04.04.2024, 21:04 ✶
Może właśnie to mnie gubiło? Pragnienie bajecznej potęgi, zamiast skupianie się się na doskonaleniu własnych umiejętności. Zawsze pragnąłem, marzyłem o tym by być jak najlepszym, żeby być nim również w oczach Ojca, ale kiedy skończyłem szkołę, musiałem rozpocząć budowanie swojej potęgi od nowa i gdzieś wtedy po drodze zgubiłem się... Zgubiłem się albo już nie widziałem zachwytu, odrobiny chociaż dumy w oczach Ojca. Albo to ta ciągła jego obecność, krytyczne spojrzenia, niesmak i nowe początki - były przecież mieszanką jakże destabilizującą.
Pragnąłem zniknąć, zapaść się pod ziemię, zmieść siebie z jej powierzchni. Tato nie był zadowolony, krytykował mnie, a ja nie mogłem nic na to poradzić, gdyż w pełni sobie na to zasługiwałem. Wstrzymałem oddech i wpatrywałem się w niego, zastanawiając się, czy może jednak nie zmieni zdania z zadaniem mi kary. Może jednak samobiczowanie się nie wystarczało na tak znaczne wykroczenie, zbrodnie przeciwko rodowi Rookwoodów...? Szczególnie że Apis był doskonale znany Chesterowi. Aż zaciekawiło mnie, który z jego znajomków krył się pod tymi szatami, który okazał się być zdrajcą w szeregach Śmierciożerców?
Zbiłem w sobie tę ciekawość. Za nic nie zapytałbym Ojca o jego nazwisko.
- Wybacz Ojcze... Gdybym wiedział, że stał się Ojca wrogiem, przyszedłbym z tym wcześniej... Opowiedziałbym... o tym wcześniej, tak - odezwałem się niepewny, przerywając swój bezdech. Jednak powietrze było mi potrzebne do życia i do mówienia, więc oddychałem, ale płytko, szybko, za szybko. Obawiałem się, że jeśli jeszcze trochę będę tu stał w konfrontacji z Ojcem, to nie zakończy się dla mnie zbyt dobrze. W tej właśnie chwili przydałaby się Vespera ratująca mnie z opresji, ale... jej nie było. Wyprowadziła się.
Zacisnąłem dłonie w pięści i przeraziłem się, kiedy nagle poczułem drobne trzęsienie ziemi. Przez chwilę obawiałem się, że straciłem kontrolę nad swoją magią, ale to coś było nie tak z powietrzem, z ziemią, z ogrodem w naszej okolicy. Znowu ziemia zadrżała, a wraz z nią drobiny na jej powierzchni. Dosyć szybko efekt ten ustąpił, ale te drobiny, które na drobną chwilę wzbijały się w powietrze przy tąpaniu ziemi, teraz lewitowały sobie kilka centymetrów na ziemią i zdecydowanie nie zachowywały się w sposób przewidywalny.
- Czy to ty... Ojcze? - zapytałem go, nie spuszczając spojrzenia z lewitujących drobin. Instynkt pojedynkowicza nakazywał mi zachować gardę i odrzucić w bok wszelkie uczucia.
Pragnąłem zniknąć, zapaść się pod ziemię, zmieść siebie z jej powierzchni. Tato nie był zadowolony, krytykował mnie, a ja nie mogłem nic na to poradzić, gdyż w pełni sobie na to zasługiwałem. Wstrzymałem oddech i wpatrywałem się w niego, zastanawiając się, czy może jednak nie zmieni zdania z zadaniem mi kary. Może jednak samobiczowanie się nie wystarczało na tak znaczne wykroczenie, zbrodnie przeciwko rodowi Rookwoodów...? Szczególnie że Apis był doskonale znany Chesterowi. Aż zaciekawiło mnie, który z jego znajomków krył się pod tymi szatami, który okazał się być zdrajcą w szeregach Śmierciożerców?
Zbiłem w sobie tę ciekawość. Za nic nie zapytałbym Ojca o jego nazwisko.
- Wybacz Ojcze... Gdybym wiedział, że stał się Ojca wrogiem, przyszedłbym z tym wcześniej... Opowiedziałbym... o tym wcześniej, tak - odezwałem się niepewny, przerywając swój bezdech. Jednak powietrze było mi potrzebne do życia i do mówienia, więc oddychałem, ale płytko, szybko, za szybko. Obawiałem się, że jeśli jeszcze trochę będę tu stał w konfrontacji z Ojcem, to nie zakończy się dla mnie zbyt dobrze. W tej właśnie chwili przydałaby się Vespera ratująca mnie z opresji, ale... jej nie było. Wyprowadziła się.
Zacisnąłem dłonie w pięści i przeraziłem się, kiedy nagle poczułem drobne trzęsienie ziemi. Przez chwilę obawiałem się, że straciłem kontrolę nad swoją magią, ale to coś było nie tak z powietrzem, z ziemią, z ogrodem w naszej okolicy. Znowu ziemia zadrżała, a wraz z nią drobiny na jej powierzchni. Dosyć szybko efekt ten ustąpił, ale te drobiny, które na drobną chwilę wzbijały się w powietrze przy tąpaniu ziemi, teraz lewitowały sobie kilka centymetrów na ziemią i zdecydowanie nie zachowywały się w sposób przewidywalny.
- Czy to ty... Ojcze? - zapytałem go, nie spuszczając spojrzenia z lewitujących drobin. Instynkt pojedynkowicza nakazywał mi zachować gardę i odrzucić w bok wszelkie uczucia.