06.04.2024, 15:35 ✶
Było coś dziwnego, w jaki sposób Anthony patrzył na dąsającego się Isaaca. Można było uznać ów błąkający się po twarzy uśmiech potraktować bardzo cynicznie, wręcz jako jawne okazywanie lekceważenia. W żaden sposób Shafiq nie próbował zrobić na młokosie dobrego wrażenia, podlizać mu się, pokazać od jak najlepszej strony. On nawet nie był krupierem, on był kasynem, który patrzył na dziecko wkraczające do jaskini zepsucia i hazardu z pierwszą wypłatą. Nie potrzebował w żaden sposób podkupić młodego, zyskać jego sympatię z tego prostego względu, że mu na niej nie zależało. Bagshot miał w sobie iskrę, ale zasięgi Anthony'ego nie ograniczały się do angielskiego społeczeństwa. Podróżował, miał kontakty, mógł takich Isaacow mieć na pęczki, ściągniętych chociażby ze Stanów, których jałowa ziemia przynosiła wielu idiotów, ale za to użytecznych idiotów łatwych do zmanipulowania.
Kto znał Anthony'ego rozpoznałby błysk w szarym oku, gdy buńczuczny stażysta po raz kolejny zarzekał się, że nie będzie zastraszał biednej panny Stanhope, ani też szukał na nią teczki. Rozpoznałby drżenie lewego kącika ust, które dyplomata zwykł mieć na widok małych, obślizgłych smoków, które właśnie opuściły bezpieczną strefę wzmacnianej wapniowej skorupy jajka.
Znali się za krótko, ale kto wie, być może Isaac z czasem dokopie się do tego, dlaczego akurat jemu została przedstawiona propozycja Bardzo Szybkiego Awansu, dlaczego mimo uciążliwego gadulstwa nadal ze sobą rozmawiali.
Anthony nadgryzł tłuste ciastko, pozwalając na krótki moment rozlać się po języku otulającemu go słodkiemu syropowi, nim wytarł go chusteczką.
– Jak wspomniałem, wybór i realizacja prawie w całości złożona jest w Twoje ręce. – nawet nie wspomniał o tym, że Isaac ma być skuteczny, ani choćby o własnej opinii na temat tego na ile to jest istotna sprawa. Pewne działania już były zaplanowane, pewne wizyty, pewne punkty pobytu dyplomatki do zrealizowania.
Próba wymuszenia rozbawiła go niepomiernie. Stawianie warunków w wykonaniu Isaaca rozczulało go jak pierwsze próby polowań norweskich kolczastych.
– To jest zabawne, że moja ochota na w ten sposób zadane pytanie jest natychmiastowo zerowana, jeśli dajesz mu ramę żądania. Miękko, subtelnie Isaac, czasem nie trzeba wyważać drzwi. Czasem wystarczy nacisnąć klamkę. – instruował go. Był daleki do tego, żeby widzieć w nim substytut własnego potomstwa, nigdy by nie dopuścił aby jego dziecko było tak bestialsko rozbestwione, puszczone samopas, marnujące swój potencjał. Wciąż jednak chciał aby sprowadzony z Włoch scyzoryk był skuteczny w tym do czego miał zamiar go użyć.
– Pozwolę sobie zapomnieć więc ten szorstki wystrzał "warunku" na rzecz przyjemnego pytania, jakie dwoje wspólnie pracujących na rzecz Anglii pracowników Ministerstwa może sobie zadać, przy smacznym, jeszcze ciepłym lunchu – to mówiąc podsunął Isaacowi pod nos koszyk z naan, aby mógł skosztować wybranego przez siebie dipu. Nie czekając jednak na jego reakcję podjął dalej: –Jest pewna osoba, która przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o przyjacielu. Powodów są tysiące, tyleż samo ile sekund oddychaliśmy tym samym powietrzem, tyleż księżyców ile rozmyślałem jak mógłbym skrócić czas oczekiwania na kolejne spotkanie. Mógłbym powiedzieć, że najbardziej cenię w nim to, jak mimo upływu lat potrafi wciąż mnie zaskakiwać i rozbawiać. Prawdą jednak jest fakt, że to jedyna osoba, której mogę zaufać w pełni. To cenny i bardzo rzadki przywilej w dzisiejszych czasach. Niewielu może się takowym pochwalić.
Mimo, że sam zachęcał chwilę temu Isaaca do jedzenia, a stół wciąż uginał się pod ciężarem degustacyjnych mis, Anthony odsunął się od blatu i powrócił do shishy, ćmiąc brzoskwiniowy tytoń. – Pismo mówi, że kto przyjaciela znalazł ten skarb znalazł, i choć lubię gromadzić różne artefakty, wiem, że najcenniejszy z nich kroczy wolno, gdzieś tu, w naszej okolicy. A Ty Isaacu? Miałeś tyle szczęścia, żeby znaleźć skarb podczas swoich wypraw?
Kto znał Anthony'ego rozpoznałby błysk w szarym oku, gdy buńczuczny stażysta po raz kolejny zarzekał się, że nie będzie zastraszał biednej panny Stanhope, ani też szukał na nią teczki. Rozpoznałby drżenie lewego kącika ust, które dyplomata zwykł mieć na widok małych, obślizgłych smoków, które właśnie opuściły bezpieczną strefę wzmacnianej wapniowej skorupy jajka.
Znali się za krótko, ale kto wie, być może Isaac z czasem dokopie się do tego, dlaczego akurat jemu została przedstawiona propozycja Bardzo Szybkiego Awansu, dlaczego mimo uciążliwego gadulstwa nadal ze sobą rozmawiali.
Anthony nadgryzł tłuste ciastko, pozwalając na krótki moment rozlać się po języku otulającemu go słodkiemu syropowi, nim wytarł go chusteczką.
– Jak wspomniałem, wybór i realizacja prawie w całości złożona jest w Twoje ręce. – nawet nie wspomniał o tym, że Isaac ma być skuteczny, ani choćby o własnej opinii na temat tego na ile to jest istotna sprawa. Pewne działania już były zaplanowane, pewne wizyty, pewne punkty pobytu dyplomatki do zrealizowania.
Próba wymuszenia rozbawiła go niepomiernie. Stawianie warunków w wykonaniu Isaaca rozczulało go jak pierwsze próby polowań norweskich kolczastych.
– To jest zabawne, że moja ochota na w ten sposób zadane pytanie jest natychmiastowo zerowana, jeśli dajesz mu ramę żądania. Miękko, subtelnie Isaac, czasem nie trzeba wyważać drzwi. Czasem wystarczy nacisnąć klamkę. – instruował go. Był daleki do tego, żeby widzieć w nim substytut własnego potomstwa, nigdy by nie dopuścił aby jego dziecko było tak bestialsko rozbestwione, puszczone samopas, marnujące swój potencjał. Wciąż jednak chciał aby sprowadzony z Włoch scyzoryk był skuteczny w tym do czego miał zamiar go użyć.
– Pozwolę sobie zapomnieć więc ten szorstki wystrzał "warunku" na rzecz przyjemnego pytania, jakie dwoje wspólnie pracujących na rzecz Anglii pracowników Ministerstwa może sobie zadać, przy smacznym, jeszcze ciepłym lunchu – to mówiąc podsunął Isaacowi pod nos koszyk z naan, aby mógł skosztować wybranego przez siebie dipu. Nie czekając jednak na jego reakcję podjął dalej: –Jest pewna osoba, która przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o przyjacielu. Powodów są tysiące, tyleż samo ile sekund oddychaliśmy tym samym powietrzem, tyleż księżyców ile rozmyślałem jak mógłbym skrócić czas oczekiwania na kolejne spotkanie. Mógłbym powiedzieć, że najbardziej cenię w nim to, jak mimo upływu lat potrafi wciąż mnie zaskakiwać i rozbawiać. Prawdą jednak jest fakt, że to jedyna osoba, której mogę zaufać w pełni. To cenny i bardzo rzadki przywilej w dzisiejszych czasach. Niewielu może się takowym pochwalić.
Mimo, że sam zachęcał chwilę temu Isaaca do jedzenia, a stół wciąż uginał się pod ciężarem degustacyjnych mis, Anthony odsunął się od blatu i powrócił do shishy, ćmiąc brzoskwiniowy tytoń. – Pismo mówi, że kto przyjaciela znalazł ten skarb znalazł, i choć lubię gromadzić różne artefakty, wiem, że najcenniejszy z nich kroczy wolno, gdzieś tu, w naszej okolicy. A Ty Isaacu? Miałeś tyle szczęścia, żeby znaleźć skarb podczas swoich wypraw?