Pokręcił głową. Działania Ministerstwa były czasem niezrozumiałe. Zupełnie, jakby osoby planujące akcję nawet nie zaznajomiły się z tematem i na szybko serwowały rozwiązanie.
— I gdzie niby chcieliby go przesiedlić? W inne miejsce, w którym sprawiałby kłopoty? A co do widm... cóż, nie spodziewałbym się, żeby szybko znaleźli jakieś rozwiązanie tego problemu. Najważniejsze, żeby się upewnili, że one nie opuszczą Kniei. To by było tragiczne.
Przyniesione napoje rozświetliły trochę ich ponurą rozmowę. Geraldine dostała swój rum, a Gio tajemniczą herbatę.
— To chyba mikstura z egzotycznych owoców... — stwierdził po kilku drobnych łykach. — Nie jestem w stanie stwierdzić, jakich dokładnie, ale to bardzo dobre połączenie. Zdecydowanie kojarzy się z wypoczynkiem nad morzem... Co do morza. Moi rodzice byli niedawno na rejsie organizowanym przez rodzinę Crouch na pirackim statku! Mówili, że śmieszniejszych wnętrz na okrętach nie widzieli. Wszystko wyglądało jak z luksusowego hotelu. Posiłki były wymyślne, ale rozrywki jak z nudnego rejsu dla bogaczy. Ale przecież dokładnie tym było to wydarzenie! — Roześmiał się. — Nie rozumiem, czemu się na to wybrali. Podróż troszkę w głąb morza i z powrotem to zdecydowanie nieatrakcyjna przygoda dla zawodowych podróżników.