06.04.2024, 17:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2024, 17:47 przez Alexander Mulciber.)
- Może powinnaś zamknąc buzię, a nie oczy - burknął cicho Mulciber, bardziej sam do siebie, niż do Malfoy, potrząsając przy tym wściekle mazakiem, który nie dalej jak dzisiaj osobiście wypełnił najlepszym czerwonym atramentem dostępnym w Esach Floresach do sprzedaży wysyłkowej. Raz w życiu chciał zaufać technologii, i tyle z tego wyszło! Nie dość, że ustrojstwo było cholernie nieporęczne, to jeszcze “przerywało” podczas rysowania po kafelkach, zaburzając realizację jego artystycznej wizji.
Stuknął parę razy różdżką w gruby flamaster, rozkładając go powoli na części pierwsze, tak, że ostatecznie wyłuskał wkład z atramentem przypominający miniaturową buteleczkę. Może coś tam się zapchało w środku? Podniósł jednak oczy, kiedy Eden przygotowała się do deklamacji starożytnej inkantacji… Nawet się trochę udobruchał, bo przez ten jej podniosły wstęp liczył, że potraktowała swoje zadanie poważnie - była dziewczyną, a one umiały mówić ładnie wiersze i lubiły artystyczne rzeczy, więc powinna dać jakoś radę - ale Malfoy, oczywiście, wolała się z nim wcześniej kłócić o kolor obrzędowych świeczek, zamiast poświęcić trochę czasu na naukę prostej formułki!!
- Jak ty niby chcesz wskrzesić Potwora Slytherina, skoro sama brzmisz, jakbyś była kompletnie bez życia? - zapytał sceptycznie Axel. - Dykcja w porządku - dodał, tonem znawcy - ale ta twoja “podwórkowa łacina” to…
Zaklął głośno, bo kiedy zmaterializowała się przed nim jęcząca zjawa, przewrócił niechcący wkład z atramentem i oblał sobie ręce i koszulę.
- Próbujecie mnie wskrzesić? - zawołała radośnie Marta i wywinęła kolejnego fikołka w powietrzu, masując przy tym ucho, tak, jakby próbowała pozbyć się zalegającej w nim widmowej wody. Głucha, czy głupia?, pomyślał Axel. Duch dziewczyny zdawał się być dalej w wyjątkowo dobrym nastroju: może ktoś tak energicznie spłukał wodę w klozecie, że zamiast zwyczajowej wycieczki po aquaparku w annałach zamkowej kanalizacji trafiła na rejs turystyczny all inclusive do samej Atlantydy?, zastanowił się Mulciber.
Marta wydawała się kompletnie nieświadoma tego, że ktoś ją właśnie obrażał - tak, jakby zdołała wyłapać tylko co drugie słowo z zasłyszanej właśnie rozmowy - tak samo jak i tego, że jej łazienka miała się wkrótce stać portalem umożliwiającym powtórne przyjście Potwora Slytherina; jak już skończyła swoje lewitacyjne swawole, zawisła bowiem nad ich głowami, przypatrując się ciekawie poczynionym przez Eden i Alexa przygotowaniom. Wyglądała tak, jakby leżała na brzuchu niewidzialnym łóżku: rękami podparła brodę, i, uśmiechając się przez łzy, zaczęła machać radośnie nogami zgiętymi w kolanach - tak jakby Alexander nie skończył dopiero co kląć na czym świat stoi, a Eden nie wygłosiła tyrady wstrząsającej solipsyzmami hogwarckich sraczy! - dla martwej uczennicy, rytualny krąg wydał się koleżeńską posiadówą!
- Jeszcze nikt nigdy nie próbował mnie wskrzesić! - załkał duch. - Wybaczę ci nawet to, że przyprowadziłaś chłopaka do łazienki dziewczyn. Jesteś taka miłaaaaa-aa! Wie-e-esz… Jeszcze n-nikt nie był dla mnie taki miłyyyyy!
- Zaraz się porzygam z tej waszej dziewczyńskiej solidarności - zakomunikował rzeczowo Alexander, krzywiąc się, kiedy Marta zaczęła wyć.
Wytarł ręce uwalane atramentem papierem toaletowym - przez chwilę zastanawiając się też, czy nie ukręcić sobie z niego zatyczek do uszu - i sprawdził raz jeszcze, czy buteleczka, którą przewrócił przez Martę jest teraz szczelnie zamknięta. Zapas tuszu miał na szczęście w swojej torbie. Nachylił się w stronę Eden, korzystając z tego, że duch jest zajęty wycieraniem swoich widmowych łez, i zaczął mówić ściszonym głosem.
- Zapomnijmy na razie o inkantacji, nie słyszę przez nią własnych myśli. - Mulciber od razu rzucił Malfoyównie ostrzegawcze spojrzenie, które mówiło: jeżeli powiesz, że to dlatego, że wcale nie myślę, to naprawdę się pogniewamy. - Co ty na to, żeby poświęcić w ofierze esencję życiową ducha? Może dostalibyśmy nawet jakieś honorowe odznaczenie za… Nie wiem. Usługi deratyzacyjne? - Miał w torbie puszka pigmejskiego, którego był gotów oddać Potworowi Slytherina na pożarcie, ale wstyd było przyznać, że trochę się już do niego przywiązał. A taka Marta, przecież to-to tylko lata po świecie i ludzi wkurwia!
Stuknął parę razy różdżką w gruby flamaster, rozkładając go powoli na części pierwsze, tak, że ostatecznie wyłuskał wkład z atramentem przypominający miniaturową buteleczkę. Może coś tam się zapchało w środku? Podniósł jednak oczy, kiedy Eden przygotowała się do deklamacji starożytnej inkantacji… Nawet się trochę udobruchał, bo przez ten jej podniosły wstęp liczył, że potraktowała swoje zadanie poważnie - była dziewczyną, a one umiały mówić ładnie wiersze i lubiły artystyczne rzeczy, więc powinna dać jakoś radę - ale Malfoy, oczywiście, wolała się z nim wcześniej kłócić o kolor obrzędowych świeczek, zamiast poświęcić trochę czasu na naukę prostej formułki!!
- Jak ty niby chcesz wskrzesić Potwora Slytherina, skoro sama brzmisz, jakbyś była kompletnie bez życia? - zapytał sceptycznie Axel. - Dykcja w porządku - dodał, tonem znawcy - ale ta twoja “podwórkowa łacina” to…
Zaklął głośno, bo kiedy zmaterializowała się przed nim jęcząca zjawa, przewrócił niechcący wkład z atramentem i oblał sobie ręce i koszulę.
- Próbujecie mnie wskrzesić? - zawołała radośnie Marta i wywinęła kolejnego fikołka w powietrzu, masując przy tym ucho, tak, jakby próbowała pozbyć się zalegającej w nim widmowej wody. Głucha, czy głupia?, pomyślał Axel. Duch dziewczyny zdawał się być dalej w wyjątkowo dobrym nastroju: może ktoś tak energicznie spłukał wodę w klozecie, że zamiast zwyczajowej wycieczki po aquaparku w annałach zamkowej kanalizacji trafiła na rejs turystyczny all inclusive do samej Atlantydy?, zastanowił się Mulciber.
Marta wydawała się kompletnie nieświadoma tego, że ktoś ją właśnie obrażał - tak, jakby zdołała wyłapać tylko co drugie słowo z zasłyszanej właśnie rozmowy - tak samo jak i tego, że jej łazienka miała się wkrótce stać portalem umożliwiającym powtórne przyjście Potwora Slytherina; jak już skończyła swoje lewitacyjne swawole, zawisła bowiem nad ich głowami, przypatrując się ciekawie poczynionym przez Eden i Alexa przygotowaniom. Wyglądała tak, jakby leżała na brzuchu niewidzialnym łóżku: rękami podparła brodę, i, uśmiechając się przez łzy, zaczęła machać radośnie nogami zgiętymi w kolanach - tak jakby Alexander nie skończył dopiero co kląć na czym świat stoi, a Eden nie wygłosiła tyrady wstrząsającej solipsyzmami hogwarckich sraczy! - dla martwej uczennicy, rytualny krąg wydał się koleżeńską posiadówą!
- Jeszcze nikt nigdy nie próbował mnie wskrzesić! - załkał duch. - Wybaczę ci nawet to, że przyprowadziłaś chłopaka do łazienki dziewczyn. Jesteś taka miłaaaaa-aa! Wie-e-esz… Jeszcze n-nikt nie był dla mnie taki miłyyyyy!
- Zaraz się porzygam z tej waszej dziewczyńskiej solidarności - zakomunikował rzeczowo Alexander, krzywiąc się, kiedy Marta zaczęła wyć.
Wytarł ręce uwalane atramentem papierem toaletowym - przez chwilę zastanawiając się też, czy nie ukręcić sobie z niego zatyczek do uszu - i sprawdził raz jeszcze, czy buteleczka, którą przewrócił przez Martę jest teraz szczelnie zamknięta. Zapas tuszu miał na szczęście w swojej torbie. Nachylił się w stronę Eden, korzystając z tego, że duch jest zajęty wycieraniem swoich widmowych łez, i zaczął mówić ściszonym głosem.
- Zapomnijmy na razie o inkantacji, nie słyszę przez nią własnych myśli. - Mulciber od razu rzucił Malfoyównie ostrzegawcze spojrzenie, które mówiło: jeżeli powiesz, że to dlatego, że wcale nie myślę, to naprawdę się pogniewamy. - Co ty na to, żeby poświęcić w ofierze esencję życiową ducha? Może dostalibyśmy nawet jakieś honorowe odznaczenie za… Nie wiem. Usługi deratyzacyjne? - Miał w torbie puszka pigmejskiego, którego był gotów oddać Potworowi Slytherina na pożarcie, ale wstyd było przyznać, że trochę się już do niego przywiązał. A taka Marta, przecież to-to tylko lata po świecie i ludzi wkurwia!
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat