Kiwnęła głową, ruszając w stronę drzwi prowadzących na zaplecze. Nie zamierzała stawać mu tu teraz okoniem. Robić problemów. Otworzyła drzwi i gestem dała mu znać, żeby szedł za nią. Pierw znaleźli się w ciemnym korytarzyku, następnie wybrali jedne z trzech pomieszczeń? Prawdopodobnie trzech, na to bowiem zdawała się wskazywać liczba znajdujących się tu drzwi. Pomieszczenie, które wybrała Penny, określić można było mianem niewielkiego biura? Na dwóch regałach znajdywała się dokumentacja, jakieś książki, kilka innych pierdółek, przy niewielkim oknie również malutkie biurko. Za nim fotel. Do tego jeszcze dwa zapasowe krzesła i to byłoby na tyle.
- Rozgość się. – wskazała mu na dwa drewniane krzesła, sama natomiast przysiadła na biurku, uprzednio odsuwając na bok papiery, które się na nim znajdywały. Nie bardzo przy tym zwracała uwagę na to, aby ich nie wymieszać. Najwyżej później się wszystko uporządkuje. W końcu zawsze jest jakieś później, prawda?
Zapytana o to jak długo zamierzała wszystko ciągnąć, w pierwszej kolejności jedynie wzruszyła ramionami. Nie wiedziała? Bo przecież całej tej sprawy wcześniej sobie nie zaplanowała. Działała pod wpływem chwili, jakiegoś impulsu. Własnej głupoty? Nie była pewna, nie była do końca pewna, co należało zrobić dalej. Teraz? Może tak jak pisała wczoraj w liście – najlepszym rozwiązaniem byłoby zignorowanie problemu? Poczekanie na to aż cała sprawa ucichnie sama?
- Możemy zakończyć to nawet teraz. Cokolwiek uznasz za najlepsze wyjście, Damien. – odpowiedziała. Pozwoliła na to, żeby to Renigald zdecydował. Skoro tak bardzo mu zależało, to mógł zaplanować ciąg dalszy ich wspólnej historii. Albo raczej - jej zakończenie.
Kiedy tak na nią patrzył, nie mógł dostrzec niczego niepokojącego. Penny wyglądała normalnie. Była cała i zdrowa. Może trochę niewyspana, bo wczorajsza wizyta w Little Hangleton i spotkanie z tą dziwną rośliną… zdołało ją psychicznie wyczerpać. Porządnie wymęczyło. Nigdy jeszcze nie czuła się tak źle, jak właśnie we wtorek. Dobrze, że te paskudne objawy nie utrzymywały się dłużej. Ostatnim czego potrzebowała, była bowiem wizyta w Mungu. Czy w ogóle potraktowaliby ją tam na poważnie? Jest mi zimno, czuje się samotna, życie nie ma sensu, blablabla.