- Co się dzieje? - spytał, zbliżając się do McGonagall. Jego uwadze nie uszła ani ta odrobiną krwi na zdeptanej trawie, ani to, że znajdowali się teraz przed największym namiotem, najlepiej zresztą zabezpieczonym i w środku znacznie większym niż mogłoby się wydawać z zewnątrz. Nie czekając nawet na odpowiedź Shafiq ruszył ku niemu i odchylił płachtę, by zajrzeć do środka. Na całe szczęście szybkie rozejrzenie się wykazało, że wszystko wyglądało dokładnie tak, jak pamiętał, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Skrzynki, papiery, pudełka, wszystko stało na swoich miejscach, szafki i szuflady pozostawały pozamykane, rzeczy na blacie też wyglądały tak, jak godzinę temu, gdy stąd wychodził...
I nie było tu ani jednego trupa.
Tak, wiele o nim mówiło, że widząc tę krew na trawie zaczął się zastanawiać, czy w namiocie nie mają jakichś zwłok.
Obrócił się ku Ginewrze, lustrując ją uważnym spojrzeniem, ale nie wyglądało na to, aby krew na ziemi mogła należeć do niej.
Asystent znalazł go w chwili, gdy wracał na teren obozu.
Chłopak nie był w stanie wyjaśnić, co dokładnie się stało, a Cathal zdecydowanie nie mógł się tego domyśleć. Wspomnienie o plamie krwi, wzywaniu pomocy i że Ginewra kazała go znaleźć, sprawiły jednak, że Shafiq porzucił papierosa i ruszył w stronę źródła zamieszania szybkim krokiem. Gdyby ktoś umierał, chaos byłby większy, niekoniecznie więc musiał biec, ale powinien ewidentnie postarać się dotrzeć na miejsce szybkim krokiem.
- Co się dzieje? - spytał, zbliżając się do McGonagall. Jego uwadze nie uszła ani ta odrobiną krwi na zdeptanej trawie, ani to, że znajdowali się teraz przed największym namiotem, najlepiej zresztą zabezpieczonym i w środku znacznie większym niż mogłoby się wydawać z zewnątrz. Nie czekając nawet na odpowiedź Shafiq ruszył ku niemu i odchylił płachtę, by zajrzeć do środka. Na całe szczęście szybkie rozejrzenie się wykazało, że wszystko wyglądało dokładnie tak, jak pamiętał, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Skrzynki, papiery, pudełka, wszystko stało na swoich miejscach, szafki i szuflady pozostawały pozamykane, rzeczy na blacie też wyglądały tak, jak godzinę temu, gdy stąd wychodził...
I nie było tu ani jednego trupa.
Tak, wiele o nim mówiło, że widząc tę krew na trawie zaczął się zastanawiać, czy w namiocie nie mają jakichś zwłok.
Obrócił się ku Ginewrze, lustrując ją uważnym spojrzeniem, ale nie wyglądało na to, aby krew na ziemi mogła należeć do niej.