04.04.2024, 23:13 ✶
Zawsze wiedziała, że zbyt lotna w zaklęciach to ona nigdy nie była, szczególnie takich które nie opierały się na rozpraszaniu działania magii czy tworzeniu tarcz, ale nie zmieniało to faktu, że za każdym razem była sobą niezmiernie rozczarowana. I tak w tym momencie, kiedy machnęła różdżką, a świecznik ani nie zawrócił, ani nawet nie zrobił nic innego, poczuła ukłucie goryczy, szczególnie że głogowe drewno zasyczało niezadowolone. Tak jakby to ona była winna temu, że zaklęcie nie wypaliło.
A potem, potem Hades zaśmiał się jej w twarz i przez ułamek sekundy zastanawiała się, czym ciężkim znowu w niego nie rzucić, albo czy zwyczajnie nie wycelować mu klątwą w twarz. Jakąś taką paskudną i wybitnie nieprzyjemną. Perska znała się na klątwołamaniu, więc jakby już mężowi kolejny raz przebaczyła, to by mu ją nawet zdjęła i byłoby po problemie. Ale chyba za długo się wahała, bo Hades raz dwa sprawił, że nie miała się już zbytnio nad czym zastanawiać co do tego, jakim zaklęciem rzucić.
Popchnął ją, kolejny już raz tego cudownego wieczoru, ale tym razem przynajmniej na fotel, tak ze gdy lądowała to jej się miękko zrobiło. Bo stawiać mu sprzeciwu w fizycznym starciu nie miała jak, ale to nie szkodzi, bo zaraz znowu poderwała się na równe nogi, jakby w ogóle się na swoich nie uczyła.
- Bo to nie ona jeszcze chwilę temu mnie dusiła - warknęła w jego stronę, łapiąc za kolejny świecznik, bo jeśli czegoś w domu Ambrosii było pod dostatkiem, to rzeczy do rzucania. Małych, dużych, lekkich, ciężkich, do wyboru do koloru. Ten jednak już nie był biedny, na jedną świeczkę, a na całe trzy i w sumie to nie próbowała go rzucić, a zwyczajnie przygrzmocić nim Hadesowi w tył głowy, jak się znowu do Stanleya odwrócił.
wale Hadesa w potylice
A potem, potem Hades zaśmiał się jej w twarz i przez ułamek sekundy zastanawiała się, czym ciężkim znowu w niego nie rzucić, albo czy zwyczajnie nie wycelować mu klątwą w twarz. Jakąś taką paskudną i wybitnie nieprzyjemną. Perska znała się na klątwołamaniu, więc jakby już mężowi kolejny raz przebaczyła, to by mu ją nawet zdjęła i byłoby po problemie. Ale chyba za długo się wahała, bo Hades raz dwa sprawił, że nie miała się już zbytnio nad czym zastanawiać co do tego, jakim zaklęciem rzucić.
Popchnął ją, kolejny już raz tego cudownego wieczoru, ale tym razem przynajmniej na fotel, tak ze gdy lądowała to jej się miękko zrobiło. Bo stawiać mu sprzeciwu w fizycznym starciu nie miała jak, ale to nie szkodzi, bo zaraz znowu poderwała się na równe nogi, jakby w ogóle się na swoich nie uczyła.
- Bo to nie ona jeszcze chwilę temu mnie dusiła - warknęła w jego stronę, łapiąc za kolejny świecznik, bo jeśli czegoś w domu Ambrosii było pod dostatkiem, to rzeczy do rzucania. Małych, dużych, lekkich, ciężkich, do wyboru do koloru. Ten jednak już nie był biedny, na jedną świeczkę, a na całe trzy i w sumie to nie próbowała go rzucić, a zwyczajnie przygrzmocić nim Hadesowi w tył głowy, jak się znowu do Stanleya odwrócił.
wale Hadesa w potylice
Rzut O 1d100 - 80
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
she was a gentle
sort of horror
sort of horror