Rozważał, czy chciał badać dalej sprawę bardziej namacalnie, czy przejść od razu do konkretów. Rozważał, jakim człowiekiem jest osoba, której codzienne życie poznawał. Osoba, której brakowało znajomych, brakowało przyjaciół, do której w przeciągu tygodnia nie zajrzała nawet rodzina. Kończył się miesiąc, a Cain nie chciał ryzykować, że jakiś cenne informacje mogłyby wyciec różnymi sposobami, których kontrolować nie mógł. Przede wszystkim dlatego, że nie mógł być w kilku miejscach na raz i nie mógł mieć tego miejsca ani Archiego na oku przez cały czas. Najchętniej zaś chciał mieć na niego dwoje oczu. Czy jakieś wiadomości wylatywały specjalne wraz z jego sową, a może przylatywały? Albo jeśli się z kimś spotykał, to akurat tylko raz na dwa tygodnie, albo nie spotykał się wcale.
Archibaldzie Sparrow, kim jesteś?
Kiedy 25 Archibald poszedł kolejny wieczór do pracy, Cain poszedł do jego mieszkania. Nie spodziewał się wielkich zagrożeń, pułapek na drzwiach, skomplikowanych zamków, które nie pozwolą mu się dostać do środka. Przynajmniej nie spodziewał się takich, z którymi nie potrafiłby sobie poradzić. Nie przystoi to aurorowi, ale jeszcze nie było takiego miejsca, gdzie zamartwiałby się tym, co mu przystoi a co nie, kiedy był sam, kiedy miał wolną rękę działania. Tym bardziej, kiedy był poza godzinami pracy. Odczekał z pół godziny, żeby się upewnić, że mężczyzna nie zwróci, bo zapomniał zegarka, dokumentów czy ulubionej chustki z domu i ruszył do jego mieszkania.
Dbał o to, żeby nie zostawiać żadnych śladów swojej obecności, chociaż najpierw ocenił, jak bardzo musi o to dbać. W końcu to wszystko było grą czasu. Nie spodziewał się pedantyzmu, ale ludzie potrafili zadziwić. Dzienniki, listy, papierki, zwitki, nawet kosz na śmieci, w którym były papiery, szczególnie takie, które mogły być potargane i nie zostały spalone. Ślady magii - ten specyficzny smród czarnej magii, może był tutaj obecny, może ktoś odwiedził Archibalda i zrobił mu coś, zmusił do czegoś? Byłby o wiele bardziej zadowolony nie musząc temu człowiekowi wchodzić do głowy z uwagi już na swoją własną wygodę, a idąc poprzez to, że takie rozwiązania były dobre, kiedy potrzebne były naprawdę na już. Człowiek, który nie był niczemu winny przecież niekoniecznie zasługiwał na to, żeby ktoś zwiedzał królestwo jego duszy. Bujało się to gdzieś pomiędzy zdrowym egoizmem, a tym, że ten człowiek był już wystarczająco mocno ometkowany jako zbędny element prowadzonej gry.
Przeszukał więc szczegółowo i ostrożnie jego mieszkanie, dał sobie na to kilka godzin, żeby czasem Archie nie przyłapał go tutaj wracając z pracy. Starał się, żeby wszystko zostało przy tym na swoim miejscu.
Rzut na wyszukiwanie informacji w domu Archiego
Slaby sukces...
Akcja nieudana