06.04.2024, 06:50 ✶
Ataraxia funkcjonowała jak chciała, albo raczej jak sobie tego Ambrosia zażyczyła. Szyld znajdujący się w oknie grzecznie informował, że jeśli gabinet jest otwarty to zaprasza serdecznie, a jeśli nie to poleca się wysłać sowę z opisem dręczącego problemu. Potem natomiast znajdował się dopisek, że na wszystkie listy odpowiada (co oczywiście nie było prawdą) i inne miłe pierdoły, które miały ludzi zachęcić. Tabliczka wisząca na drzwiach wejściowych przewracana była na otwarte, kiedy blondynka miała czas, albo zwyczajnie jej się nudziło
Dzisiejszy dzień niestety, należał do tych z drugiego rodzaju. A na domiar złego, na Nokturnie panowała jakaś stypa i dzwoneczek nad drzwiami nie zabrzęczał już nad nią od dłuższego czasu. Pewnie dlatego, kiedy wreszcie radosne brzęczenie rozległo się wraz z nadejściem Bagshota, grała właśnie w korytarzu w kręgle swoją kryształową kulą od Louvaina. Zawsze to z jego prezentami obchodziła się tak nieostrożnie, zbytnio nie przejmując się tym, czy cokolwiek się z nimi stanie, bo powiedzmy sobie szczerze - nie miały dla niej żadnej realnej wartości, poza galeonami które w nie wpakował, a to stawiało je na półce gorszego sortu. Ustawione na końcu przedpokoju drewniane i łatwe do przewrócenia bibeloty z łatwością poddały się uderzeniu kryształem, jak jeden mąż padając na ziemię, wraz z radosnym klaśnięciem w dłonie blondynki, zanim ta rozchyliła zasłonę prowadzącą z gabinetu do przedpokoju i wreszcie zaszczyciła klienta swoją obecnością.
Ubrana była do pracy, bo jeśli ktoś ją znał, wiedział że ciuchy często traktowała w kategoriach odgrywania swoich małych przedstawień, a Lady Macaria to było całe przedstawienie teatralne i to w pierwszym rzędzie. Każdy skrawek materiału wydawał się uszyty z ciężkiego rodzaju tkaniny w ciemnym, głębokim kolorze, który częściowo wtapiał ją w półmrok całego pomieszczenia, w którego wchodziło się przez drzwi frontowe. Fioletowa sukienka była luźna i absolutnie niemodna jak na standardy czarodziejskiej socjety, ale powiedzmy sobie szczerze - po pierwsze to był Nokturn, a po drugie nawet czarodzieje traktowali w większości wróżbiarstwo za tandetne, utożsamiane z dziwakami, naiwniakami i cyganami. I może przez to ile sama spędziła swojego czasu w romskich wozach, podświadomie celowała w te klimaty - zarówno z czystej do nich sympatii, jak i dla lepszego nabierania wszystkich tych, którzy postanowili do Ataraxii nabrać.
Poprawiła delikatny, opalizujący kolorami szal, który znajdował się na jej ramionach, lustrując mężczyznę spojrzeniem, gotowa grzecznie się z nim przywitać, ale podobnie jak on, na moment zawiesiła się, chwytając jednej konkretnej myśli, która pojawiła się w jej głowie. Bo jego twarz wyglądała przecież trochę znajomo. Chyba? Tak jej się wydawało i potrzebowała paru uderzeń serca, żeby jakoś umiejscowić ją w czasie.
- Panicz Bagshot - parsknęła rozbawiona nieco tym poziomem kurtuazji. Z tego co pamiętała, był na roku z Millie i kiedy o tym myślała, nie mogła mimowolnie zestawić tej dwójki i sposobu w jaki się ze światem komunikowali. - Wciąż panna. Lady Macaria lepiej sprawdza się jako niezamężna osobistość. Niektórzy wierzą, że pomaga to w przywoływaniu duchów, inni że wróżby nie są stronnicze. - machnęła ręką; najpierw niedbale ustosunkowując się do tego co powiedziała, a potem wskazując mu, żeby wybrał sobie miejsce i się nie krępował. Ona też usiadła, zajmując miejsce na kanapie. - Szczerze to nie sądziłam, że zobaczę dzisiaj znajomą twarz. Ale to nawet całkiem ciekawe i oh, wystarczy sama Ambrosia, tak na wszelki wypadek. Powiedz, co cię tu sprowadza. Albo lepiej! Powiedz, co ciekawego ostatnio porabiasz, bo zanudzam się dzisiaj okropnie.
Dzisiejszy dzień niestety, należał do tych z drugiego rodzaju. A na domiar złego, na Nokturnie panowała jakaś stypa i dzwoneczek nad drzwiami nie zabrzęczał już nad nią od dłuższego czasu. Pewnie dlatego, kiedy wreszcie radosne brzęczenie rozległo się wraz z nadejściem Bagshota, grała właśnie w korytarzu w kręgle swoją kryształową kulą od Louvaina. Zawsze to z jego prezentami obchodziła się tak nieostrożnie, zbytnio nie przejmując się tym, czy cokolwiek się z nimi stanie, bo powiedzmy sobie szczerze - nie miały dla niej żadnej realnej wartości, poza galeonami które w nie wpakował, a to stawiało je na półce gorszego sortu. Ustawione na końcu przedpokoju drewniane i łatwe do przewrócenia bibeloty z łatwością poddały się uderzeniu kryształem, jak jeden mąż padając na ziemię, wraz z radosnym klaśnięciem w dłonie blondynki, zanim ta rozchyliła zasłonę prowadzącą z gabinetu do przedpokoju i wreszcie zaszczyciła klienta swoją obecnością.
Ubrana była do pracy, bo jeśli ktoś ją znał, wiedział że ciuchy często traktowała w kategoriach odgrywania swoich małych przedstawień, a Lady Macaria to było całe przedstawienie teatralne i to w pierwszym rzędzie. Każdy skrawek materiału wydawał się uszyty z ciężkiego rodzaju tkaniny w ciemnym, głębokim kolorze, który częściowo wtapiał ją w półmrok całego pomieszczenia, w którego wchodziło się przez drzwi frontowe. Fioletowa sukienka była luźna i absolutnie niemodna jak na standardy czarodziejskiej socjety, ale powiedzmy sobie szczerze - po pierwsze to był Nokturn, a po drugie nawet czarodzieje traktowali w większości wróżbiarstwo za tandetne, utożsamiane z dziwakami, naiwniakami i cyganami. I może przez to ile sama spędziła swojego czasu w romskich wozach, podświadomie celowała w te klimaty - zarówno z czystej do nich sympatii, jak i dla lepszego nabierania wszystkich tych, którzy postanowili do Ataraxii nabrać.
Poprawiła delikatny, opalizujący kolorami szal, który znajdował się na jej ramionach, lustrując mężczyznę spojrzeniem, gotowa grzecznie się z nim przywitać, ale podobnie jak on, na moment zawiesiła się, chwytając jednej konkretnej myśli, która pojawiła się w jej głowie. Bo jego twarz wyglądała przecież trochę znajomo. Chyba? Tak jej się wydawało i potrzebowała paru uderzeń serca, żeby jakoś umiejscowić ją w czasie.
- Panicz Bagshot - parsknęła rozbawiona nieco tym poziomem kurtuazji. Z tego co pamiętała, był na roku z Millie i kiedy o tym myślała, nie mogła mimowolnie zestawić tej dwójki i sposobu w jaki się ze światem komunikowali. - Wciąż panna. Lady Macaria lepiej sprawdza się jako niezamężna osobistość. Niektórzy wierzą, że pomaga to w przywoływaniu duchów, inni że wróżby nie są stronnicze. - machnęła ręką; najpierw niedbale ustosunkowując się do tego co powiedziała, a potem wskazując mu, żeby wybrał sobie miejsce i się nie krępował. Ona też usiadła, zajmując miejsce na kanapie. - Szczerze to nie sądziłam, że zobaczę dzisiaj znajomą twarz. Ale to nawet całkiem ciekawe i oh, wystarczy sama Ambrosia, tak na wszelki wypadek. Powiedz, co cię tu sprowadza. Albo lepiej! Powiedz, co ciekawego ostatnio porabiasz, bo zanudzam się dzisiaj okropnie.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror