05.04.2024, 21:50 ✶
Uśmiechnął się szeroko, gdy przewiązał sobie rękawy kolorowego swetra pod szyją. Wzór, nawet jeśli w większości schowany za plecami, przebrzmiewał w zestawianiu z resztą stroju, robiąc to, co było mu przeznaczone; ściągając uwagę na twarz Anthony'ego.
— Czasem chwilowy dyskomfort jest wart większej satysfakcji na końcu drogi — odparł, wymuszając na swoim głosie równie gładki ton, chociaż tempo mówienia mogło wskazywać dla wytrawnego mówcy, że pauzy wcale nie wynikały z chęci nadania swym słowom większej wagi, a miały raczej na celu danie tych kilku milisekund, aby podjąć decyzję o tym, co powiedzieć, a co zachować dla siebie.
Zmarszczył czoło, gdy mężczyzna wspomniał o konkretnej odmianie wełny. W ogóle się na tym nie znał; zazwyczaj kierował się po prostu zmysłem dotyku lub sugestiami konsultantów w sklepach odzieżowych w magicznym Londynie. W tym przypadku dotyk działał jednak istne cuda, sprawiając, że wikunia na długo będzie krążyła w umyśle Erika. Oby tylko nie zapomniał o niej do powrotu. Przydałby mu się taki sweter na użytek własny w Anglii. Albo kilka swetrów.
— Masz gust — stwierdził prosto.
Przez chwilę rozważał porzucenie białej koszuli na rzecz swetra, jednak szybko zrezygnował z tego pomysłu; noce we Włoszech mogły być chłodne, ale najpierw trzeba było do niej dotrwać. A niezbyt mu się uśmiechało, aby paradować przez resztę dnia w przepoconym swetrze. Takim o to sposobem, ubranie wylądowało, podobnie jak w przypadku Shafiqa, na jego plecach. Przynajmniej od czasu, aż słońce nie zniknie za wzgórzami, a na niebie nie pojawią się pierwsze gwiazdy. Biała koszula, biały sweter przewiązany przy szyi, ciemne spodnie i brązowe mokasyny. Chyba mogło być gorzej, prawda?
Jak większość przypadków teleportacji, sam akt przenoszenia w ciągu sekundy z miejsca na miejsca nie należał do najprzyjemniejszych. Erik momentalnie przeszyła igła bólu, jakby coś napierało na jego żołądek ze wszystkich stron, jednak lata podróżowania w ten sposób sprawiły, że dyskomfort objawił się u niego w formie skwaszonej miny niźli chęci zwrócenia drugiego śniadania do najbliższego kosza na śmieci. Cóż, taka była cena ekspresowych wycieczek.
Zmrużył na moment oczy, przyzwyczajając się do nagłej zmiany natężenia światła słonecznego; w apartamencie panował przyjemny półmrok, zwłaszcza po zaciągnięciu zasłon w głównym pokoju. Rozejrzał się powoli na prawo i lewo, chłonąc atmosferę tego miejsca. Czuł się nieco przytłoczony; od początku wyjazdu raczej nie spędzali zbyt dużo czasu w miejscach publicznych, chyba że Anthony stwierdzał, że woli jeść na mieście niż na stołówce przeznaczonej dla dyplomatów w budynku, gdzie toczyły się negocjacje. A tutaj wręcz roiło się od ludzi, przynajmniej w okolicy kawiarenki.
— Naprawdę myślisz, że trzeba mi o tym przypominać? — rzucił z wyraźną nutą sarkazmu w głosie. Westchnął przeciągle, jakby wydechem ciepłego powietrza odsuwał od siebie wszystkie pomysły na ewentualne figle i psoty w miejscu publicznym. — Niech będzie, tatku. Postaram się powstrzymać od takich wpadek, ale różdżkę będę miał w pogotowiu.
Wywrócił teatralnie zielonymi oczętami, przyspieszając nieco kroku, aby zrównać się z Anthonym. Nie musiał go upominać o zakazie używania magii w obecności mugoli. Wprawdzie mógł to robić z obawy, że Erik nie wiedział, że sytuacja we Włoszech była praktycznie taka sama, jak na Wyspach Brytyjskich, jednak... To przecież była podstawowa zasada panująca w ich społeczności. Nawet gdyby na kontynencie można było swobodnie czarować przy niemagach, to Longbottom i tak by czuł wewnętrzny sprzeciw. Był zbyt przyzwyczajony do tego, aby kryć się ze swym pochodzeniem w niemagicznych dzielnicach miasta. Z czym do ludzi, panie Shafiq?
— Jesteśmy widoczni jak na dłoni. Tragiczne miejsce na obronę — zauważył, ignorując chwilowo oczywiste walory estetyczne otaczającej ich scenerii. — Myślałem, że wylądujemy w jakimś zaklętym amfiteatrze, a nie na środku rynku miejskiego. Nie, żebym narzekał. — Uciekł wzrokiem w bok, aby zaraz znowu skrzyżować spojrzenia z Anthony'm. — Wyglądasz na kogoś, kto lubi podniosłe miejsca. Takie, które są świadectwem określonej idei czy historii samej w sobie.
Nie pierwszy raz brał udział w przedstawieniu na świeżym powietrzu; obracanie się w angielskiej socjecie poniekąd wymagało tego, aby być gotowym na każdą formę rozrywki. Mimo to preferował zamknięte ośrodki teatralne, gdzie można było zyskać, chociaż częściową anonimowość przy zgaszonych światłach, siedząc w prywatnej loży. Pocieszające było poniekąd to, że tutaj prywatność zapewniało im pochodzenie. Szanse na to, że natkną się na kogoś z Anglii, były doprawdy minimalne. Z drugiej strony, świat lubił zaskakiwać, czyż nie?
— Skoro tak mówisz. — Wsunął się na miejsce obok Anthony'ego. W gruncie rzeczy ponadprzeciętny wzrost stanowił w tym przypadku przewagę dla nich obu. Wprawdzie Erik był nieco wyższy, tak oboje mogliby przesiąść się na tył widowni i teoretycznie dalej mieliby całkiem dobry widok. — W przerwach. Jestem prawie pewny, że większość treści idzie wyłapać z maniery mówienia i gry twarzą. — O, naiwności. — Czyż nie jest to naturalny element ścieżki rozwoju? Próba zburzenia autorytetu nauczyciela poprzez sprawdzenie własnej biegłości w danym temacie? Rzucenie wyzwania mistrzowi, zderzenie pasji młodości z murem wiedzy poprzednich pokoleń mentorów?
Chciał kontynuować, ale w porę ugryzł się w język. Gdyby chcieli wdać się w kolejną wielopoziomową wymianę zdań, zostaliby w hotelu, racząc się winem i figami. Teraz byli tu w innym celu, toteż i ton rozmowy mógł ulec zmianom, aby dostosować się do nowej sytuacji i panujących warunków. Podczas występu i tak nie będą mieli zbytnio szansy wymieniać między sobą długich monologów.
— Czasem chwilowy dyskomfort jest wart większej satysfakcji na końcu drogi — odparł, wymuszając na swoim głosie równie gładki ton, chociaż tempo mówienia mogło wskazywać dla wytrawnego mówcy, że pauzy wcale nie wynikały z chęci nadania swym słowom większej wagi, a miały raczej na celu danie tych kilku milisekund, aby podjąć decyzję o tym, co powiedzieć, a co zachować dla siebie.
Zmarszczył czoło, gdy mężczyzna wspomniał o konkretnej odmianie wełny. W ogóle się na tym nie znał; zazwyczaj kierował się po prostu zmysłem dotyku lub sugestiami konsultantów w sklepach odzieżowych w magicznym Londynie. W tym przypadku dotyk działał jednak istne cuda, sprawiając, że wikunia na długo będzie krążyła w umyśle Erika. Oby tylko nie zapomniał o niej do powrotu. Przydałby mu się taki sweter na użytek własny w Anglii. Albo kilka swetrów.
— Masz gust — stwierdził prosto.
Przez chwilę rozważał porzucenie białej koszuli na rzecz swetra, jednak szybko zrezygnował z tego pomysłu; noce we Włoszech mogły być chłodne, ale najpierw trzeba było do niej dotrwać. A niezbyt mu się uśmiechało, aby paradować przez resztę dnia w przepoconym swetrze. Takim o to sposobem, ubranie wylądowało, podobnie jak w przypadku Shafiqa, na jego plecach. Przynajmniej od czasu, aż słońce nie zniknie za wzgórzami, a na niebie nie pojawią się pierwsze gwiazdy. Biała koszula, biały sweter przewiązany przy szyi, ciemne spodnie i brązowe mokasyny. Chyba mogło być gorzej, prawda?
~~*~~
Jak większość przypadków teleportacji, sam akt przenoszenia w ciągu sekundy z miejsca na miejsca nie należał do najprzyjemniejszych. Erik momentalnie przeszyła igła bólu, jakby coś napierało na jego żołądek ze wszystkich stron, jednak lata podróżowania w ten sposób sprawiły, że dyskomfort objawił się u niego w formie skwaszonej miny niźli chęci zwrócenia drugiego śniadania do najbliższego kosza na śmieci. Cóż, taka była cena ekspresowych wycieczek.
Zmrużył na moment oczy, przyzwyczajając się do nagłej zmiany natężenia światła słonecznego; w apartamencie panował przyjemny półmrok, zwłaszcza po zaciągnięciu zasłon w głównym pokoju. Rozejrzał się powoli na prawo i lewo, chłonąc atmosferę tego miejsca. Czuł się nieco przytłoczony; od początku wyjazdu raczej nie spędzali zbyt dużo czasu w miejscach publicznych, chyba że Anthony stwierdzał, że woli jeść na mieście niż na stołówce przeznaczonej dla dyplomatów w budynku, gdzie toczyły się negocjacje. A tutaj wręcz roiło się od ludzi, przynajmniej w okolicy kawiarenki.
— Naprawdę myślisz, że trzeba mi o tym przypominać? — rzucił z wyraźną nutą sarkazmu w głosie. Westchnął przeciągle, jakby wydechem ciepłego powietrza odsuwał od siebie wszystkie pomysły na ewentualne figle i psoty w miejscu publicznym. — Niech będzie, tatku. Postaram się powstrzymać od takich wpadek, ale różdżkę będę miał w pogotowiu.
Wywrócił teatralnie zielonymi oczętami, przyspieszając nieco kroku, aby zrównać się z Anthonym. Nie musiał go upominać o zakazie używania magii w obecności mugoli. Wprawdzie mógł to robić z obawy, że Erik nie wiedział, że sytuacja we Włoszech była praktycznie taka sama, jak na Wyspach Brytyjskich, jednak... To przecież była podstawowa zasada panująca w ich społeczności. Nawet gdyby na kontynencie można było swobodnie czarować przy niemagach, to Longbottom i tak by czuł wewnętrzny sprzeciw. Był zbyt przyzwyczajony do tego, aby kryć się ze swym pochodzeniem w niemagicznych dzielnicach miasta. Z czym do ludzi, panie Shafiq?
— Jesteśmy widoczni jak na dłoni. Tragiczne miejsce na obronę — zauważył, ignorując chwilowo oczywiste walory estetyczne otaczającej ich scenerii. — Myślałem, że wylądujemy w jakimś zaklętym amfiteatrze, a nie na środku rynku miejskiego. Nie, żebym narzekał. — Uciekł wzrokiem w bok, aby zaraz znowu skrzyżować spojrzenia z Anthony'm. — Wyglądasz na kogoś, kto lubi podniosłe miejsca. Takie, które są świadectwem określonej idei czy historii samej w sobie.
Nie pierwszy raz brał udział w przedstawieniu na świeżym powietrzu; obracanie się w angielskiej socjecie poniekąd wymagało tego, aby być gotowym na każdą formę rozrywki. Mimo to preferował zamknięte ośrodki teatralne, gdzie można było zyskać, chociaż częściową anonimowość przy zgaszonych światłach, siedząc w prywatnej loży. Pocieszające było poniekąd to, że tutaj prywatność zapewniało im pochodzenie. Szanse na to, że natkną się na kogoś z Anglii, były doprawdy minimalne. Z drugiej strony, świat lubił zaskakiwać, czyż nie?
— Skoro tak mówisz. — Wsunął się na miejsce obok Anthony'ego. W gruncie rzeczy ponadprzeciętny wzrost stanowił w tym przypadku przewagę dla nich obu. Wprawdzie Erik był nieco wyższy, tak oboje mogliby przesiąść się na tył widowni i teoretycznie dalej mieliby całkiem dobry widok. — W przerwach. Jestem prawie pewny, że większość treści idzie wyłapać z maniery mówienia i gry twarzą. — O, naiwności. — Czyż nie jest to naturalny element ścieżki rozwoju? Próba zburzenia autorytetu nauczyciela poprzez sprawdzenie własnej biegłości w danym temacie? Rzucenie wyzwania mistrzowi, zderzenie pasji młodości z murem wiedzy poprzednich pokoleń mentorów?
Chciał kontynuować, ale w porę ugryzł się w język. Gdyby chcieli wdać się w kolejną wielopoziomową wymianę zdań, zostaliby w hotelu, racząc się winem i figami. Teraz byli tu w innym celu, toteż i ton rozmowy mógł ulec zmianom, aby dostosować się do nowej sytuacji i panujących warunków. Podczas występu i tak nie będą mieli zbytnio szansy wymieniać między sobą długich monologów.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞