05.04.2024, 21:51 ✶
No cóż. Naprawdę nie mógł się kłócić z tą logiką. Zwłaszcza, że prywatnie był dużym fanem warzyw, głównie ze względu na to, że jednocześnie był dużym antyfanem mięsa. No i zdecydowanie było to praktyczne. Nie spodziewał się jednak, że Brenna mówiła to wszystko na poważnie. Spodziewał się raczej jakiegoś głupiego gryfońskiego żartu na biednym Krukonie. Najwyraźniej się pomylił. Ale na swoje usprawiedliwienie kto normalny wolałby bukiet z warzyw od bukietów kwiatów, nawet jeśli to ostatnie było zdecydowanie mniej praktyczne. Chyba tylko Longbottom.
– A bukiet z czekoladowym warzyw? – zapytał, czując niezrozumiała potrzebę, by pojąć rozumowanie czarownicy, jeśli chodziło o ranking bukietów. Miał tylko nadzieję, że Brenna pozostanie przy kwiatach, czekoladkach, lub warzywach i nigdy nie przyjdzie tutaj mówiąc, że jakiś mięsożerny bukiet poodgryzał jej wszystkie palce.
– Oczywiście, że może zejść w odpowiedni sposób – Zmarszczył brwi, próbując jednocześnie udawać, że wcale nie słyszał komentarza na temat taktycznego spadania z dużych wysokości. – Na przykład w taki kontrolowany przez magimedyków.– Gdyby znał ją lepiej i byłby pewny, że nie zrobiłoby jej się słabo od tego opisu, to opowiedziałby, jak bardzo cieszył się w momencie, gdy pierwszy raz mógł obserwować, jak uczący go magimedycy musieli nieco pomóc skórze zejść z ręki biednego pacjenta. Przecież to było takie fajne przeżycie. Fajne, dla przypatrujących się temu uczniów. Dla pacjenta już niekoniecznie.
– To dobrze. I nie czujesz... Żadnego mrowienia? Lub nagłego gorąca? Zimna? – spytał, rozpatrując wszystkie możliwe scenariusze, nie myślał o skutkach ubocznych, które mogłyby zwiastować. I co powinien teraz zrobić? Środek działał, więc najlepiej byłoby go dalej stosować, ale jednocześnie martwił się tą parą i nie chciał za bardzo ryzykować. Gdyby chodziło o jego rękę, to pewnie po prostu by kontynuował, zbyt ciekawy tego, co będzie dalej. Niestety zraniona ręką należała jednak do pacjentki, a on jednak wołał nie igrać z losem jeśli chodziło o ciała jego pacjentów. Chwycił kolejny eliksir o lekkim, kwiecistym zapachu, i delikatnie spryskał nim całą powieszchnie skóry czarownicy, licząc że zablokuje to wdawanie się eliksiru, z którego dalej musiał skorzystać, w reakcję z rana. I rzeczywiście. Następna plama już nie parowała. I jeszcze następna. Chyba mógł tu mówić o małym zwycięstwie?
– A bukiet z czekoladowym warzyw? – zapytał, czując niezrozumiała potrzebę, by pojąć rozumowanie czarownicy, jeśli chodziło o ranking bukietów. Miał tylko nadzieję, że Brenna pozostanie przy kwiatach, czekoladkach, lub warzywach i nigdy nie przyjdzie tutaj mówiąc, że jakiś mięsożerny bukiet poodgryzał jej wszystkie palce.
– Oczywiście, że może zejść w odpowiedni sposób – Zmarszczył brwi, próbując jednocześnie udawać, że wcale nie słyszał komentarza na temat taktycznego spadania z dużych wysokości. – Na przykład w taki kontrolowany przez magimedyków.– Gdyby znał ją lepiej i byłby pewny, że nie zrobiłoby jej się słabo od tego opisu, to opowiedziałby, jak bardzo cieszył się w momencie, gdy pierwszy raz mógł obserwować, jak uczący go magimedycy musieli nieco pomóc skórze zejść z ręki biednego pacjenta. Przecież to było takie fajne przeżycie. Fajne, dla przypatrujących się temu uczniów. Dla pacjenta już niekoniecznie.
– To dobrze. I nie czujesz... Żadnego mrowienia? Lub nagłego gorąca? Zimna? – spytał, rozpatrując wszystkie możliwe scenariusze, nie myślał o skutkach ubocznych, które mogłyby zwiastować. I co powinien teraz zrobić? Środek działał, więc najlepiej byłoby go dalej stosować, ale jednocześnie martwił się tą parą i nie chciał za bardzo ryzykować. Gdyby chodziło o jego rękę, to pewnie po prostu by kontynuował, zbyt ciekawy tego, co będzie dalej. Niestety zraniona ręką należała jednak do pacjentki, a on jednak wołał nie igrać z losem jeśli chodziło o ciała jego pacjentów. Chwycił kolejny eliksir o lekkim, kwiecistym zapachu, i delikatnie spryskał nim całą powieszchnie skóry czarownicy, licząc że zablokuje to wdawanie się eliksiru, z którego dalej musiał skorzystać, w reakcję z rana. I rzeczywiście. Następna plama już nie parowała. I jeszcze następna. Chyba mógł tu mówić o małym zwycięstwie?