Stał przed windami i czekał, aż któraś zjedzie do Atrium, a głos stryja powtarzał w jego głowie instrukcje poruszania się. Ten Departament na tym piętrze, tamten Departament na tym. Ty musisz pojechać windą tu, iść tu, skręcić tam i wejść tu. Jak nie będziesz wiedział, pytaj. Czekał na te windę, wpatrzony w sufit, a palce dudniły mu w kieszeni kurtki, ruszając się w rytm jakiejś melodii, której nawet on nie kojarzył.
Zdążył jeszcze doliczyć do trzynastu, gdy windą w końcu się pojawiła, zrobiła ciche dzyń i otworzyła drzwi. Nikolai wszedł do środka, wcisnął guzik z numerem piętra, na które potrzebował się dostać, i oparł się o tylną ściankę. Minęło dziesięć sekund. Drzwi zaczęły się zasuwać.
Windą zamknęła się już do połowy, gdy Nikolai dostrzegł czarodzieja, zbliżającego się szybkim krokiem. Chłopak swoim ojcem nie był i nie miał zamiaru patrzeć obojętnie, jak windą zamknie się temu mężczyźnie tuż przed nosem, więc wyciągnął rękę i wcisnął przycisk, przez który drzwi znów zaczęły się rozsuwać. Czarodziej wszedł do windy.
Po wciśnięciu guzika ze wspomnianą jedynką musieli odczekać kolejne dziesięć sekund. Nie pojawił się nikt więcej, by do nich dołączyć, więc tym razem windą zamknęła się do końca, szarpnęła lekko, światło zamrugał i winda ruszyła, trzeszcząc cicho. Nikolai zmarszczył brwi i przesunął wzrokiem po suficie windy. Czy ona powinna tak działać? A jeśli coś było nie tak? Westchnął cicho. Jego dłonie zaciskały się i rozluźniały w kieszeniach.
Nieładnie było tak się gapić na nieznajomych ludzi i Nikolai przez całe swoje życie starał się pamiętać i stosować do tej zasady, ale tym razem nie mógł poradzić nic na to, że jego wzrok co chwila uciekał w stronę drugiego czarodzieja.
Facet, jak facet. Nikolai był absolutnie pewien, że nigdy wcześniej się nie spotkali, ale był równie pewien, że tę twarz gdzieś widział. Nie mógł sobie jednak przypomnieć gdzie.
Winda wciąż trzeszczała i ruszała się powoli. Światło znowu mrugnęło.