Starała się być na bieżąco z Prorokiem Codziennym i Astrolabium, biorąc pod uwagę jej zainteresowania, ale zdarzało jej się też kupić Horyzonty Zaklęć. Kupowała i czytała, bo chciała być na bieżąco, ale też nadal chciała się rozwijać, uczyć nowych rzeczy – tak w zakresie wróżbiarstwa, jak i przede wszystkim historii czy ogólnie angielskiego społeczeństwa. To jej pomagało nawiązać pewną więź, nadrobić braki, których nie sposób było załatać pracując na wykopaliskach i obracając się ciągle w tym samym gronie. Nie chciała pozostać w tyle, wręcz przeciwnie. Natomiast były takie hasła, które bardzo szybko rozbudzały jej wyobraźnię; jak wróżba, przepowiednia, tajemnica oraz kilka takich, które można było podczepić pod legendy arturiańskie. Oczy to jej się zaświeciły od razu, gdy zobaczyła w Horyzontach to jedno ogłoszenie i… niewiele myśląc, posłała swoją małą sówkę Kleopatrę z odpowiedzią.
Może i jej doświadczenie w takich artefaktach nie było duże, bo dopiero od niedawna w Wielkiej Brytanii przebywała, jednak nie można było odmówić tego, że widziała już w swoim życiu przeróżne przedmioty, magiczne i nie, autentyki i falsyfikaty, no i mimo wszystko była historykiem, który obecnie również pracował na wykopaliskach tutaj, w Walii. Coś jednak wiedziała – a takie obcowanie ze skarbami, które MOGŁY pochodzić z tamtego okresu… och, aż jej się ciepło robiło. I nie mogła się powstrzymać.
Widać pan Morris nie miał wielu innych kandydatów, albo nie byli tak zajawieni jak ona, bo dość szybko otrzymała wiadomość zwrotną – dlatego też w umówiony dzień, jakiś czas przed umówioną godziną, zjawiła się na miejscu, korzystając w tym wypadku z publicznych kominków sieci Fiuu. Zawsze bywała przed czasem, wolała zaznajomić się z okolicą, poświęcić chwilę na zebranie myśli, a w razie czego miała zapas czasu gdyby coś się wydarzyło. Teraz jednak nie działo się nic nadzwyczajnego. Może prócz tego, że już chwilę wcześniej, gdy się rozglądała, zauważyła naprzeciwko domu, gdzie miała się stawić, mężczyznę. Zauważyła go chwilę temu, a gdy pokręciła się po okolicy i znowu stanęła pod adresem Morrisa, to nadal tam stał i czytał jakąś gazetę. Nie wiedziała czy to przypadek czy nie, sama jednak zerknęła na zegarek na ręce, by upewnić się ile ma czasu. Na pewno przykuwała wzrok – wzrostem i sylwetką modelki, ale też ciemniejszym, bo mocno opalonym, kolorem skóry. Na tle bladych Anglików odznaczała się mocno, nawet jeśli przyszła w eleganckich spodniach, koszuli… Prezentowała się profesjonalnie, z teczką w dłoni.