Nie miała pojęcia o niczym, co nie było czymś nadzwyczajnym. Borgin od zawsze ukrywał przed nią pewne sprawy, aby żyło jej się lżej. Może i było to jakieś rozwiązanie, ciekawe tylko jak długo będzie żyła w błogiej nieświadomości. Nie miała zielonego pojęcia o tym, jak wyglądała jego końcówka czerwca, bo nie wspominał o nawet małego słowa o tych komplikacjach, które pojawiły się w jego życiu. Nie wiedziała, że jest poszukiwany, więc nie miała oporu, aby się z nim spotkać w tym miejscu. Inaczej pewnie nie pozwoliłaby na to, żeby ryzykował, zresztą kto właściwie wie, jakby zareagowała, bo nie miała świadomości o tym, jak naprawdę wyglądało jego życie, można było na ten temat gdybać.
Oczywiście, że nie zauważyła jego obecności podczas występu, była skupiona na grze, na tym aby palce odpowiednio szybko dotykały strun, musiała pokazać się z dobrej strony, bo mogło jej to przynieść późniejsze korzyści, musiała coś robić poza malowaniem, rodzice zresztą wymagali od niej tego, żeby nie siedziała ciągle zamknięta w swoich czterech ścianach, bo podobno tam usychała, nie, żeby w to wierzyła, w końcu wlewała w siebie odpowiednie ilości alkoholu.
Wpatrywała się w swoje oblicze, jakby doszukiwała się kolejnych mankamentów w swojej urodzie, chociaż wiedziała, że jest ona ponadprzeciętna, nawet z racji na jej geny, jednak nadal szukała tych negatywów. Od zawsze chyba uważała, że czegoś jej brakuje.
Odwróciła się gwałtownie, gdy usłyszała chrząknięcie, na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech, gdy zauważyła kto stoi w drzwiach, jakby mogła się spodziewać kogoś innego. - Widziałeś koncert? - Nieco ją to zdziwiło, bo go nie zauważyła, może powinna się bardziej rozglądać, skoro czekały na nią takie niespodzianki.
Przeszywała go wzrokiem, gdy wspomniał o szczerości, ciekawa, czymże to zamierza się z nią podzielić. Jego komentarz spowodował, że szczęka jej opadła, to znaczy otworzyła usta ze zdziwienia. Nie tego do końca się spodziewała, poczuła, że pieką ją policzki. Przejrzała się odruchowo w lustrze, dosyć gwałtownie się przy tym odwróciła. Czyżby jej wątpliwości związane z tematem jej wagi faktycznie miały rację bytu? Skoro o tym wspomniał, to może faktycznie dobrze jej się wydawało.
- Czy też uważasz, że przytyłam? - Tyłek wielkości kul do kręgli wydawał się to sugerować. Mina nieco jej zrzedła, może faktycznie czas wziąć się za siebie? Za dużo alkoholu i czekolady...
- Tak, na pewno to tylko przenośnia. - Wbiła sobie te słowa bardzo głęboko i będzie do nich wracać sięgając po kolejną dawkę słodkości.
- Tak, to zeszłoroczny hit, ponoć najbardziej popularny utwór, nie sądziłam, że go znasz. - Borgin nie wydawał jej się nigdy jakoś specjalnie zainteresowany nowinkami rynku muzycznego, bywał tylko na jej koncertach, nie chodzili razem też na żadne karaoke, gdzie mógłby usłyszeć tę piosenkę.
Zbliżyła się do niego, kiedy wspomniał, o tym, że ma coś dla niej. Kwiatek. Bez doniczki, to już spory sukces. Wzięła go do ręki, po czym zbliżyła do nosa, żeby go powąchać, nie pachniał jakoś specjalnie intensywnie, co było pewne spowodowane tym, że Stanley zwinął go z jednego ze stolików i swoje już tu odstał, ale liczył się przecież gest. - Dziękuję. - Rozpromieniła się nawet trochę po tym nieco niefortunnym przywitaniu.
- Tutaj? Czy tam? - Sala powinna być już pusta, ale nie miała pojęcia, czy ktoś zaraz nie zacznie tam sprzątać, a garderoba wydawała się być całkiem przyjemnym miejscem. - Mam nawet coś na umilenie czasu. - Skierowała swój wzrok w stronę butelki szampana, którego dostała kiedy zeszła ze sceny, aż prosił się o otwarcie. - Jak ci minął dzień? - Zapytała jeszcze zupełnie niewinnie, bo w końcu wypadało też dowiedzieć się co u niego. - Złapałeś dzisiaj jakichś niebezpiecznych przestępców? - W końcu on zajmował się rzeczami ważnymi, w przeciwieństwie do niej.