Czy dla siebie też nie chciał podobnego scenariusza? Niewykluczone. Nie powiedział tego nawet Robertowi, że zostanie tutaj do swojej śmierci. Jedynie zaznaczył, że zatrzyma się na dłużej. Kilka lat? W zależności od tego, jak potoczy się sytuacja w ich rodzinie, w mieście, w polityce, w organizacji, do której należał brat. Zależne to było w sumie od wszystkiego. Zbyt wcześnie myśleć o swojej przyszłości, związanej z tym miejscem. Ale nie jest to dla nich dwojga dom, w którym chcieliby spędzić resztę życia. Richard może by zrobił wyjątek, chcąc cały czas towarzyszyć bratu.
- Możliwe.Uciął krótko. Nie zdradzając po sobie czy faktycznie tak mogło być, czy też nie. Najważniejsze w tym wszystkim był fakt, że ojca z nimi już nie było. Nie ustawiał im życia, nie próbował czegokolwiek na nich wymuszać. Niby mogli być wolni, ale nie do końca. Testament jaki zdążył sporządzić Francis za plecami Roberta, zaskoczył ich mocno.
Może i Violet jest kobietą, silniejszą z charakteru niż ich nieżyjąca już od lat matka, w położeniu swoich sytuacji zza życia Francisa, rozumieli się jako rodzeństwo, to Richard bardziej związany był z bratem. Często mu pomagał, był najbliżej? Mimo odległości. Lepiej się rozumieli. Wspierali. Może tak też działała bliźniacza więź między nimi? Violet jako ta najstarsza, była w sumie dla Richarda przykładem, że można odciąć się od woli ojca, ale jakim kosztem? Wymagało to sporej odwagi, chęci dążenia do osiągnięcia własnego celu.
Nie jego interes. Prawda. Na jej słowa uśmiechnął się i po chwili zaciągnął papierosem, słuchając jej kolejnej odpowiedzi. Nie musiał o to pytać, nie musiał interesować się jej sytuacją życiową, majątkową czy inną. Ale skoro wróciła tutaj, coś może było na rzeczy? Były sprawy, które musiała załatwić tutaj? Richard też wracał z takich powodów.
- Przynajmniej wychowywanie masz za sobą.Przyznał jej rację. Dorosłe dzieci mogące już zadbać o sobie, był na plus. Same doświadczały już prawdziwego życia, nie polegając za bardzo na rodzicu. Jedynie najmłodsze, które dopiero teraz kończyły szkoły magii, wymagały jeszcze rodzicielskiego wsparcia.
Strzepnął popiół z papierosa do popielniczki i jakby na sekundę się zawiesił, kiedy usłyszał słowo ”dług”. Spojrzał uważnie na Violet. Jakim cudem do tego doprowadziła? Dopuściła? Według niego, nie podobne to było do niej, aby pozwolić sobie na taką sytuację.
- Oby.
Odparł krótko na jej słowa. Chcąc wierzyć, że faktycznie z bratem nie powinni przejmować się jej zadłużeniami. Oby, tylko nie pociągnęło to za sobą również ich. Sama wiedziała jak stoi sytuacja całej ich gałęzi w rodzinie, po tym jak ojciec zadeklarował rodzinne odejście z Ministerstwa Magii, wynosząc dokumenty z Departamentu Tajemnic. Nie byli już tak bogaci jak kiedyś. Oby więc udało się jej rozwiązać problem z zadłużeniem. Czy może potrzeba zrobić coś, co sprawi, że ten dług się zmniejszy?
- Jeżeli jednak będziesz potrzebowała z tym jakiekolwiek pomocy czy porady, po prostu powiedz.
Dodał informacyjnie. Skoro mieli wspomagać siostry, dał jej tutaj zielone światło, że mogłaby się do niego zwrócić o pomoc, gdyby takowej faktycznie potrzebowała. Wspólnie może coś zaradzą.
Oparł się na powrót plecami o oparcie kanapy.
- Robert potrzebował, abym pomógł mu w paru sprawach. A że kilka z nich wymaga większej uwagi, zdecydowałem się wrócić tutaj na dłużej.
Bez szczegółów, ogólnikowo udzielił odpowiedzi, niczego po sobie nie zdradzając, jakoby miało się palić i walić. To, co miało miejsce w ostatnim miesiącu, pozostaje tylko między braćmi. To były sprawy dość delikatne, niedozwolone raczej do uszu nawet niektórym członkom rodziny. Tajemnicą nie było, że ich podróż zahaczyła o Francję. Skoro Violet chciała zmienić temat, możliwe że nie wybrała dobrego kierunku jego rozwinięcia. Richard nie wspomniał jednak o jednym, że planował porzucić dotychczasową pracę aurora w Norwegii. Nie planował nawet wspomnieć o tym, że co prawda obiecał swój powrót bratu.