Ludzie według Bletchleya dzielili się na trzy grupy: na tych, którzy są użyteczni, na tych, których osobiście potrzebujesz i na tych, którzy stawali się zbędni. Ta filozofia, głęboko rozciągająca swoje sieci neuronów pod kopułą czaszki, łączyła chyba wszystkich Londyńczyków ze sobą, a może nawet wszystkich Anglików. Może nawet wszystkich Europejczyków i w końcu - ludzi całego świata. Ambiwalentne podejście do tematu, z uwagi na szeroko pojętą moralność i emocjonalność, potrafiła bardzo mocno zakręcić tym prostym, banalnym wręcz zdaniem i zasiać ziarno wzburzenia. No bo jak to - człowiek to nie przedmiot. Nie można powiedzieć, że dzisiaj go potrzebuję, więc może stać obok komody, ale jutro już skończy się termin jego przydatności, więc wyniosę go na złomowisko. Tylko że problem tego świata brzmiał właśnie tak: można. Za dużo rzeczy było można w tym popierdolonym świecie, zdziwaczałym i nasyconym gnojem i zepsuciem. Tutaj mogłeś mieć bliźniego, z którym dzielisz ostatnią kromkę chleba, a na drugi dzień ta sama osoba wbije ci nóż w plecy. Bo mogła. Nie miało znaczenia, czy mu się podobało, że tak już poukładano tę rzeczywistość. Zaprzeczanie faktom na niewiele się zdawało w perspektywie tego, jak wszystko wyglądało, natomiast Cain wiedział jeszcze jedno - dopóki zgrabnie oszukasz samego siebie, dopóty lepiej będzie wyglądał twój własny świat. Cóż z tego, że tylko iluzorycznie, skoro koniec końców to iluzje rządziły naszymi przekonaniami?
W jedną z iluzji musiał wpaść człowiek całkiem przeciętny, z przeciętnej pracy i o przeciętnym pochodzeniu. To, czy miał krew czystą, czy zabrudzoną nie miało osobiście dla Bletchleya znaczenia, ale wiedział, że znaczenie ma dla samego Archiego i to nie dlatego, że sam się napinał, że nie ma błękitnej krwi. Wszystko dlatego, że musiało mieć dla niego znaczenie, bo dla innych je miało. Co spowodowało zmianę - pewnie się tego niedługo dowie. Istotne było to, że z worka "przydatny" wylądował w worku "na złomowisko". Dlatego list, który otrzymał od Brenny, przepełniał melancholią. Kolejny człowiek do zezłomowania. Kolejna konieczność wyrzucenia kogoś na śmieci i to przysłana spod pióra właśnie tej osoby, którą jest Brenna. Wiedziała, że niektóre rzeczy były konieczne, tak jak rozumiał to i wiedział sam Cain, ale chociaż nie znał osobiście człowieka, którego miał odwiedzić (głównie przez to, że go nie znał) to w zupełnej normie przyjętej misji była ta malutka kropla żalu. Znowu.
Cain już kolejny dzień kręcił się w okolicy baru, w którym pracował mężczyzna. Zarzucił na siebie zaklęcie iluzji, które trochę zmieniało jego rysy twarzy, włosy, głos - nie był to eliksir wielosokowy, ale przynajmniej nie trzeba było za niego płacić i odwiedzać sklepu z eliksirami. Po pracy przychodził tutaj - i siedział. Obserwował. Niby to coś pił czy jadł, czytał gazetę czy był po prostu gościem z fajką w ręku pod barem, albo tym, co zagadywał jedną czy drugą kobietę, albo podpytywał o ostatnią wypowiedź Szefa Biura Departamentu tego a tamtego w związku z tym a tamtym, co pojawiło się na przełomie ostatnich dwóch tygodni w Proroku. Przypatrywał się. Uważał. Słuchał. Patrzył na ręce Archiego, uważał na gości, którzy go odwiedzali i zamieniali z nim więcej słów - albo właśnie podejrzanie mało - patrzył, jakie robił ruchy i jak się zachowywał, czy coś konkretnego wzbudzało jego niepokój, czy to jakaś paranoja narastająca w tym człowieku. Znał ludzi z półświatka, znał przyzwyczajenia czarodziei, którzy mieli więcej do ukrycia niż chcieli pokazać, miał wszystkie narzędzia niezbędne do tego, żeby wyciągnąć okruszynki informacji. Nie dziś, to jutro. Nie jutro - pojutrze. Tydzień. Dawał sobie normalnie o wiele więcej czasu - Bletchley był człowiekiem, który mógłby coś takiego robić i rok - ale zazwyczaj dawał sobie miesiąc. Z bardzo prostej przyczyny - zazwyczaj jeśli ktoś dzielił się informacjami, to w przeciągu miesiąca miałeś szansę zaobserwować pewne normy. Albo właśnie próbę wprowadzenia chaosu. Ile razy w tygodniu przekazywane są informacje? Albo może raz na miesiąc? Tydzień. Teraz musiał wystarczyć tydzień, włącznie ze sprawdzeniem, Z KIM się Archie kontaktował (o ile w ogóle) zanim i tak przejdzie do bezpośrednich działań.
Obserwacja Archiego włącznie z aurowidzeniem
Slaby sukces...
Akcja nieudana